Legia - Śląsk 5:0! Mistrzowie skończyli tak, jak zaczęli

Mistrzowski sezon Legia skończyła tak, jak zaczęła - od efektownego zwycięstwa. W pierwszej kolejce było 4:0 z Koroną, w ostatniej - 5:0 ze Śląskiem.
Rusz się! Weekend się kończy, ale sprawdź, co dzieje się w trakcie tygodnia

W sierpniu trzy gole do kieleckiej bramki wpakował Danijel Ljuboja, w maju hat trickiem popisał się Marek Saganowski. 35-letni napastnik pokonał Rafała Gikiewicza w 13., 14. i 32. minucie. Ostatnią bramkę zdobył z karnego. Gdyby nie jesienne problemy z sercem (Saganowski nie grał od siódmej kolejki do końca rundy), byłby poważnym kandydatem do korony króla strzelców. A tak skończył sezon z dziesięcioma trafieniami, najskuteczniejszy - Słowak Robert Demjan z Podbeskidzia - ma ich o cztery więcej.

Saganowski przyszedł do Legii rok temu, za darmo - na transfer nalegał trener Jan Urban - z zamiarem strzelenia stu goli w ekstraklasie (miał 83 bramki). Wiosną trafił czterokrotnie, jesienią sześć razy, i do szczęścia brakuje mu siedmiu trafień. Na dniach ma przedłużyć kontrakt z Legią.

Śląsk, poprzedni mistrz Polski, tylko przez dziesięć minut próbował zepsuć Legii święto. Nie wykorzystał jednak trzech dobrych okazji do zdobycia bramki i pozwolił grać Legii. Potem w roli głównej wystąpił Saganowski, a kolejne bramki zdobyli Michał Kucharczyk i Miroslav Radović. Serb trafił w 64. min i pobiegł w kierunku rozgrzewającego się Ljuboi. A potem legioniści zrobili kołyskę - kilka dni temu Radoviciowi urodziły się bliźniaki.

Zespół Urbana zupełnie zdominował drużynę z Wrocławia, która w tym sezonie pokonała Legię w meczu o Superpuchar oraz wygrała z nią ligowe spotkanie na swoim boisku. Ale też przegrała finałowy dwumecz o Puchar Polski - decydujące dwie bramki we Wrocławiu strzelił... Saganowski.

W 71. minucie bohater meczu zszedł z boiska, a zastąpił go odchodzący z klubu Ljuboja. Pięć minut później na boisku pojawił się Michał Żewłakow - przejął opaskę od Choto, dla którego koledzy z zespołu ustawili szpaler, a rezerwowi oraz trenerzy wstali z ławki i na stojąco bili brawo.

Niedługo później Żewłakow wzniósł do góry mistrzowską paterę. 102-krotny reprezentant Polski skończył karierę dubletem.