15 mgnień mistrza jesieni, czyli jak Legia przeszła przez pół sezonu

Od bramki Danijela Ljuboi do słodko-gorzkiego zakończenia rundy. Problemy Vrdoljaka i Saganowskiego, przebłyski Furmana i Koseckiego, charakter, wielkie wygrane i dziura w budżecie. Warszawa.sport.pl przypomina, jak wyglądała jesień w Legii.
Ruszyli! Ljuboja z grubej rury

19 sierpnia w 19. minucie meczu z Koroną Danijel Ljuboja strzelił pierwszego gola sezonu dla Legii. Chwilę później dołożył 19. trafienie w karierze w warszawskim klubie. Mecz zakończył ostatecznie z trzema bramkami, a jego zespół rozgromił rywala 4:0.

- To mój drugi hat trick w karierze, pierwszy był w barwach Sochaux - mówił po meczu Serb. - Na razie wszystko mi się udaje, niemal każde dotknięcie piłki to gol albo asysta - dodawał, jakby przeczuwając, że będzie miał świetną rundę. Z 10 golami Ljuboja jest na razie najlepszym strzelcem ligi.

Problemy zdrowotne Vrdoljaka

W drugiej kolejce Legia pewnie pokonała na wyjeździe GKS Bełchatów 2:0, ale poważnej kontuzji doznał Ivica Vrdoljak - Chorwat, ostoja legijnej pomocy, naderwał więzadło poboczne w prawym kolanie i pauzował przez sześć tygodni.

To był początek kłopotów Vrdoljaka ze zdrowiem, bo 29-letni pomocnik kończył sezon poza kadrą ze względu na zapalenie ścięgna Achillesa. W całej rundzie wystąpił w ledwie siedmiu spotkaniach, nie strzelił bramki. W poprzednim sezonie w 24 ligowych meczach miał ich na koncie cztery.

Początek protestu na Żylecie

Mecz z Podbeskidziem (3:1), w którym legioniści bombardowali bramkę gości, oddając aż 34 strzały, i w końcu przełamali defensywę rywala, strzelając trzy gole w ostatnich ośmiu minutach, był pierwszym z protestem na Żylecie. Ultrasi nie dopingowali Legii w odpowiedzi na wniosek policji o zamknięcie trybuny ze względu na m.in. użycie pirotechniki w pierwszych meczach sezonu.

Wydarzenia kolejnych tygodni ze zdemolowaniem części trybuny i decyzjami wojewody o jej zamknięciu na czele sprawiły, że klub zawiesił współpracę z SKLW, które do końca rundy bojkotowało mecze Legii na Pepsi Arenie. Frekwencja na stadionie w rundzie jesiennej spadła do 14,6 tys. na mecz.

Pierwsze stracone punkty, bomba Furmana

16 września Legia straciła pierwsze punkty - w Zabrzu prowadziła 1:0 i 2:1, ale Górnik dwa razy doprowadzał do wyrównania. Ozdobą meczu był gol Dominika Furmana w 84. minucie, który posłał celną bombę z ponad 20 metrów. - Kuba Wawrzyniak szybko rzucił mi z autu piłkę, ja ją przyjąłem i uderzyłem w kierunku dalszego słupka - opowiadał piłkarz.

Chwilę później Wawrzyniak wypucował Furmanowi buty na swoim kolanie. - Kurczę, byłem trochę zmieszany, bo szorował mi buty reprezentant Polski. Fajny gest z jego strony, nie spodziewałem się tego - mówił 20-letni Furman. W trakcie sezonu okazało się, że Legia Urbana stała się rajem dla młodzieży.

Derby na remis, pierwszy błysk "Kosy"

Bez kibiców Polonii i bez wygranej Legii - derby przy Łazienkowskiej zakończyły się wynikiem 1:1. W relacji pisaliśmy: "Derby do końca były zacięte, oba zespoły próbowały i chciały strzelić gola. Bardziej Legia, która rozgrywała akcje atakiem pozycyjnym, a osłabiona brakiem Marcina Baszczyńskiego na środku obrony Polonia próbowała kontrować. Po kwadransie przewaga w posiadaniu piłki gospodarzy była przygniatająca (71-29 procent), ale nie miało to przełożenia na liczbę celnych strzałów czy okazji do zdobycia bramki. Mniej więcej tak wyglądało spotkanie.

