Napastnicy Legii: Towar klasy ekstra

Każdy trener polskiej ligi cieszyłby się, gdyby miał w składzie choćby jednego z nich. Jan Urban ma do dyspozycji trzech świetnych napastników, a miejsca w ataku są najwyżej dwa.
- Mam trochę towaru do wyboru, ale teraz muszę rozsądnie wybierać. Staram się każdemu dać możliwość gry - mówił uśmiechnięty trener Legii przed derbowym meczem z Polonią. Dziennikarze pytali, kto zagra w obronie.

Podobne kłopoty bogactwa szkoleniowiec Legii ma w ataku. Jesienią drżał o zdrowie 35-letniego Danijela Ljuboi - wtedy jedynego zdrowego napastnika. Teraz może dowolnie zestawiać pierwszą linię. Do dyspozycji ma Marka Saganowskiego, któremu po kilkumiesięcznej przerwie związanej z podejrzeniem wady serca, lekarze pozwolili grać w piłkę, a także kupionego zimą Gruzina Władimera Dwaliszwilego. Każdy z nich ma inny charakter i umiejętności. Łączy ich skuteczność. Rolą Urbana jest nauczenie ich współpracy.

Trzech - za dużo

Trener Legii tylko raz wystawił w pierwszym składzie całą trójkę. W meczu z GKS Bełchatów Ljuboja zagrał za plecami Saganowskiego, a Dwaliszwili na lewym skrzydle. Efekt? Mecz z ostatnimi w tabeli bełchatowianami skończył się bezbramkowym remisem i był drugim w sezonie (na 31 rozegranych spotkań), w którym Legia nie zdobyła bramki - poprzednio w przegranym 0:1 pojedynku ze Śląskiem Wrocław w ostatniej kolejce ubiegłego roku. Po meczu z GKS-em trener tłumaczył napastników tym, że każdy chciał strzelić gola i nie grał z partnerami. W czasie spotkania Ljuboja szukał piłki blisko środka boiska, Saganowski biegał osamotniony w polu karnym, a Dwaliszwili nie raz już powtarzał, że na skrzydle dobrze grać nie umie.

- Z Ljuboją gra się raz lepiej, raz gorzej - mówił niedawno w programie "As Wywiadu" w Sportklubie Saganowski. - Kiedy idzie drużynie, to "Ljubo" bardzo pomaga. Ale jak wynik się nie układa, to w defensywie wygląda to różnie. Czasami pomaga, a czasami nie.

Ale 35-letni Polak już jesienią udowodnił, że z rówieśnikiem z Serbii potrafi stworzyć groźny duet. Urban, jeszcze gdy pracował w Legii w latach 2007-10, ustawiał drużynę z wysuniętym napastnikiem i drugim, spełniającym częściowo rolę rozgrywającego. Ljuboja od początku sezonu biegał z tyłu, ale gdy zabrakło Saganowskiego, został przesunięty "na szpicę". I do tej pory strzelił w lidze 12 goli, zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji strzelców. Odkąd prawie dwa lata temu trafił do Legii wystąpił we wszystkich 50 meczach ligowych od pierwszej minuty. Drugiego takiego zawodnika w obecnej kadrze nie ma. - Ljuboja to najlepszy piłkarz naszej ligi i jeśli będzie zdrowy, to nie posadzę go na ławce rezerwowych - stwierdził niedawno Urban.

Saganowski jest nie mniej skuteczny. Zamiast dryblingów i ciągłej gry na jeden kontakt, w której świetnie czuje się Serb, woli poczekać w polu karnym na podanie lub błąd rywala. Łatwo znajduje okazję do strzału. Gole zdobywa obiema nogami i głową. Póki jesienią grał, był skuteczniejszym z napastników, a od początku wiosny w sześciu meczach w lidze i Pucharze Polski trafił pięć razy (w sumie w tym sezonie strzelił 14 goli w 22 meczach, Ljuboja 16 w 26).

Przyszłościowy Gruzin

- Wiedziałem, że będzie trudno wskoczyć do pierwszego składu. Mam tutaj świetnych konkurentów do miejsca w ataku - mówi Dwaliszwili, reprezentant Gruzji, który w Polonii był gwiazdą i najlepszym strzelcem, zresztą podobnie jak w poprzednich klubach, Maccabi Hajfa czy Skonto Ryga. W Legii jest rezerwowym, który i tak zdążył już tej wiosny zdobyć dla nowego klubu trzy bramki. Wcześniej dla Polonii zdobył siedem. Masywny napastnik przypomina czołg, któremu trudno zabrać piłkę. Górnikowi strzelił gola, mijając dwóch obrońców, gdy wydawało się, że zepchnięty do linii końcowej straci piłkę.

Ale nie sprowadzano go po to, by siedział na ławce. Ljuboja i Saganowski w tym roku kończą 35 lat. Gruzin jest osiem lat młodszy. Dwaj wymienieni mają kontrakt do końca sezonu, a na razie wszystkie rozmowy w klubie o nowych umowach zawieszono. Umowa Dwaliszwilego kończy się w czerwcu 2015 r.

W derbach Warszawy, przeciwko swojemu byłemu klubowi, Gruzin wypadł bardzo blado, a podań z Ljuboją, z którym zagrał w takim układzie po raz pierwszy, nie wymieniał prawie wcale. Dużo lepiej wygląda jego współpraca z Saganowskim, z którym w parze zagrał w dwóch ćwierćfinałowych meczach Pucharu Polski. Olimpii Grudziądz strzelił dwa gole, jednego z nich z podania Saganowskiego. Ten drugi w obu meczach trafił trzy razy, dwukrotnie z asystą Gruzina.

Kto nie lubi Legii?

Ale posadzić Ljuboję na ławce? Na to Urban nie zdecydował się mimo dwóch słabych spotkań z początku wiosny. Zresztą w dwóch ostatnich najlepszy strzelec ekstraklasy trafiał do siatki. - Danijel ma takie umiejętności i tyle zrobił dla drużyny, że nie ma wątpliwości, co do jego miejsca w drużynie - mówił kilka tygodni trener Legii.

Wątpliwe zresztą, by sam piłkarz łatwo oddał miejsce w składzie. - Ambicja! To jest ważne. Chcę strzelić dużo goli, pomóc Legii wygrywać, a nie da się tego zrobić z ławki. Uważam, że i w poprzednim, i w tym sezonie pokazałem tyle, że cały czas zasługuję na miejsce w składzie. Jeśli ktoś myśli inaczej, to znaczy, że nie lubi Legii - mówił niedawno w wywiadzie dla "Super Expressu".

Zmieścić trójkę w pierwszym składzie trudno, bo poza atakiem Saganowski nie grał nigdy, Dwaliszwili nie umie i nie chce, a Ljuboja w praktyce sam wybiera sobie pozycję na boisku. Posadzić któregoś na ławce jeszcze trudniej, skoro w tym sezonie w lidze strzelili w sumie 26 goli.

Urban może się tylko pocieszać, że choć w Legii pracuje w sumie prawie cztery lata, to po raz pierwszy ma w składzie trzech zdrowych i bramkostrzelnych napastników. Wcześniej albo był to Takesure Chinyama, albo nie było go wcale.

Jaki wariant z ustawieniem napastników powinien stosować trener Legii?