Marek Saganowski: Torciku nie będzie

- Rosenborg był w naszym zasięgu. W obu meczach prowadziliśmy. Legia nie powinna sobie pozwolić na stratę dwóch goli gdy prowadzi - twierdzi napastnik warszawskiego zespołu Marek Saganowski. W czwartek Legia odpadła z Ligi Europejskiej po porażce 1:2 z Rosenborgiem. W poniedziałek w lidze gra z Podbeskidziem.
Kuba Dybalski: Graliście co trzy dni, teraz znów czeka was mecz raz w tygodniu. Trzeba się przestawić?

Marek Saganowski: Rozmawialiśmy o tym w szatni. Liga Europejska to byłby taki torcik, coś specjalnego. Teraz wpadamy w ligową szarzyznę. Ale to nie znaczy, że nie będzie ciekawie. Polska liga ostatnio bardzo się wyrównała i będzie nas kosztowało wiele pracy, by wywalczyć tytuł. Nikt tutaj bez walki nie odda punktów.

Różnica poziomu między ekstraklasą a pucharami jest duża? Jedziecie do Bełchatowa i potraficie zdominować GKS. Potem w Trondheim to Rosenborg dominuje. Nie wspominając Śląska Wrocław, któremu Hannover strzelił w dwumeczu dziesięć goli...

- Norwegowie grali u siebie. W Warszawie to my przeważaliśmy. Różnica na pewno jest spora. Puchary to większa odpowiedzialność, rywale inaczej przygotowani i o większych umiejętnościach. Ze Śląskiem rzeczywiście nie ma porównania. My mamy za sobą wyrównaną rywalizację. Zobaczymy jak Rosenborg poradzi sobie w grupie. To nie był słaby zespół. Był w naszym zasięgu. Nie udało się, ale wstydu, jak Śląsk, czy inne zespoły, nie przynieśliśmy.

Przewagą Rosenborga był spokój? Dwa razy tracili gola i nie tracili nerwów.

- Lepiej grali piłką, lepiej wypadli taktycznie. To był bardziej skonsolidowany zespół, któremu trudno strzelić gola, a nawet stworzyć okazję do tego. Nam zabrakło "zimnych głów". Znów za mocno się cofnęliśmy, a to siedzi w psychice. Gdybyśmy w drugiej połowie zagrali to co w pierwszej, tylko nieco bliżej pola karnego rywali, to im grałoby się bardzo trudno. Byli w naszym zasięgu. W obu meczach prowadziliśmy. Legia nie powinna sobie pozwolić na stratę dwóch goli gdy prowadzi. Ale życie to teraźniejszość. Co się stało, to się nie odstanie.

Nie graliście ofensywnie, z rozmachem. To był w waszym wykonaniu taki, mizerny mecz...

- Założenie było takie, by nie rzucać się od razu na rywali. Do przerwy wypadliśmy bardzo dobrze. Graliśmy spokojnie. Rosenborg też chyba spodziewał się jakichś huraganowych ataków i okazji na kontry. W drugiej połowie - jak wspomniałem - zawiodły głowy...

Dlaczego tak doświadczonej drużynie brakuje spokoju?

- Nie wiem. Problemem było wymienienie czterech - pięciu podań. Jeśli ktoś opanował piłkę, to zaraz ktoś inny ją tracił. Robiło się coraz bardziej nerwowo, a to był bodziec dla Rosenborga do odważniejszych ataków.

Bardziej brakowało Ivicy Vrdoljaka, pilnującego środka pola, czy Artura Jędrzejczyka, który wygrywałby pojedynki główkowe?

- Każdego brakowało. Też trzeba wspomnieć o Michale Kucharczyku, który ma jakiś problem z mięśniem dwugłowym. Przez to nasze skrzydła też w Trondheim nie wyglądały najlepiej. Jakoś tak wyszło, że przed meczem część składu się posypała. Ivica robi mnóstwo dobrego na boisku. Staraliśmy się, żeby nie było tego widać, ale choćby w Bełchatowie pokazał jak wiele znaczy dla zespołu.

To odpadnięcie nie wpłynie na was negatywnie? Szczególnie na tych młodszych, bo starsi to już trochę i poprzegrywali i powygrywali.

- Właśnie jeśli już to chyba na tych starszych. Ci młodzi mają przed sobą jeszcze sporo grania. Ja miałem dużą nadzieję na Ligę Europejską i liczyłem, że jeszcze trochę sobie w niej powalczymy. Legię stać na to, by grać w grupie tych rozgrywek. Nie wiadomo, czy my - trzydziestolatkowie - jeszcze będziemy mieli szansę. Młodzi na pewno nie raz poczują smak takiej porażki, ale też nie raz będą się cieszyli.

W poniedziałek gracie z Podbeskidziem. Będzie mieli w głowach czwartkową porażkę?

- W piłce trzeba szybko zapominać. Tak jest, że kilka dni później trzeba grać kolejny mecz. Musimy wygrać. Jeśli Koronę pokonaliśmy 4:0, a potem jedziemy do Bełchatowa, który mimo porażki z Wisłą gra w Krakowie całkiem nieźle i wygrywamy łatwo 2:0, to nie możemy bać się Podbeskidzia. Od jutra myślimy tylko o tym meczu.