Sport.pl

Andrzej Juskowiak: Jan Urban ma problem

Trener Legii miał do tej pory szczęście, bo z Ljuboją wszystko się układało. Grał dobrze i świetnie pełnił funkcję lidera. Sprawy mają się gorzej, jeśli Serb jest bez formy - mówi Andrzej Juskowiak, były napastnik reprezentacji.
Facebook Warszawa Sport.pl. Czy już nas polubiłeś? »

Warszawiacy w sobotę zremisowali z ostatnim w tabeli GKS Bełchatów 0:0. Po raz drugi w sezonie w lidze nie strzelili w meczu gola, choć ofensywny kwartet z tego spotkania, czyli Danijel Ljuboja, Marek Saganowski, Władimer Dwaliszwili i Jakub Kosecki, w sumie zdobył już w rozgrywkach 29 bramek. Warszawiacy wciąż prowadzą w tabeli tylko dlatego, że punkty traciły w tej kolejce walczące z nią o tytuł Lech, Górnik i Śląsk.

Kuba Dybalski: Dlaczego Legia w dwóch meczach wiosną zdobyła tylko punkt?

Andrzej Juskowiak: Nie będę oryginalny, jeśli przyczyn doszukam się w tym, że w głowach piłkarzy mogło już zaświtać, że są prawie mistrzami. Zwłaszcza po zimowych transferach atmosfera wokół Legii była taka, że nikt nie może jej zagrozić. Piłkarze będą takim sugestiom zaprzeczać, ale podejście do meczu jest szalenie ważne. Dobry przykład to niedzielny mecz Bayernu z Hoffenheim. Monachijczycy prowadzą w lidze z olbrzymią przewagą. Gdy niedawno grali prestiżowy mecz z Borussią, to zagrali bardzo dobrze, zostawili na boisku wszystkie siły. Teraz było widać różnicę, długo się męczyli, by wygrać 1:0. Przecież zimą legioniści nie zgubili umiejętności. Można stracić punkty w Kielcach, Korona to trudny przeciwnik. Ale na własnym boisku w sobotę powinni wygrać.

Po spotkaniu z GKS wszyscy się zastanawiali, czy Legia ma problem z przygotowaniem fizycznym.

- Piłkarze trochę inaczej biegali. Przygotowanie fizyczne to delikatny temat. Przypominam sobie mecz Lecha z City w Manchesterze, gdy Emmanuel Adebayor dreptał przez 90 minut, a strzelił trzy gole. To czego mi u legionistów brakowało, to zmiana rytmu. Biegali w jednym tempie i w ten sposób szybciej się męczyli. Brakowało odejścia od rywala, czegoś, co jesienią świetnie robił Jakub Kosecki, a w sobotę nawet jemu sprawiało to trudność. Jeśli ma z tym problem jeden czy dwóch piłkarzy, to tego nie widać.

Czy trener Urban ma problem?

- Na pewno, bo po zimowych wzmocnieniach oczekiwano, że Legia łatwo poradzi sobie z rywalami w lidze. Tymczasem zaliczyła falstart i to wcale nie z najmocniejszymi przeciwnikami. Cztery punkty przewagi na starcie wiosny to naprawdę było dużo, tymczasem mozolnie budowaną jesienią przewagę roztrwoniono i nie wykorzystano potknięć rywali. To może niepokoić i może się pojawić trauma z poprzedniego sezonu. Legii nikt drogi do mistrzostwa nie ułatwi, zaczną się porównania z poprzednim sezonem.

Urban nie radzi sobie z włączeniem nowych piłkarzy? Dwaliszwili gra na skrzydle, czego nie lubi. Brzyski po dobrym występie z Olimpią Grudziądz zagrał z GKS słabiej. Bereszyński też na razie niczym się nie wyróżnia.

- Każdy trener chciałby mieć taki kłopot bogactwa. Każdy życzy sobie, by spoglądając na ławkę rezerwowych, miał tam piłkarzy, których może wprowadzić na boisko. Mimo kontuzji myślę, że Jan Urban ich miał. Muszą się po prostu dotrzeć.

Trzech napastników w meczu z Bełchatowem to o jednego za dużo?

- Dwaliszwili długo siedział na ławce rezerwowych w meczu z Koroną, a przecież w zimowych sparingach trafiał do bramki. Trudno oceniać wybór trenera tylko na podstawie meczów, bo kluczowe znaczenie mają treningi, tam widać, w jakiej formie są poszczególni piłkarze. Może Jan Urban chciał rywali przestraszyć, pokazać, jak mocny atak może grać w Legii. Ale nie do końca to wyszło. Dwaliszwilego, piłkarza z mocnym strzałem i umiejętnością gry w polu karnym, chyba rzeczywiście szkoda wstawiać na skrzydle. Z drugiej strony Saganowski czy Ljuboja pasują tam jeszcze mniej.

Ljuboja jest w tym momencie kłopotem Legii?

- Trener miał do tej pory szczęście, bo z Ljuboją wszystko się układało. Grał dobrze i świetnie pełnił funkcję lidera. Wygląda to gorzej, jeśli Serb jest bez formy. Nie mam zamiaru nic sugerować trenerowi. Nie wiemy, jak mocna jest pozycja Ljuboi w szatni. To kunszt szkoleniowca, by takiemu piłkarzowi wytłumaczyć potrzebę posadzenia go na ławce.

Trener Legii przed meczem z GKS uciął spekulacje, mówiąc, że Ljuobja to tak dobry piłkarz, że jeśli będzie zdrowy, ma miejsce w składzie. Niepotrzebnie?

- Nie dziwię mu się, że chce Ljuboję dowartościować. Z drugiej strony, inni mogą mieć wątpliwości, bo przecież każdy piłkarz pracuje z myślą o pierwszym składzie.

Po meczu trener zwrócił uwagę, że w zespole jest kilku piłkarzy walczących o tytuł króla strzelców, i że jeden z nich może nim zostać tylko przez grę zespołową. Wewnętrzna rywalizacja strzelców może być kłopotem Legii?

- Wartość zespołu jest olbrzymia, jeśli gole zdobywa wielu piłkarzy. Tu też można podać przykład z Bundesligi. Napastnik Bayernu Mario Mandżukić strzelił 15 goli. Pewnie miałby na koncie ponad 20, ale w mniej ważnych meczach siada na ławce. Dlaczego? Bo liczy się interes zespołu. Trener musi mieć kogoś, kto mógłby go zastąpić np. w przypadku kontuzji, dlatego gra Mario Gomez. Być może trener Urban, mówiąc te słowa, coś zauważył, to pozytywna reakcja. Choć zdziwiłbym się, gdyby któryś z legionistów przekładał interes osobisty nad drużynowy. Sam grałem w piłkę. Piłkarz zyskuje na wynikach zespołu. Nie chce mi się wierzyć, żeby komuś coś takiego przyszło do głowy.

Michał Żewłakow: » Brak mistrzostwa? Nie przyjmuję do wiadomości


Więcej o: