Warszawa.sport.pl na Twitterze - śledź, będziesz na bieżąco Jóźwiak, były już dyrektor ds. transferów
Legii Warszawa w rozmowie z
"Super Expressem" opowiada o kulisach transferowych i negocjacjach ze znanymi piłkarzami, m.in. Gwinejczykiem Pascalem Feindouno (były zawodnik m.in. AS Saint-Étienne), Islandczykiem Eidurem Gudjohnsenem (grał w Chelsea i Barcelonie) czy Norwegiem Johnem Carewem (znany z występów w Valencii i Olympique Lyon). Żaden z nich do Legii nie trafił, choć najbliżej podpisana kontraktu był Feindouno. Jak podkreśla Jóźwiak, klub był w stanie spełnić oczekiwania finansowe piłkarzy, choć decydowały też inne czynniki.
Latem menedżerowie proponowali usługi m.in. Filippo Inzaghiego, Gennaro Gattuso i El Hadji Dioufa, ale też nie doszło do konkretnych działań. Dodatkowo Jóźwiak zaprzeczył, jakoby na Łazienkowską miał trafić Grek Angelos Charisteas, mistrz Europy z 2004 roku.
- Nie myli się ten, kto nic nie robi lub boi się podjąć decyzję. Jestem rozczarowany postawą Kneżevicia, ale bardziej jako człowieka niż piłkarza. Wybrał wyczekiwanie w klubie, a mógł już grać gdzie indziej - mówi o błędnych decyzjach podczas swojej
pracy Jóźwiak, który opowiada też o przygodach w trakcie transferowych podróży.
- Najciekawsza zdarzyła się w Afryce. Musieliśmy się wybrać na tereny po drugiej stronie rzeki, gdzie jeszcze niedawno toczyła się regularna wojna. Zabraliśmy żołnierza z karabinem, który służył nam za eskortę. Totalna ekstrema - dodaje były dyrektor ds. transferów Legii.
Legia bez Jóźwiaka. Ale z komitetem Decyzją nowego prezesa Bogusława Leśnodorskiego 4 stycznia Jóźwiak przestał pełnić funkcję dyrektora ds. transferów w warszawskim klubie. Zarząd podziękował mu za zaangażowanie i dotychczasową
pracę, choć przyczyn zwolnienia nie podano. W Legii funkcjonuje komitet transferowy, w skład którego wchodzą prezes, członek rady nadzorczej, trener i dyrektor sportowy.
- Być może prezes słuchał doradców ze swoich kręgów biznesowych lub prawnych, bo z piłkarskich raczej nie. Chociaż na moje stanowisko jest mnóstwo chętnych i być może ktoś z nich przekonał prezesa do takiego ruchu. Zapewniam, że jestem czysty jak łza, że nie łączą mnie żadne nieuczciwe kontakty z menedżerami - mówił
w rozmowie z Warszawa.sport.pl Jóźwiak.