Co je teraz Legia? Minerały, białko... Schudł nawet Miroslav Radović

Od obozu w Austrii z Legią współpracuje nowy fizjolog Piotr Wiśnik. Dla warszawiaków to duża zmiana, bo jedzą dokładnie to, co im nakaże, a trener Jan Urban jego polecenia traktuje bardzo poważnie - ze zgrupowania w Bad Zell pisze Kuba Dybalski z Warszawa.sport.pl.
Rusz się! Zaplanuj aktywny weekend w Warszawie

- Oczywiście - odpowiedział dr Wiśnik, gdy zapytałem, czy warszawiacy podczas obozu odżywiają się dokładnie według rozpiski. Co więcej - podobnie ma być już po powrocie do Polski. Wiśnik przez ostatnie pół roku współpracował z Polonią, ale obecna praca w Legii nie jest jego jedynym zajęciem. To wykładowca kilku polskich uczelni, współpracownik Zakładu Fizjologii Stosowanej PAN. Specjalista w dziedzinie żywienia, diety i suplementacji. Współpracował z wieloma zagranicznymi piłkarzami, choć nazwisk podać nie chce, zasłaniając się tajemnicą.

Co to oznacza dla piłkarzy? Schodząc z treningu, każdy pije pomarańczowy napój, uzupełniający minerały. Piłem, dobry, coś jak oranżada. Pół godziny po treningu to czas na uzupełnienie białka, więc każdy z piłkarzy otrzymuje jogurt. Posiłki wszyscy jedzą o konkretnych porach. Śniadanie przed treningiem, obiad - o 13, a kolację - o 20. I każdy ma konkretne rzeczy na talerzu. Przed meczem z Ried dr Wiśnik zorientował się, kto gra i nakazał piłkarzom odpowiedni posiłek. Duszan Kuciak został ponoć zawrócony z talerzem z warzywami.

Do nowych zasad powoli przystosowują się organizmy. We wtorek z powodu kłopotów z żołądkiem nie trenował Władimir Dwaliszwili. Dzień wcześniej na treningu nie było Raphaela Augusto. Podobne kłopoty w ubiegłym tygodniu miał Jakub Kosecki. Ale przerwa w treningach nie trwała długo. - Dla nich może to być trudne, ale powoli się przekonują, bo widzą efekty. Jedzą więcej, a nie przybierają na wadze - mówi fizjolog.

I rzeczywiście trudno znaleźć w Bad Zell legionistę z brzuszkiem. Ci, którzy musieli zrzucić parę kilogramów, już to zrobili. Usłyszałem, że Miroslav Radović teraz, w porównaniem z zeszłorocznym obozem w Austrii, to wzór "wyżyłowania". A do Serba w minionych latach można było mieć zastrzeżenia, że ma "brzuszek".

Do wskazań doktora bardzo poważnie podchodzi trener Jan Urban. W zeszłym tygodniu jeden z treningów przez pierwszy kwadrans był dla dziennikarzy zamknięty. Coś takiego się w Bad Zell nie zdarza. W tym czasie dr Wiśnik zebrał wszystkich piłkarzy na trybunie i przez kilkanaście minut tłumaczył im zasady odpowiedniego odżywiania.

Najświeższe wieści z obozu w Bad Zell na Facebooku Warszawa.sport.pl