Polonia prowadziła, bo Władimir Dwaliszwili wykorzystał błąd Łukasika, Legia wyrównała, bo Ljuboja wykorzystał rzut karny po tym, jak rywali ośmieszył Jakub Kosecki. "Kosa", jak się później okazało, wyjątkowo dobrze grał w najważniejszych meczach.

Serce "Sagana"

W Lubinie w swoim 250. występie w ekstraklasie Marek Saganowski strzelił dla Legii dwa gole i uratował remis z Zagłębiem. 34-letni napastnik był w świetnej formie - dobrze współpracował z Ljuboją, zdobył cztery bramki w sześciu ligowych meczach, dostał powołanie do kadry.

Ale kilka dni po udanym dla siebie meczu z Zagłębiem pojawiły się wyniki badań, które były jak grom z jasnego nieba. Dzień przed meczem z Wisłą okazało się, że "Sagan" ma problemy z sercem. Przed meczem z Wisłą legioniści wyszli na rozgrzewkę w koszulkach z napisami "Sagan, czekamy na Ciebie". Ale, niestety, na razie się nie doczekali.

Eksplozja Koseckiego

Jan Urban "Kosie" zaufał, a "Kosa" olśnił w drugiej połowie rundy jesiennej. W meczu z Wisłą strzelił dwa gole i Legia wygrała 2:1. W Szczecinie trafił raz i było 3:0. "Kosa" rozpoczął strzelanie w Poznaniu, gdzie legioniści zwyciężyli 3:1. Po pięknej akcji zdobył zwycięskiego gola w meczu z Widzewem (1:0). I wreszcie znakomicie zagrał z Ruchem (3:0) - strzelił w tym meczu dwa gole i miał asystę.

"Turbokrasnal" dostał powołanie do reprezentacji, a w końcówce rundy wywiadów udzielał na lewo i prawo. Opowiadał m.in. o tym, jak został piłkarzem. On najbardziej może żałować, że runda jesienna już się zakończyła.

Charakter legionistów

To, że Legia Urbana jest innym zespołem niż za czasów Macieja Skorży, widać było od początku sezonu. Ale dopiero po meczu z Piastem, w którym legioniści przegrywali 0:2, a mimo to zwyciężyli 3:2, wszyscy zwrócili uwagę na charakter drużyny, która się nie poddaje i walczy do końca.

Legia w rundzie jesiennej zdobyła 11 punktów w meczach, w których pierwsza traciła bramkę, i strzeliła dziewięć goli w ostatnich kwadransach ligowych spotkań. - Obecny trener bardzo dobrze wpływa na atmosferę w szatni - tłumaczył potem Furman.

Piętka Ljuboi

Jeśli mecz z Piastem zostanie zapamiętany jeszcze z innego powodu, to musi być nim piękna bramka Ljuboi. W 44. minucie Serb czaił się na granicy linii spalonego, by ruszyć do przodu, kiedy do dośrodkowania zbierał się na prawym skrzydle Michał Kucharczyk. Ljuboja doszedł do piłki przed bramkarzem gości, zmylił go, obracając się tyłem, i uderzył piłkę piętą. Precyzyjnie, do siatki!

Ta bramka była impulsem w Legii do przeglądu wszystkich ówczesnych ligowych goli Ljuboi.

Rekordów nie było

Wygrywając 2:1 w Gdańsku, Legia przedłużyła passę ligowych meczów bez porażki od początku sezonu do 10. By pobić klubowy rekord wszech czasów, drużyna Urbana musiała zdobyć punkty w czterech kolejnych spotkaniach. Wydawało się, że najtrudniejszy będzie mecz w Poznaniu, ale okazało się, że pierwsza porażka przyszła tuż po Gdańsku - 1:2 u siebie z Jagiellonią.

Nie pobili też legioniści klubowego rekordu meczów z rzędu ze strzelonym golem - między 23 listopada 1996 roku a 14 sierpnia 1997 roku Legia zdobywała bramki w 25 kolejnych spotkaniach (ligowych i pucharowych). Tym razem zatrzymała się na 24 meczach - passa została przerwana we Wrocławiu, gdzie legioniści przegrali na zakończenie jesieni 0:1.

W Poznaniu wielka publiczność...

Frekwencja na Pepsi Arenie wyraźnie spadła ze względu na bojkot SKLW, ale na wyjazdach Legia przyciągała tłumy. Na meczu w Poznaniu był komplet publiczności - 41 tys. widzów. Przy takiej frekwencji legioniści nie grali od 10 lat.

