Korespondencja z Trondheim. Ljuboja to za mało

86 minut trwał sen Legii o jesieni w Europie. Wtedy kapitalnego gola dla Rosenborga strzelił Mikkel Diskerund i Norwegowie wygrali 2:1. Jesienią w pucharach nie będzie żadnego polskiego klubu.
Aż 36 minut piłkarze Legii czekali na pierwszy i, jak się okazało, jedyny celny strzał w meczu. Norwegowie polegli od własnej broni. Wcześniej doskonale zakładali pressing na połowie Legii. Zmuszali w ten sposób bramkarza Duszana Kuciaka do dalekich wybić na swoją połowę gdzie, tak jak w Warszawie, byli lepsi w pojedynkach o górne piłki. Do przerwy tylko pozwolili warszawskim obrońcom wyprowadzić piłkę z własnej połowy krótkimi podaniami.

Dlatego legionistom ciężko było przedostać się pod bramkę Norwegów środkiem, jeszcze trudniej skrzydłami. Z prawej strony nie było żadnego dośrodkowania, z lewej dwa płaskie podania w pole karne. Niecelny. W 36. minucie na właściwie jednoosobowy pressing zdecydował się Janusz Gol. Odebrał piłkę obrońcy Tore Reginiussenowi i podał do Danijela Ljuboji. Serb wbiegł w pole karne i z całej siły kopnął do siatki. Bramkarz Daniel Orlund nie sięgnął piłki. Gol był bohaterem Legii przed rokiem - to jego bramka w Moskwie dała zwycięstwo 3:2 ze Spartakiem i awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Teraz zaliczył znakomitą asystę. A w Trondheim zagrał tylko dlatego, że Chorwat Ivica Vrdoljak jest kontuzjowany.

Ale i tak bohaterem Legii został w pierwszej połowie Ljuboja, który czwartego września skończy 34 lata. Tego lata gra niesamowicie. Imponuje niezwykłą jak na siebie skutecznością. To jego siódme trafienie w ósmym występie w tym sezonie. W poprzednim, w 46 występach trafił do siatki 14 razy i był najskuteczniejszym z legionistów. W tym, gdy tylko jest na boisku, strzela lub asystuje przy większości bramek zdobywanych przez Legię. To jego trafienia na 1:2 w Ried oraz na 3:0 w rewanżu z Austriakami dały drużynie awans do czwartej rundy kwalifikacyjnej i możliwość gry z Rosenborgiem.

Gol w Trondheim był dla zespołu Jana Urbana jak gwiazdka z nieba, bo warszawianom szło jak po grudzie. Z własnej winy, bo - tak jak w pierwszym meczu - za dużo było niecelnych podań i niedokładności w najprostszych sytuacjach. I nawet, kiedy byli już blisko pola karnego rywali, zawsze znalazł się ktoś, kto niecelnie podał. Kluczem do awansu - jak się okazało - było strzelenie dwóch bramek, a do akcji Gola z Ljuboją nic na to nie wskazywało. Norwegowie, którzy do meczu z Legią przegrali w tym sezonie tylko jedno z 27 meczów, pokazywali niewiele. W czwartej minucie Tarik Elyounoussi nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Duszanem Kuciakiem. Słowak odbił piłkę nogą.

Do przerwy Rosenborg nie oddał już celnego strzału, choć częściej przebywał pod bramką Legii. Po przerwie przewaga gospodarzy rosła, a zespół Urbana grał coraz bardziej nerwowo. Radović z Koseckim wpadli na siebie pod polem karnym rywali i zamiast groźnego strzału na bramkę Orlunda, Norwegowie mieli groźną kontrę.

Do 60. minuty nie stłamsili Legii, nie mieli przygniatającej przewagi, nie oblegali bramki Kuciaka. Ale ich dominacja rosła z każdą akcją. Zawodnicy Urbana, z tymi najbardziej doświadczonymi na czele, za łatwo oddawali piłkę i zaczynali się bronić coraz bardziej rozpaczliwie. W 68. minucie kapitalnym strzałem zza pola karnego popisał się Ljuboja - trafił w poprzeczkę. Był to jednak tylko króciutki przerywnik, bo po chwili piłka wróciła pod pole karne Legii. Jeden Serb i harujący w defensywie Inaki Astiz to było za mało, by przejść norweską drużynę.

Po kolejnym faulu w okolicach pola karnego i wrzutce w szesnastkę wyrównał Reginiussen, czym zrehabilitował się za błąd z pierwszej połowy. Norwegowie dopięli swego, a legioniści - podobnie jak w Warszawie - nie utrzymali przewagi. Z minuty na minutę tracili siły. Poza kopnięciem Ljuboji w poprzeczkę nie mieli pomysłu na przeprowadzenie akcji pod norweską bramką. Byli wolniejsi, zbyt długo trzymali piłkę przy nodze i łatwo ją tracili.

Po stracie bramki trochę się otrząsnęli, ale strzał Marka Saganowskiego był minimalnie niecelny. Nie było komu przytrzymać piłkę i uspokoić grę. Ze skrzydłowych, czyli młodego Koseckiego, Radovicia i wprowadzonego za Serba Żyry, Legia nie miała żadnego pożytku. W 84. minucie 21-letniego Daniela Łukasika zaczęły łapać pierwsze skurcze i po chwili wszedł za niego Dominik Furman.

Nie minęły dwie minuty i Diskerund trafił do bramki Legii po raz drugi. W doliczonym czasie Żyro trafił piłką w leżącego w polu karnym rywala i sędzia skończył mecz. Warszawianie nie potrafili wyeliminować mocnej fizycznie, ale wcale nie efektownej piłkarsko drużyny. Zapłacili za boiskową niechlujność. Być może jeszcze tego lata ktoś z klubu odejdzie. W ubiegłym sezonie na grze w grupie Ligi Europejskiej klub zarobił ponad 20 milionów złotych. Teraz będzie musiał dopinać budżet bez tej kwoty.