Legia Ballena, dzień 4. Doktor biega, problem z Play Station i ?Sagan" czołgista

Czwartek był luźniejszym dniem na obozie Legii w Costa Ballenie. Spostrzeżeniami z Hiszpanii dzieli się obserwujący obóz legionistów Bartek Kubiak z Warszawa.sport.pl.
Problemy z konsolą

Dla niektórych piłkarzy zabranie Play Station na obóz jest ważniejsze, niż wzięcie ze sobą dowodu osobistego czy paszportu. W Costa Ballenie jest jednak z tym problem. Pokojowe hotele owszem, mają wypasione telewizory, ale nie są one przystosowane do grania w np. "Fifę". Problem polega na tym, że są wbudowane w ścianę i nie można ich podłączyć do konsoli.

Grupka maniaków gier komputerowych (przede wszystkim Furman, Kosecki, Jagiełło) zastanawiała się nawet nad kupnem własnego telewizora. Ale na tę chwilę jedyną opcją, aby sprawdzić, kto jest lepszy w "Fifę" - Real czy Barcelona - jest granie w hotelowym lobby.

"Sagan" czołgista

Po porannym czwartkowym treningu - jedynym tego dnia - zajęliśmy się wspólnie z innymi dziennikarzami załatwianiem internetu dla piłkarzy. Tak, tak - problemy z podłączeniem Play Station do telewizorów, to nie jedyne kłopociki piłkarzy w hotelu. Bezprzewodowy dostęp do internetu jest, ale on też nie działa tak, jak powinien.

Dlatego w oddalonej od Costa Balleny o cztery kilometry Chipionie kupiliśmy legionistom odpowiednie karty SIM i modemy. W końcu Marek Saganowski będzie mógł "grać w grę". Nie - nie "Tomb Raider". W ulubione czołgi, czyli "World of Tanks" w sieci.

W oczekiwaniu na prezesa

Prezes Bogusław Leśnodorski wizytował obóz na Cyprze i wybiera się również do Hiszpanii, gdzie przez ostatnie trzy dni będzie obserwować piłkarzy. Podenerwowania w powietrzu jeszcze nie czuć. Ale Leśnodorski, odkąd został prezesem Legii, pokazuje, że ma dużą autonomię w podejmowaniu decyzji. Zwolnił już Marka Jóźwiaka z funkcji dyrektora sportowego oraz Piotra Strejlaua ze stanowiska kierownika drużyny. Czy pojawi się na półwyspie Iberyjskim, aby komuś wręczyć wilczy bilet? Żartujemy sobie, że zobaczymy.

Bieganie nad Atlantykiem

W związku z tym, że w czwartek był tylko jeden trening, popołudnie piłkarze mieli wolne. Jedni wybrali granie w Play Station w hotelowym lobby, drudzy opalanie się na słońcu, a jeszcze inni - sen.

Najbardziej aktywny w wolnym czasie stara się być doktor Stanisław Machowski. Klubowy lekarz od początku obozu korzysta z pięknych, szerokich plaż w Costa Balennie. Codziennie biega nad Oceanem Atlantyckim. Dzisiaj po porannym treningu po raz kolejny wybrał się na plażę, aby się trochę poruszać. - Nadrabiam swoje zaległości. Podczas obozu na Cyprze nie dało się biegać po plaży. Piasek był za miękki. Tutaj warunki do tego są idealne - wytłumaczył.

Urban motywator

Piłkarze, którzy w środę grali w sparingu z Rapidem Bukareszt, mieli w czwartek krótką pogawędkę na środku boiska, a po rozbieganiu wrócili na rowerach do hotelu. Zawodnicy, którzy nie zagrali z Rumunami, trenowali normalnie. Na koniec zajęć Jacek Magiera i Jan Urban pograli z nimi w gierce wewnętrznej na skróconym boisku.

Pierwszy trener Legii często motywował sam siebie w trzeciej osobie: - Urban lepiej wrzuć tę piłkę - pokrzykiwał. Pojedynek obu ekip sędziował Kibu Vicuna. Jemu też się oberwało się od trenera. - Czemu gwiżdżesz? - pytał go Urban. - Bo piłka była w powietrzu, dlatego zakończyłem mecz - odpowiedział Hiszpan.

Emocje jednak szybko zeszły z trenera. Na koniec Urban ze zwycięską drużyną (Berezowski, Choto, Jagiełło, Kucharczyk, Bajdur) pozował do wspólnej fotografii.