Legia pokonała Wisłę 2:1. Dwie bramki Koseckiego

Dwa gole Kuby Koseckiego dały Legii zasłużone zwycięstwo z Wisłą. Warszawianie wrócili na pierwsze miejsce w tabeli, ale mają tylko dwa punkty przewagi nad Widzewem, który swój mecz gra w niedzielę.
"Sagan, czekamy na ciebie" - z takim napisem t-shircie wyszli na rozgrzewkę piłkarze Legii. Dodali otuchy swojemu koledze, który z powodu złych wyników badań kardiologicznych nie został włączony do meczowej kadry. Marek Saganowski to serce i płuca zespołu, mimo 34 lat imponował walecznością, a przy tym był skuteczny - strzelił cztery gole w sześciu meczach, tyle co Danijel Ljuboja. Po spotkaniu z Wisłą o Saganowskim rozmawiano w kontekście Jakuba Koseckiego. 22-letni skrzydłowy może denerwować swoim chaotycznym ustawianiem się, błędami taktycznymi, ale jedno-dwa dobre zagrania powodują, że nabiera wiary w siebie. W derbach błyskotliwymi rajdami siał popłoch w obronie Polonii, aż wywalczył rzut karny dający Legii remis. Z Wisłą, w pierwszej połowie, oddał dwa celne strzały i strzelił dwie bramki. Tak się zostaje bohaterem miasta!



Niepokonana w tym sezonie Legia przegrywała po raz piąty (z Podbeskidziem, Polonią i dwa razy w Lubinie). Tym razem wyrównała szybciej niż w derbach - podanie Miroslava Radovicia wykorzystał Kosecki nim minęły dwie minuty od trafienia Garguły.

W porównaniu ze spotkaniem w Lubinie, o którym Urban powiedział, że było "najgorsze w wykonaniu Legii w tym sezonie" trener dokonał trzech zmian. Ale tylko jednej (Saganowskiego) wymuszonej. Michał Żewłakow i Daniel Łukasik usiedli na ławce z powodu błędów w tym sezonie, ale i zmęczenia. Żewłakow nie wszedł na boisko, nawet kiedy kontuzji doznał Jakub Rzeźniczak. 36-letni obrońca nawet nie podniósł się, by pobiegać wzdłuż linii bocznej.

Łukasika zastąpił Janusz Gol i pierwszych sześć-siedem zagrań miał fatalnych. Ale w 27. min pokazał najwyższą klasę i umiejętności. Świetnie w polu karnym podał do Koseckiego i młody legionista trafił między nogami Siergieja Pareiki. Ostatnim piłkarzem Legii, który strzelił Wiśle dwie bramki przy Łazienkowskiej był Maciej Rybus - w kwietniu 2008 roku warszawianie wygrali 2:1.

Legia otrząsnęła się z przewagi Wisły dwoma trafieniami i z każdą minutą osiągała coraz większą przewagę. Znakomity mecz rozgrywał Artur Jędrzejczyk - bezbłędny na środku obrony, bezbłędny na prawej stronie, gdzie zastąpił kontuzjowanego Rzeźniczaka. Jeśli utrzyma formę, a na razie jest bardzo stabilny, zimą będzie numerem jeden do załatania dziury budżetowej. Czyli do sprzedaży - latem Legii proponowano milion euro, ale słusznie odrzuciła ofertę. Zimą wpłynie lepsza.

Dlatego Urban i jego piłkarze chcą zdobyć jak najwięcej punktów tej jesieni. Na razie grają bardzo efektownie, przyjemnie ogląda się ich występy w których jest mnóstwo akcji, emocji i goli. W sześciu poprzednich meczach oddali aż 125 strzałów (najwięcej w lidze). Z tego 47 było celnych, padło 18 goli. W dwóch poprzednich spotkaniach tracili punkty, bo brakowało precyzji. W meczach z Zagłębiem i Polonią z 48 uderzeń ledwie co czwarty był celny. W piątek Kosecki wykorzystał dwie pierwsze okazje. Pierwsze trzy zwycięstwa trener Urban nazywał "krokami w kierunku mistrzostwa". W trzech następnych kolejkach legioniści dreptali miejscu - nie przegrywali, ale i nie potrafili zwyciężać.

W piątek wrócili na drogę zwycięstwa, bo w drugiej połowie zespół Urbana kontrolował spotkanie. Był bliżej trzeciej bramki, niż wiślacy wyrównania, ale znakomicie bronił Pareiko. Szczególnie w 90. min uderzenie Radovicia.

Legioniści udowodnili, że i bez Saganowskiego - na którego wszyscy przy Łazienkowskiej czekają - istnieje skuteczność. Tak samo prawie 20 tysięcy kibiców udowodniło, że na Pepsi Arenie istnieje doping bez wulgarnego kibolstwa z żylety. Albo kibole dostosują się do nowych standardów, albo nie będzie dla nich miejsca na krzesełkach przy Łazienkowskiej.