Koniec twierdzy na Łazienkowskiej? Frankowski: Kibice tak głośno dopingowali, że było wszystko słychać

- Kibice Legii tak głośno dopingowali, że było wszystko słychać - rzucił sarkastycznie w kierunku dziennikarzy strzelec zwycięskiego gola dla Jagiellonii Tomasz Frankowski. - Też mamy swój problem z kibicami. Spotkania w Białymstoku wyglądają jak piknikowe sparingi - zreflektował się po chwili 38-letni napastnik.
Spotkanie Legii z Jagiellonią oglądało z trybun 10,5 tysiąca kibiców. Ultrasi Legii cały czas bojkotują mecze swojej drużyny. Rozdają przed meczami konspiracyjne biuletyny, w których namawiają innych do bojkotu. Twierdza na Łazienkowskiej powoli przestaje istnieć. W sobotę trybuna północna świeciła pustkami. Pojawiło się na niej tylko kilkadziesiąt osób. A Legia pierwszy raz w tym sezonie poniosła porażkę.

Spór między klubem a kibicami wykorzystują drużyny, które przyjeżdżają na Łazienkowską. Odkąd obie strony są poróżnione, w każdym meczu na Pepsi Arenie rywale strzelają Legii przynajmniej jednego gola. Na dodatek zawsze jako pierwsi. Dotychczas legionistom udawało przynajmniej zremisować. W sobotę nie dali jednak rady, przegrywając z Jagiellonią 1:2.

- Kibice dzisiaj nam nie pomogli. "Żyleta" jest pusta i ciężko nam się gra w takiej atmosferze. Mam nadzieje, że taka sytuacja niedługo się skończy - mówił po meczu niepocieszony Duszan Kuciak.

Legia do przerwy przegrywała z Jagiellonią 0:1. Na początku drugiej połowy warszawianom udało się wyrównać. Trybuny jednak nie poniosły piłkarzy do zwycięstwa. Po bramce na 1:1 kibice ograniczali się tylko do gwizdów, kiedy akcje na boisku przerywał sędzia Paweł Pskit. Po ostatnim gwizdku fani, którzy przyszli na mecz z Jagiellonią w spokoju opuścili stadion.

- Widok pustej "Żylety" jest przykry, tym bardziej, że trybuna została już w pełni otwarta. Mieliśmy nadzieję, że kibice nam pomogą, ale ich zabrakło. Z tego co wiem, jest tam jakiś strajk czy bojkot, ale liczę, że wszyscy wszystko sobie wyjaśnią i fani będą nas wspierali w kolejnych spotkaniach - mówił po meczu z posępną miną Jakub Rzeźniczak.

Za dwa tygodnie do Warszawy przyjeżdża odwieczny rywal Legii - Widzew Łódź. Do końca roku legioniści u siebie podejmować będą jeszcze Ruch Chorzów. Czy na te mecze na Łazienkowską wróci doping? Wątpliwe.