Legia walczy o większą frekwencję - zaprasza na mecze dzieci

Frekwencja na Pepsi Arenie spadła ostatnio do 10 tys. kibiców. Piłkarze wygrywają i robią wszystko, by ją podnieść. Ultrasi bojkotują klub i robią wszystko, by była jak najniższa. A Legia zaprasza na stadion tych, którzy jeszcze na nim nie byli. Przede wszystkim dzieci.
"Pokłóćmy się o Legię" - w czwartek premiera

Michał Żewłakow, pytany o kłopoty finansowe Legii, mówi, że najlepsze, co mogą zrobić piłkarze, to grać tak dobrze, żeby zapełnić trybuny. Rok temu się udało. Gdy warszawiacy awansowali do Ligi Europejskiej po dramatycznym, wygranym 3:2 meczu ze Spartakiem, na każdym spotkaniu w grupie Pepsi Arena była wypełniona lub prawie pełna. Na meczu z Rapidem było nieco ponad 30 tys.

Ale teraz klub ma kłopot z zapełnieniem trybun, bo nie działa efekt nowości, a pucharów już nie ma. Jest za to problem z protestem ultrasów, którzy bojkotują mecze Legii.

Nie podoba im się zakaz odpalania rac, rozwijania wielkich flag, tzw. sektorówek, i nakaz udrażniania przejść ewakuacyjnych - do ścisłego przestrzegania przepisów o bezpieczeństwie imprez masowych klub został zmuszony przez wojewodę. W efekcie od kilku meczów na Pepsi Arenie zajęta jest jedna trzecia miejsc. Legia nie płaci kar za zachowanie kiboli, ale pusta siedmiotysięczna trybuna, "żyleta", którą zajmowali ultrasi, to wyrwa w budżecie rzędu 200-250 tys. zł na każdym meczu.

Legia od kilku lat próbuje wychować sobie kibica, ale na razie nie przekłada się to zbytnio na frekwencję. - Ale liczymy, że w przyszłości przyniesie efekt - mówi Dariusz Pućka, dyrektor ds. marketingu w klubie. Na stadionie jest 1800 miejsc w sektorze rodzinnym, kolejne nawet kilka tysięcy dzieci może oglądać mecze w ramach akcji "Kibicuj z klasą".

Legia nie ogranicza się do zapraszania na mecze grup ze szkół, przedszkoli, domów dziecka itp. Klub organizuje też okolicznościowe imprezy, obozy piłkarskie, a co tydzień piłkarze odwiedzają jedną z warszawskich lub podwarszawskich szkół. Po siedzibie klubu i Pepsi Arenie wycieczki oprowadza spiker Wojciech Hadaj - stadion zwiedziło już 18 tys. dzieci. W sumie projektów dla dzieci i programów do nich skierowanych jest kilkanaście.

- Jesteśmy zasypani prośbami o zaproszenie np. do szkoły. Podobnie jeśli chodzi o "Kibicuj z klasą". Liczba dzieci na konkretnym meczu zależy od tego, jak jest atrakcyjny i o której jest godzinie, bo przecież małe dzieci mogą mieć kłopot, jeśli spotkanie zaczyna się późnym wieczorem. Ale odzew jest fajny - mówi Pućka.

Na meczu z Piastem było 4 tys. dzieci. Legia na nich nie zarobiła, ale traktuje to jak inwestycję. - Liczymy, że jak będą starsi, to wrócą. Niektórzy - z rodzicami. Ale zdajemy sobie sprawę, że aby tak się stało, muszą na komfortowym stadionie obejrzeć dobre widowisko - dodaje.

Piłkarze robią, co mogą. W ostatnią niedzielę na wyjeździe (przy 41,5 tys. osób na trybunach) ograli Lecha Poznań 3:1. Prowadzą w tabeli. W piątek zmierzą się z Widzewem, czyli na kibiców czeka rywalizacja, która kiedyś elektryzowała cały kraj. Co będzie jednak, jeśli na trybunach największego klubu w blisko dwumilionowym mieście znów zasiądzie ledwie 10 tys. ludzi?

- Warszawa jest specyficzna. Tu klient jest wymagający. Często na koncertach nie można wypełnić sali, choć połowa z tych, którzy przyszli, i tak przyjechała z innych części Polski - próbuje wyjaśnić Pućka. - Poza tym oferuje wiele sposobów spędzania wolnego czasu. Trochę jest tak, że konkurujemy z kinem i galerią handlową.

Mecz z Widzewem rozpocznie się w piątek o 20.45.