Marek Saganowski: Jestem zdrowy

- Gdyby nie historia mojej choroby, obecne wyniki ekg kwalifikowałyby mnie do gry w piłkę na poziomie ekstraklasy - mówi 34-letni napastnik Legii, który w październiku musiał przestać grać w piłkę.
Robert Błoński: W styczniu wracasz do treningów z pierwszym zespołem Legii?

Marek Saganowski: Ostatecznej decyzji nie ma, ale jest duża nadzieja. Naprawdę duża.

O ile większa niż w porównaniu z połową października, kiedy okazało się, że musisz przestać grać w piłkę?

- O wiele. Wtedy miałem okresowe badania i, jeśli chodzi o ekg, wypadły źle. Bardzo źle. Tamten stan mogło spowodować kilka rzeczy: antybiotyk, który stosowałem po grypie mógł wywołać zapalenie mięśnia sercowego albo w antybiotyku była substancja, która na osiem tygodni osłabiła pracę serca i stąd złe wyniki ekg. To były dla mnie strasznie trudne dni, bo diagnoza była jednoznaczna: rzuć piłkę, odpoczywaj i nic nie rób. Czułem się jak sprinter przed finałem 100 m na igrzyskach. Właśnie dostałem powołanie do reprezentacji na mecz z Anglią w eliminacjach MŚ i traktowałem ten występ jak olimpijski finał sprintu: załapię się do najlepszych albo zostanę w blokach. Wyzwanie życia zostało na starcie. Bolało. Bo chwilę wcześniej nie mogłem zagrać w prestiżowym ligowym meczu Legii z Wisłą. Wtedy, w poprzedzającym meczu z Anglią sparingu kadry z RPA dostałbym więcej minut i.... No właśnie. Czułem formę, czułem szansę. Ale diagnoza spadła jak grom. Lekarze powiedzieli jedno: odpoczywaj, nic nie rób. Zostałem w blokach, pobiegli inni.

Odpoczywałeś przez ten czas?

- No tak. Poza trzema testami wysiłkowymi nic nie robiłem. Szybko mi ten czas przeleciał. Spędziłem go z rodziną, dziećmi. Plan dnia wreszcie nie był napięty, uzależniony od zajęć taty. Wyprostowałem wszystkie ścieżki, ale wypatrywałem szansy na powrót do gry.

A mówiłeś, że jak się nie uda, zaraz pojedziesz w Dakarze. Na motocyklu.

- Bo najgorsze były pierwsze godziny po diagnozie. Panie Saganowski, ma pan chore serce, koniec z piłką. Uciekały mi mecze z Wisłą czy Anglią i tego smutku, który przeżywałem nie zrekompensuje mi nikt.

Z czego w ogóle wzięły się twoje sercowe kłopoty?

- Kilka miesięcy temu źle wyszły moje badania ekg.

Teraz są o niebo lepsze. Ci, którzy wtedy napisali "niezdolny", teraz zmienią zdanie?

- W ostatnich latach było kilka przypadków śmierci na boisku z powodu niewydolności akcji serca. U mnie było tak: badanie ekg. wykazało jednoznacznie - jest duży problem z sercem, nie mogę wykonywać takiego wysiłku jak zawodowi piłkarze. Ale wykonałem szereg innych badań, m.in. tomografię oraz echo serca. One nie potwierdzały ekg. W czwartek byłem w klinice w Otwocku, ekg. wyszło dobre. Reszta badań też. Oznaczało to, że rzeczywiście wynik wcześniejszych badań wypaczył antybiotyk albo w naczynia wdał się stan zapalny wywołany antybiotykiem. Dziś wyniki mam dobre, ale decyzja odnośnie gry zapadnie na początku stycznia. Gdybym, z takim wynikami jak dziś, stawił się na jakąkolwiek kontrolę wcześniej, nikt by nie miał wątpliwości. Marek Saganowski może grać w Legii o mistrzostwo Polski. Dziś jestem zdrowym człowiekiem. Ja to wiem, a badania tylko to potwierdziły.

To jeszcze raz - wracasz na boisko?

- Gdyby nie historia mojej choroby, obecne wyniki ekg. kwalifikowałyby mnie do gry w piłkę na poziomie ekstraklasy. W styczniu ostateczną decyzję podejmie specjalna komisja, ale ja czuję się zdrowy, Dlatego wierzę, że wrócę na boisko.



Więcej o: