Jan Urban o chaotycznych przygotowaniach, transferach i problemach: Żadni z nas mocarze [ROZMOWA]

- Od razu musimy być w najwyższej formie, bo w lipcu i sierpniu zadecydują się nasze losy w europejskich pucharach - mówi trener Legii Jan Urban. I opowiada Warszawa.sport.pl o rywalu w eliminacjach Ligi Mistrzów, przygotowaniach i transferach.
Legia Extra - zamów newsletter o najlepszej polskiej drużynie

W poniedziałek Legia poznała rywala w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów - będzie nim walijski New Saints. Pierwsze spotkanie 16 lub 17 lipca w Walii, rewanż tydzień później na Pepsi Arena.

Także w poniedziałek legioniści wyjechali na dziesięciodniowe zgrupowanie do austriackiego Bad Zell, gdzie rozegrają sparingi ze słowacką Żiliną, austriackim Riedem i czeską Spartą Praga. Do Polski wrócą 5 lipca, dzień później pierwszy mecz Generali-Deyna Cup. Rywalem będzie Austria Wiedeń, mistrz kraju. Drugą parę tworzą Fluminense (mistrz Brazylii) i Partizan Belgrad (mistrz Serbii).

Robert Błoński: Jak pan oceni losowanie?

Jan Urban: Trudno mi coś powiedzieć, bo nie znam przeciwnika. Wiedzieliśmy, że w tej rundzie trafimy na niezbyt mocnego rywala. Trzeba awansować i myśleć o kolejnym. Celem jest faza grupowa.

Postaramy się zobaczyć New Saints, poznać jego mocne oraz słabsze strony. My też nie jesteśmy mocarzami, co potwierdzają występy polskich klubów w Europie w ostatnich latach. Walijczyków potraktujemy z pełnym szacunkiem i respektem. Jesteśmy faworytem i musimy potwierdzić to na boisku.

Celem Legii jest przebrnięcie przez drugą i trzecią rundę, co zapewni grę w fazie grupowej Ligi Europejskiej? Czwarta i bezpośrednia walka o Champions League byłaby wisienką na torcie.

- Nie odczuwam ani presji, ani spokoju, że dwóch pierwszych rywali wyeliminujemy bez problemów. Będziemy rozstawieni, ale nie sądzę, by od 2 czerwca, kiedy skończyła się liga, nagle wzrosła wartość polskich zespołów. Fakty są inne. Po siedmiu latach Legia walczy o Ligę Mistrzów, zrobimy wszystko, by spełnić marzenia. Ale najpierw New Saints.

Jakie są szanse na awans do Champions League?

- O wiele większe niż kiedyś, przepisy się zmieniły i polskim klubom łatwiej się do niej dostać. W czwartej rundzie eliminacji LE można trafić na mocniejszego rywala niż w IV rundzie eliminacji LM. Spróbujemy udowodnić, że zasłużenie wygraliśmy ligę, chcemy się sprawdzić w pucharach i pograć w nich dłużej niż rok temu, kiedy nie awansowaliśmy do grupy LE.

Jak przebiegał pierwszy tydzień przygotowań do sezonu?

- Był chaotyczny, bo brakowało kadrowiczów, którzy dostali taki sam urlop jak inni, ale w innym czasie. Po sezonie grali w reprezentacjach i tak naprawdę dopiero w poniedziałek rozpoczęliśmy przygotowania w pełnym składzie. Wiadomo, że ktoś jeszcze wzmocni zespół. Do Austrii jadą Estończyk Henrik Ojamaa, testowany Hiszpan Raul Bravo, Brazylijczyk Raphael Augusto i Łukasz Broź. W środę dołączy Hélio Pinto. Czekamy na obrońców. Rozmowy z kandydatami trwają.

Jednym z nich jest stoper rezerw Realu Madryt Iván González. Czy jego przyjście jest uzależnione od tego, czy uda się pozyskać Dosę Juniora z AEL-u Limassoll?

- Chcielibyśmy mieć nowych piłkarzy jak najszybciej. To logiczne i normalne, bo polskie kluby wcześnie zaczynają eliminacje, liga szybko startuje i nie ma czasu na treningi. Gdyby nowi zawodnicy mieli natychmiast wejść do podstawowej jedenastki, drużyna przeszłaby małą rewolucję. Stąd pośpiech.

29-letni pomocnik APOEL-u Hélio Pinto to na razie największe wzmocnienie?

