Michał Efir: Nie po takich kontuzjach ludzie wracali na boisko i grali na wysokim poziomie

- Cały czas trenuję i przygotowuję się do wiosny. Nadrabiam zaległości i wszystko idzie do przodu. Nie ma żadnych, że tak powiem, efektów ubocznych. Ważne, że nic mi nie przeszkadza, nie boli i nie puchnie - mówi w rozmowie z Legia.Net Michał Efir, napastnik Legii Warszawa.
Efir, jeden z najzdolniejszych piłkarzy Akademii Legii, przygotowuje się do powrotu na boisko. 20-letni piłkarz jest już gotowy do gry po tym jak w maju po raz drugi zerwał więzadła. Uszkodził to samo kolano, dokładnie w tym samym miejscu jak kilka miesięcy wcześniej.

- Na zajęciach jestem od poniedziałku do piątku, a zdarza się też, że ćwiczę również w weekendy. Ostatnio różnie bywa z wychodzeniem na boisko. Wiadomo, jaka jest pogoda, a jeszcze w ostatnich dniach złapało mnie przeziębienie. Dużo czasu spędzam na siłowni, gdzie wzmacniam mięśnie nóg. Mam trochę deficytu siły między prawą, a lewą nogą - mówi w rozmowie z Legia.Net Efir, który wcześniej przechodził rehabilitację w Łodzi.

- Jestem zadowolony z czasu, który tam spędziłem. Pomogło mi to psychicznie, mogłem się trochę odizolować od drużyny i nie musiałem patrzeć na treningi zespołu, kiedy siedziałbym na siłowni. W Łodzi miałem zupełny spokój. Zdarzało się, że ćwiczyłem po 5-6 godzin dziennie, a nawet więcej. Nie chcę mówić, że pracowałem więcej, niż gracze z pierwszej ekipy. Miałem gorsze dni i okresy, gdzie po prostu zapieprzałem, ale były też momenty, że leżało się na materacu i wykonywało ćwiczenia statyczne. Z czasem doszły treningi biegowe, siłownia. Cały czas byłem też w kontakcie z trenerem Jackiem Magierą, a także z dyrektorem Markiem Jóźwiakiem - mówi 20-letni piłkarz.

- Wiele razy słyszałem: "wylecz się, bo czekamy, a jak będziesz dobry na boisku, to postawimy na ciebie". Czułem się graczem pierwszego zespołu - zapewnia Efir.

- Taki jest zawód piłkarza, że te kontuzje mogą się przytrafić. Myśli o zakończeniu przygody z piłką nie miałem. Wiadomo, że byłem wkurzony i robiło mi się smutno, kiedy myślałem o kolejnym, sześciomiesięcznym rozbracie z piką, rehabilitacji i braku futbolówki przy nodze. Czas szybko zleciał i teraz wszystko przede mną - mówi napastnik Legii.

- Presja? Trudno powiedzieć, kiedy czyta się przeróżne teksty, że Legia nie ma napastnika. Kolejne artykuły są o leczących się Saganowskim, Wolskim i Efirze. Na dobrą sprawę, mam wiele do udowodnienia. Kontuzje wyeliminowały mnie na długi czas. Muszę pokazać ludziom, którzy uważają, że jeśli zawodnik doznał dwóch takich urazów jak moje, to jest już po nim. Wiem, że nie po takich kontuzjach ludzie wracali na boisko i grali na wysokim poziomie - kończy Efir.