Wojewoda: Chodzi o sektorówki, pod którymi ukrywają się odpalający race

W komunikacie przesłanym do mediów biuro prasowe wojewody mazowieckiego informuje, że groźba zamknięcia jednej z trybun stadionu Legii wynika z nieprzestrzegania przez klub własnego regulaminu. Powtarza się więc sytuacja z jesieni, gdy Legii również grożono zamknięciem trybuny północnej, zajmowanej przez ultrasów.
Rusz się w Warszawie. Zaplanuj aktywny tydzień i weekend

Pod koniec kwietnia policja wytknęła Legii, że w czasie marcowych i kwietniowych spotkań na Pepsi Arenie używano "sektorówek", czyli wielkich flag, często przykrywających dużą część trybuny, a pod nimi ukrywały się osoby odpalające zabronione na meczach race, przebierały się i zakładały kominiarki poza zasięgiem stadionowego monitoringu.

Środowy mecz ze Śląskiem w finale Pucharu Polski, a także majowy z Lechem i kończący sezon mecz ze Śląskiem w lidze, zakwalifikowano jako imprezy o podwyższonym ryzyku. Policja przed każdym z nich ocenia poziom bezpieczeństwa na stadionie.

"Zgoda na użycie tzw. sektorówki, dająca poczucie bezkarności osobom, które chcą użyć środków pirotechnicznych zagrażających bezpieczeństwu innych uczestników imprezy masowej zwiększy prognozowane ryzyko" - czytamy w komunikacie wojewody. Zwrócono w nim uwagę, że w regulaminie stadionu, przyjętym przez klub, jest zakaz używania przedmiotów służących do zakrycia twarzy lub utrudniających identyfikację. Wojewoda wytknął też klubowi brak reakcji na blokowanie przez kibiców schodów podczas meczu.

Klub kilka dni temu wysłał pismo do policji, w którym zaznacza, że sektorówki nie są jednoznaczne z odpalaniem rac. Na Legii często rozwijano sektorówki, a nie odpalano środków pirotechnicznych.

Wojewoda do wtorku, do godz. 15. oczekuje od prezesa Legii deklaracji, że na stadionie podczas meczu ze Śląskiem nie pojawi się żadna sektorówka.

Wojewoda zamknie trybunę stadionu Legii »