- Na to liczę. Mam nadzieję, że wprowadzi do naszej gry jakość. Pinto to zawodnik techniczny, kreatywny, sporo widzi na boisku. Ci, którzy w mojej drużynie szybko biegają, powinni skorzystać na jego obecności. Widziałem go zimą podczas zgrupowania na Cyprze. Jego CV jest bogate, rok temu grał w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, był podstawowym zawodnikiem APOEL-u. Nie wiem, jak się zaadaptuje, ale mam wrażenie, że to poukładany zawodnik, który myśli o futbolu. Ma małe dziecko, żona jest w ciąży. Raczej domator, a piłkarskich umiejętności mu nie brakuje.

A Ojamaa?

- Wiosną oglądaliśmy innego zawodnika Motherwell, ale w notatnikach skautów i trenerów zawsze lądowało nazwisko Estończyka. Ojamaa nie da drużynie jakości, ale dołoży charakter i walkę, uprzykrzy życie każdej defensywie. Stylem gry przypomina Marka Saganowskiego, choć nie strzela tylu goli. Jest jednak tak młody, że może to poprawić. Mówił, że całe życie grał za napastnikiem, ale pomału zaczyna się przyzwyczajać do gry na skrzydle.

Transfer Łukasza Brozia z Widzewa to zabezpieczenie na wypadek odejścia Bartosza Bereszyńskiego, który ma klauzulę odstępnego - 2 mln euro?

- To forma asekuracji. Wiem, że są chętni na "Beresia". W tej chwili trudno mi powiedzieć, co z Broziem czy Ojamaą. Kandydatów do gry na ich pozycjach mam wielu, ale chodzi mi o wyrównaną kadrę, by rywalizacja była autentyczna. Jesienią rozegramy 21 meczów ligowych, jeśli wejdziemy do fazy grupowej LE albo LM, dojdzie kolejnych sześć spotkań i do grudnia czeka nas granie co trzy dni. Od 16 lipca do 16 grudnia możemy rozegrać 35 spotkań. Niestety, nie wiem co z rezerwami. Czy w ogóle będziemy je mieli? To chore, że zwycięzcy Młodej Ekstraklasy mają grać w IV lidze i zrobić dwa kroki do tyłu. Gdybyśmy wiedzieli, to może rok temu zrezygnowalibyśmy z ME i grali w III lidze, by awansować do II. W I już nie możemy. Przepisy są takie, żeby robić nam na złość.

Do zespołu dołączył także 22-letni Brazylijczyk Raphael Augusto, wypożyczony na rok z Fluminense.

- Dostaliśmy go w ramach umowy, ale nie tak wyobrażam sobie współpracę. Augusto wiele nie kosztuje, ale podesłali nam zawodnika, którego nie znam. Wyobrażam sobie, że przedstawiamy im listę pięciu piłkarzy, których oglądaliśmy i którzy przydadzą się w Legii. A oni nam wypożyczają jednego-dwóch, a nie, dają, kogo chcą.

Fluminense ma podpisane umowy z wieloma klubami. Brazylijczycy przyjadą na Deyna Cup za dwa tygodnie i zobaczę, czym dysponują.

Co jest pana największym problemem?

- Defensywa, bo odeszli Michał Żewłakow, Dickson Choto i Artur Jędrzejczyk. Nie możemy zostać z trzema stoperami. Problemem jest czas. My chcemy nowych już, nie wszyscy chcą natychmiast podpisać kontrakt.

Legii nie brakuje pozaboiskowych liderów?

- Nie mamy takiego przywódcy, może zostanie nim kapitan Ivica Vrdoljak, a może któryś z młodych się odważy?

Liczy się pan z tym, że ktoś odejdzie?

- Kilku zawodników ma wpisane w kontraktach kwoty odstępnego i jeśli ktoś zapłaci, nie będziemy mieć nic do powiedzenia. Skoro jest taki zapis, to musiał pasować także klubowi.

Trudno będzie przygotować zespół do sezonu pod względem fizycznym?

- Nie ma problemu. Mecze będą co trzy dni, ale nie zawsze na boisku zobaczymy tych samych zawodników. Rotacja będzie spora. Będę zwracał uwagę na formę piłkarzy, odnowę biologiczną, regenerację.

Sparingi w Austrii będą przerywnikami w ciężkiej pracy?

- Tak, ale intensywność nie może być za duża i taka, jak wtedy kiedy przerwa między rozgrywkami jest dłuższa. Musimy trafić z formą od razu, na pierwsze mecze, kiedy będą się decydowały nasze losy w Europie. W lidze można różnie wystartować, bo będzie czas odrobić straty. Przecież po 30 kolejkach podzielimy punkty i znowu możemy znaleźć się blisko lidera