Duch Koseckiego i trener w znaczniku, czyli pięć spostrzeżeń po meczu Legii z Widzewem

Marek Saganowski na Widzewie czuje się doskonale, dobrze w piątek spisał się tam Duszan Kuciak. A Legia wciąż zbiera punkty, dając rywalom fory, ale w Łodzi zgarnęła tylko jeden. Przeczytaj, co spostrzegliśmy podczas meczu Widzew - Legia.
Rusz się. Streetball, krykiet i parkour. Zobacz, co jeszcze w ten weekend w Warszawie

1. Duch Koseckiego uniósł się nad boiskiem po kwadransie gry. Bartłomiej Pawłowski zrobił dokładnie to, do czego przyzwyczaił skrzydłowy Legii. Wbiegł w pole karne, próbował pobiec w prawo do uderzenia prawą nogą i nadział się na nogę spóźnionego obrońcy. Dużo dziwniejsze, że Artur Jędrzejczyk dał się na ten zwód nabrać, bo Pawłowski, mając przed sobą dwóch obrońców, właściwie nic innego zrobić nie mógł. Skończyło się rzutem karnym.

2. Legia po raz dziewiąty w tym sezonie jako pierwsza straciła gola. Tylko dwa z tych meczów przegrała. Cztery wygrała. Oznacza to, że zdobyła 15 punktów w meczach, które zaczynała od 0:1. Ale nikomu w Łodzi nie poprawiło to humoru. Żaden z piłkarzy po meczu nie wyglądał na zadowolonego. - Zadowoleni? Skąd. Absolutnie nie - mówił Marek Saganowski.

3. Sam napastnik Legii kontynuuje ostrzeliwanie bramki rywali na ich boiskach. W lidze trafiał siedem razy, z czego sześć razy na wyjazdach. Przy Łazienkowskiej pokonał tylko bramkarza Górnika. Na swoim stadionie strzelał za to w eliminacjach Ligi Europejskiej i w Pucharze Polski. Zresztą kibiców Widzewa przyzwyczaił do swoich goli. W karierze - jako piłkarz ŁKS, Wisły Płock i Legii - strzelił Widzewowi już 11 bramek. - Owszem, taki gol smakuje podwójnie - przyznał po meczu wychowanek ŁKS.

4. Wyświechtane określenie, że "obrońcy zagrali na notę bramkarza", idealnie pasuje do sytuacji Duszana Kuciaka. Słowak, który w ostatnich spotkaniach pracy miał mało lub wcale, z Widzewem bronił aż miło. Nie obronił rzutu karnego, ale w drugiej połowie zatrzymał dwa groźne strzały widzewiaków. Jeszcze do niedawna za najrówniej grającego w tym sezonie legionistę mógł uchodzić Artur Jędrzejczyk, w tej rundzie również Bartosz Bereszyński. Po meczu w Łodzi został Kuciak.

5. Tuż po przerwie chodzący nerwowo przy ławce rezerwowych trener Jan Urban założył na siebie znacznik, którego używają rozgrzewający się piłkarze. Wyglądało to jak sygnał dla biegających po murawie. Trener mówił do nich niewiele, krzyknął tylko w sytuacji, gdy któryś z legionistów był faulowany, ale wyglądał jak burzowa chmura. Po golu dla Legii niewiele się zmieniło.