14 listopada 2002 roku w rewanżowym meczu drugiej rundy Pucharu UEFA Legia grała na wyjeździe z Schalke 04 Gelsenkirchen. Na trybunach było obecnych 52 tys. kibiców, a Legia, w składzie której byli wówczas m.in.: Marek Jóźwiak, Cezary Kucharski, Stanko Svitlica, Marek Saganowski i Tomasz Kiełbowicz, zremisowała 0:0. Drużynie Dragomira Okuki taki wynik nic nie dał, bo wcześniej w Warszawie Legia przegrała z Schalke 2:3.

...i wielkie zwycięstwo!

Zaczął Kosecki, podwyższył Wawrzyniak, a przed przerwą "Kolejorza" dobił Miroslav Radović. Legia grała słabo w defensywie, Lech strzelił w drugiej połowie gola na 1:3, ale nikt nie miał wątpliwości - pokaz siły Legii w Poznaniu się udał, rywal został rzucony na kolana.

Za najlepszego gracza meczu trener Urban uznał Furmana. - Cieszę się z jego opinii, ale naprawdę, spokojnie. Zagrałem dobry mecz, ale muszę tę formę potwierdzać w kolejnych - mówił piłkarz. I buńczucznie dodawał: - Lech wywołuje u mnie wielkie emocje. Od wieku juniorskiego te mecze były dla mnie priorytetem. Trzeba było pokazać Lechowi miejsce w szeregu.

Dziura w budżecie

Kilka dni przed meczem w Poznaniu "Przegląd Sportowy" napisał, że legioniści otrzymali z dwutygodniowym opóźnieniem ostatnie należne im przelewy. Dziennik podał też, że dziura w legijnym budżecie wynosi 12-13 mln zł.

Dlatego od połowy rundy mówiło się w kontekście Legii o zimowej wyprzedaży piłkarzy. Najczęściej o obrońcy Arturze Jędrzejczyku, który miał za sobą udaną jesień. Media spekulowały też o zainteresowaniu zagranicznych klubów Michałem Żyrą, ale na razie o żadnych konkretnych ofertach dla któregokolwiek z legionistów nic nie wiadomo.

Legia już mistrz?

Po świetnym meczu z Ruchem Chorzów i wygranej 3:0 Legia zapewniła sobie pierwsze od 17 lat mistrzostwo jesieni. Nazywając drużynę "półmistrzem", pisaliśmy, że Jan Urban ma najbardziej skuteczny i wszechstronny zespół w lidze i może bić się o tytuł, na który w klubie czekają od sześciu lat.

Rafał Stec z "Gazety Wyborczej" i Sport.pl poszedł krok dalej. W notce pod tytułem "Legia mistrz" napisał na swoim blogu: "Po transferowym sabotażu z ubiegłej zimy, który zdemontowała warszawską drużynę w przededniu rundy wiosennej, niby niczego nie wolno być pewnym, zwłaszcza że znów zanosi się na styczniową wyprzedaż sreber, konieczną dla zasklepienia wyrwy w klubowym budżecie. A jednak nie umiem sobie wyobrazić, by tym razem ktokolwiek zatarasował Legii autostradę do mistrzostwa Polski".

Koniec słodko-gorzki

Jesień zakończyła się jednak smutnymi akcentami - raz, że Legia przegrała 0:1 ze Śląskiem we Wrocławiu, a dwa, że kilka dni przed tym meczem zmarł ojciec Michała Żewłakowa - Gabriel.

- Pierwszy raz problemy życiowe i sportowe dotknęły mnie w tym samym czasie - mówił jeszcze kilkanaście dni przed śmiercią taty Michał Żewłakow, który na moment stracił też miejsce w pierwszym składzie. - Z ojcem nie jest wesoło i - powiem szczerze - nie jest z nim coraz lepiej. Choroby są z rodzaju tych spraw, na które nie mamy czasem wpływu, różnie mogą się potoczyć. Dlatego ciągle trzeba walczyć.

Traf chciał, że kilka dni przed śmiercią Gabriela Żewłakowa, podczas meczu z Ruchem, urodził się syn Tomasza Kiełbowicza. - Uczyłem go tyle lat, jak to zrobić. Od samego początku, odkąd trafiłem do Legii, zawsze mnie dopytywał o to, jak się robi syna. Tym bardziej cieszę się, że mu się udało - mówił wówczas uśmiechnięty Żewłakow.

Życie nie znosi próżni, byle do wiosny.