Maciej Rybus o imprezach i paparazzich: Denerwowałem się: "Kurde, żeby nic nie było w Fakcie lub Super Expressie"

Były piłkarz Legii Maciej Rybus w obszernym wywiadzie dla Weszło.com opowiada m.in. o swoich początkach w Legii za Jana Urbana, trudniejszym momencie w zespole za trenera Macieja Skorży oraz skutkach imprezowania w Warszawie.
Rozmowa z 23-letnim zawodnikiem Tereka Grozny zaczyna się od meczu Polska - Anglia, potem piłkarz opowiada o Euro i swoich relacjach z byłym selekcjonerem Franciszkiem Smudą, aż wreszcie przechodzi do okresu gry w Legii, który przypadł na lata 2007-12.

- Początek w Legii, za trenera Urbana miałem udany - wspomina Rybus. - Wiadomo - fajny, młody zawodnik. Później się zaczęły artykuły ze zdjęciami, papierosy, dyskoteki To na pewno zmieniło mój wizerunek i długo się za mną ciągnęło - przyznaje zawodnik.

- Za trenera Skorży też nie miałem na początku dobrego okresu. Pamiętam taki mecz Trener Urban przyjechał do nas z Zagłębiem i byłem tak zdenerwowany, że nie gram, że zaproponowałem mu, żeby wziął mnie do siebie na wypożyczenie. Na szczęście zacząłem wchodzić w końcówkach i od meczu z Gaziantepsporem do transferu do Tereka nie wypadłem ze składu.

Co było powodem tej obniżki formy za Skorży? - Trener Urban mawia, że kiedy nikt cię nie zna, łatwiej ci na początku pokazać się z dobrej strony - tłumaczy Rybus. - Później, jak już wysoko ustawisz sobie poprzeczkę, można zaliczyć zjazd i trzeba umieć się z tego podnieść. Trener Smuda bardzo mi pomógł, wysyłając te powołania, ale możliwe, że sam sobie zaszkodziłem, bo lubiłem wyjść na miasto, na dyskotekę - szczerze przyznaje zawodnik, którego zdjęcia z imprez często pojawiały się w mediach.

- Był taki okres, że gdziekolwiek bym poszedł, zawsze coś się pojawiło. Doszło do tego, że jak już wyszedłem w weekend na dyskotekę, to przez pierwsze dni kolejnego tygodnia się denerwowałem: "Kurde, żeby nic nie było w Fakcie lub Super Expressie".

- Strasznie mi to siedziało w głowie. A wiadomo jak to było - zagrał człowiek dobry mecz, to się szło na miasto pokazać kibicom, ktoś cię pozna, pochwali Tylko później ci, którzy klepali mnie po plecach, po słabszym meczu rozpowiadali, że Rybus baluje w Platinium - opowiada piłkarz.

- Na początku mnie to denerwowało, bo łatwo się domyślić, jak takie wiadomości odbiera rodzina czy znajomi z Łowicza. Ale teraz się z tego śmieję. Nawet czasem szukam w internecie tych zdjęć, jak mnie łapali z papierosem w wieku 18 lat - mówi Rybus. Ale zaznacza, że z imprezami nie przesadzał i jeśli już wychodził, to po wygranym meczu, kiedy dzień później drużyna miała wolne.

Były legionista przyznaje, że czasem lubi sobie zapalić papierosa: - Mam już 23 lata i jeżeli mam ochotę, to nie będę się ukrywał. Ale wiadomo, że na zgrupowaniach tego nie robię. Wcześniej to było na zasadzie szpanu. Chciałem pokazać starszym kolegom, że nadaję się ich do towarzystwa. Wielu piłkarzy tak postępuje, żeby dobrze żyć ze starszymi.

Rybus odniósł się także do sytuacji z sierpnia 2011 roku, kiedy po wyeliminowaniu Spartaka Moskwa w Lidze Europy kilku piłkarzy Legii kończyło noc w agencji towarzyskiej przy ul. Wiertniczej.

- Środowisko nas nie potępiło, ale dla naszych dziewczyn i rodzin był to cios - mówi Rybus. - Nie poszliśmy tam "po potrzeby", ale akurat był taki dzień i taka pora, a czasem po zwycięstwie jest taka adrenalina i napięcie, że myślenie się wyłącza.

- Chcieliśmy popić i poświętować. Wybraliśmy akurat takie miejsce i skończyło się, jak się skończyło. Pech. Nie spodziewaliśmy się, że ktoś zrobi zdjęcia.

- Wszyscy traktowali ten nasz wypad z przymrużeniem oka, bo wygraliśmy ważny mecz ze Spartakiem - dodaje Rybus. - Jedni żartowali, inni - jak Roman Kosecki - mówili, że niepotrzebnie daliśmy się złapać, ale gdybyśmy wiedzieli, że ktoś tam będzie, to chyba logiczne, że byśmy tam nie poszli. Było, minęło. Staram się o tym zapomnieć.

Cały wywiad z Maciejem Rybusem przeczytasz na Weszło.com.