Spostrzeżenia po Legia - Piast. Głośny szmer bez ultrasów

Po wygranym 3:2 meczu z Piastem klub poinformował, że na trybuny przyszło ponad 15 tys. kibiców. Mimo mrozu, niezbyt atrakcyjnego rywala, zamkniętej połowy trybuny północnej i bojkotu ultrasów, oficjalna frekwencja nie odbiegała od przeciętnej.
Pod koniec listopada zeszłego roku Legia grała z Zagłębiem, przy temperaturze nieco powyżej zera. Wtedy na trybuny Pepsi Areny, na mecz ligowy z rywalem, który u przeciętnego kibica nie wywołuje szybszego bicia serca, przyszło 14,6 tys. ludzi. W niedzielę, według danych klubu, było podobnie (część widowni to zaproszone przez klub grupy dzieci z opiekunami), choć też nieco chłodniej, na połowie trybuny północnej nie było widzów z powodu decyzji wojewody, a na drugiej połowie była ich garstka, bo ultrasi postanowili bojkotować drużynę, której ponoć kibicują.

Bez nich - podobnie jak podczas niedawnego meczu z Wisłą - z trybun płynął raczej szmer niż zorganizowane śpiewanie. Ale był to szmer, który w przeciwieństwie do śpiewów z trybuny północnej, reagował na to, co się działo na boisku. Gdy Legia atakowała robiło się głośniej, dobre interwencje były nagradzane brawami. Ale piłkarze mogli poczuć, że ktoś ich ogląda, bo po kolejnych stratach kilka razy usłyszeli gwizdy i wyzwiska pod swoim adresem. Z drugiej strony po drugim golu Danijela Ljuboi usłyszeli chóralne "Jeszcze jeden".