Jan Urban: Pokazaliśmy, że się boimy

- Niestety, ale wracamy do szarej, ligowej rzeczywistości - mówił po porażce w Trondheim trener Legii Jan Urban. Jego zespół przegrał na wyjeździe z Rosenborgiem 1:2, w dwumeczu 2:3 i odpadł z Ligi Europy.
Robert Błoński: Jak pan oceni mecz?

Jan Urban: Dobrze się wszystko poukładało. Strzeliliśmy gola na boisku zespołu, który później nie pozwolił nam na wiele. Nie wykorzystaliśmy jednak tego prowadzenia i teraz możemy tylko żałować. A w drugiej połowie mieliśmy problemy z rozegraniem czterech podań. Norweska drużyna była w naszym zasięgu, mogliśmy ją wyeliminować. Ale przewagę powinniśmy wywalczyć sobie w pierwszym meczu. Norwegowie pokazali większe doświadczenie.

Nie było żadnego pożytku z bocznych pomocników.

- Zgadza się. To jest Liga Europejska, trzeba grać głową, więcej myśleć. Sama ambicja na tym poziomie, to za mało. Rosenborg lepiej, szybciej operował piłką, nie trzymał jej przy nodze, nie wiadomo jak długo. Nie mieli tylu strat w środku, co my. Danijel Ljuboja brał na siebie odpowiedzialność, wychodził do podań, grał szybko. Jako jedyny dorównywał rywalom. Ale jeden Ljuboja to za mało. On umie grać szybko, pozbywać się piłki w odpowiednim momencie. Zbyt wiele było sytuacji, w których inni zawodnicy Legii przyjmowali piłkę i kiedy rozglądali się, do kogo podać, już ją tracili. Rosenborg grał dużo spokojniej, tak jak wymagają realia w tej fazie Ligi Europejskiej. Dzisiaj zobaczyliśmy, mieli o wiele większy i lepszy sposób w rozgrywaniu akcji.

W obu meczach pana zawodnikom zabrakło sił po przerwie.

- Kiedy się głównie za piłką biega, to zaczyna brakować sił, a czas płynie coraz wolniej. Forma, w jakiej staraliśmy się dotrwać do końca, była błędna. Za bardzo się cofnęliśmy pod własną bramkę. A wtedy wiadomo, że prędzej czy później rywal stworzy okazję do strzelenia bramki. I tak było. W przerwie mówiłem zawodnikom, że muszą dłużej utrzymywać się przy piłce, wymieniać więcej podań. Bo jeśli się nie uda, to pokażemy rywalowi zbyt duży respekt. Norwegowie nie byli w stanie zrobić zbyt wiele w ataku pozycyjnym. Wiedzieliśmy, że w drugiej połowie zaatakują większą liczbą zawodników. Mieliśmy momenty, w których byliśmy zorganizowani i wtedy przerywaliśmy ich akcje. Ale tych chwil było za mało. Im bliżej było końca, tym nasza obrona była coraz bardziej rozpaczliwa. Svensson i Diskerud zbyt często mieli sporo miejsca, ponieważ nasi defensywni pomocnicy cofnęli się zbyt głęboko. Do tego, by grać wyżej, potrzeba większej odwagi i pewności siebie. Mamy sporo młodych zawodników, ale bez doświadczenia i to było widać. Na ławce rezerwowych siedzieli Żyro, Furman i Salinas. Zabrakło doświadczenia Ivicy Vrdoljaka. Awans był blisko, ale się nie udało. To, co pokazaliśmy, okazało się zbyt mało na Rosenborg.

Z czego wynikało tak dużo strat po przyjęciu piłki?

- Na tym poziomie wiadomo, że przy każdym przyjęciu rywal zastosuje pressing, dlatego tak ważna jest szybkość operowania piłką. W wielu momentach zabrakło nam spokoju i chłodnej głowy.

Teraz, pana i drużynę, czeka powrót do szarej, polskiej rzeczywistości.

- Niestety.