"Habemus Campione". 30787 kibiców, oprawa na cztery trybuny, ale też dym, który opóźnił mecz

89619 - dokładnie tylu kibiców oglądało trzy ostatnie spotkania na Łazienkowskiej. W niedzielę Legia świętowała zdobycie pierwszego od siedmiu lat mistrzostwa Polski. Piłkarzy przywitała oprawa na cztery trybuny, ale też dym, który opóźnił rozpoczęcie meczu o kwadrans. W drugiej połowie na "Żylecie" odpalono race.
Rusz się! Weekend się kończy, ale sprawdź, co dzieje się w trakcie tygodnia

W maju, na rewanżowym spotkaniu finału Pucharu Polski ze Śląskiem i na kolejnym meczu z Lechem, na trybunach Pepsi Areny pojawiło się dokładnie dwa razy po 29 416 kibiców. Na niedzielny mecz ze Śląskiem mogło wejść jeszcze więcej osób, bo nie było strefy buforowej - kibice z Wrocławia mają zakaz wyjazdowy. Wszystkie bilety na ten mecz zostały sprzedane w kilka godzin - dokładnie 30 787 wejściówek.

- Czekaliśmy siedem lat na ten 10. tytuł najlepszej drużyny w Polsce. Mamy go! - podgrzewał atmosferę jeszcze przed meczem spiker Legii Wojciech Hadaj, który tłumaczył również kibicom, jak mają zachowywać się podczas prezentowania oprawy. Hadaj, tak jak większość kibiców Legii, zaliczył do sukcesów klubu tytuł z 1993 roku odebrany przez PZPN.

Biały dym, który opóźnił mecz

- Wszystkich udających się na stadion prosimy o ubranie się na biało. Tego dnia szczególnie zależy nam na tym, aby nie tylko Żyleta "topiła" się w bieli - apelowali "Nieznani Sprawcy", czyli grupa kibiców odpowiedzialna za przygotowywanie opraw meczowych. Ale w niedzielę nie tylko trybuny zatopiły się w bieli. Boisko także.

Po odśpiewaniu "Snu o Warszawie" kibice z wszystkich trybun machali białymi balonikami. Piłkarze Legii chwilę później przeszli przez szpaler utworzony przez graczy Śląska Wrocław, a w tym czasie na wszystkich czterech trybunach zaprezentowano oprawę - "Habemus Campione", czyli "Mamy Mistrza".

Na "Żylecie" pojawiła się królewska sektorówka z herbem Legii, berłem i koroną. Chwilę później nad boiskiem pofrunęło konfetti i serpentyny. A na trybunie zajmowanej przez najbardziej zagorzałych fanatyków pojawił się biały gęsty dym, który w kilka minut ograniczył widoczność na stadionie praktycznie do zera.



Mecz opóźnił się o kilkanaście minut. A Hadaj tym razem musiał uspokajać i prosić kibiców, aby zaprzestali odpalania środków pirotechnicznych. Piłkarze w tym czasie schowali się w tunelu i czekali na rozwój wydarzeń. Trwały konsultacje sędziów i organizatorów. Po kilkunastu minutach dym się rozrzedził, a obie drużyny wróciły na boisko.

Czarny dym, czyli race na "Żylecie"

Na murawie emocje były tylko w pierwszej połowie. Legia po hat tricku Marka Saganowskiego i trafieniu Michała Kucharczyka prowadziła do przerwy 4:0. Doskonały wynik sprzyjał wielkiemu fetowaniu. W drugich 45 minutach "Żyleta" prowadziła nieustanny doping.

Około 60. minuty na trybunie północnej pojawiła się kolejna flaga. Była to znana ze wcześniejszych spotkań koszulka Legii. W tym samym czasie gola strzelił Miroslav Radović, a na "Żylecie" odpalone zostały zakazane na stadionach race. Boisko przykrył ciemny dym, ale nie tak bardzo, aby mecz został przerwany.



Później zaczęły się wielkie zmiany w Legii. W 72. minucie Saganowskiego na boisku zmienił Danijel Ljuboja. Dla Serba było to pożegnalne spotkanie w barwach Legii. Kibice na stadionie skandowali jego nazwisko, ale wiwatowali także na cześć "Sagana".

Kilka minut później plac gry opuścił Dickson Choto. Zimbabwejczyk po 10 latach żegna się z Łazienkowską. Cały stadion pożegnał go na stojąco, a piłkarze Legii uformowali szpaler. Choto na boisku zastąpił Michał Żewłakow, który po sezonie kończy karierę. Kapitan Legii również został przyjęty przez wszystkich kibiców z honorami.

Ostatecznie Legia rozbiła Śląsk 5:0 i w znakomitym stylu przypieczętowała zdobycie tytułu. Jeszcze przed widowiskową dekoracją mistrzów Polski Hadaj krzyknął do mikrofonu, że zaprasza kibiców Legii na wspólne świętowanie na Starówkę. Przejęzyczył się i szybko poprawił - chodziło o Agrykolę.

Ale bez względu na to, gdzie świętować będą kibice i piłkarze, dla wszystkich sympatyków Legii będzie to długa i szalona noc.