Legia Warszawa. Bartosz Bereszyński jednak zostaje?

- Jestem ambitną osobą, a Benfica to bardzo dobry klub. Ale naprawdę nie jestem napalony na ten transfer. W Legii nie dzieje mi się krzywda - mówi 21-letni obrońca mistrzów Polski.
Rusz się! Sprawdź sportowy kalendarz Warszawy

Pod koniec czerwca Benfica zaoferowała Legii nieco ponad dwa miliony euro za Bereszyńskiego, wyrównując kwotę odstępnego, którą piłkarz ma wpisaną w kontrakcie. - Mam dwie możliwości: albo przejście już teraz, albo transfer dopiero zimą. Ale decyzję muszę podjąć teraz - mówił 28 czerwca piłkarz. Ale dodawał, że poczeka, aż wróci do Warszawy i zagra w Deyna Cup. Weekendowy turniej zakończył się wygraną Legii.

Bartek Kubiak: Odchodzisz do Benfiki czy zostajesz w Legii?

Bartosz Bereszyński: Na dziś na 100 proc. zostaję w Legii. Mój kontrakt jest ważny jeszcze trzy lata i temat jest zamknięty. Ale okienko transferowe jeszcze trwa prawie dwa miesiące. Wiele się może wydarzyć. Chcę jednak podkreślić, że nie chcę odchodzić z Legii na siłę.

Ale co z tą Benficą - była poważna oferta, a teraz jej nie ma?

- Do końca nie wiem, co się stało. Poszło o jakieś drobiazgi. Nie zajmuję się tą sprawą, robią to moi agenci.

W Austrii mówiłeś jednak, że chciałbyś odejść.

- Każdy chce się rozwijać, do odważnych świat należy. Ja jestem ambitną osobą, a Benfica to bardzo dobry klub. Ale naprawdę nie jestem napalony na ten transfer.

To zamieszanie nie zaprząta ci głowy?

- Nie mogę powiedzieć, że o tym nie myślałem. Ale nie było sytuacji, że nie spałem po nocach, nie ucierpiała na tym moja dyspozycja. W Legii nie dzieje mi się krzywda. Jestem w najlepszym klubie w Polsce, zdobyłem z nim mistrzostwo i Puchar Polski. Miałem udaną rundę, dostałem powołanie do reprezentacji. Dlatego nie narzekam.

Są inne propozycje z zagranicy?

- Tym zajmują się moi agenci z Fabryki Futbolu - mam z nimi bardzo dobry kontakt, z Tomkiem Magdziarzem przez chwilę graliśmy razem w Warcie Poznań. Wiedzą o tym, że chcę się skupić na treningach, i nie zaprzątają mi głowy niepotrzebnymi rzeczami. O zainteresowaniu ze strony innych klubów informują mnie, dopiero kiedy coś naprawdę jest na rzeczy.

I informują?

- Z tego co wiem, to coś tam się dzieje. Zainteresowanie jest spore. Ale czy trafię do Włoch, Niemiec albo Portugalii, to nie ma znaczenia. Na razie jestem w Polsce i myślę o meczu z New Saints w eliminacjach Ligi Mistrzów.

Legię stać na awans do Ligi Mistrzów?

- Organizacyjnie jesteśmy dobrze przygotowani, musimy tylko to pokazać na boisku. Ale jeśli się nie uda, to przynajmniej chcemy awansować do Ligi Europy.

Mieliście krótkie urlopy. Nie odbije się to negatywnie na waszej dyspozycji?

- Nie sądzę. Nie straciliśmy zbyt wiele ze swojej formy z końcówki poprzedniego sezonu. Obóz w Austrii nie był taki ciężki jak te zimowe przygotowania. Miałem kilkanaście dni przerwy od treningów i przez ten czas nie straciłem zbyt swoich walorów piłkarskich. Ale najważniejsze, że jestem zdrowy. Na obozie nie miałem żadnych poważnych kontuzji i cały czas normalnie trenuję z drużyną. W weekend zagrałem z Partizanem - rytm meczowy jest utrzymany, forma też coraz wyższa.

W środę, wchodząc na boisko, przeżegnałeś się. To twój stały rytuał, bo wcześniej tego nie zauważyłem?

- Nie. Ale czasami po dłuższej przerwie jak wchodzę na boisko, to się żegnam. Robię to najczęściej w nowych miejscach, a na Łazienkowskiej dawno nie trenowaliśmy. W Bad Zell też jak pierwszy raz wychodziłem na murawę, to się przeżegnałem. Ale później przez kolejnych 10 dni nie. Tak już mam. Nie zastanawiam się nad tym - robię to automatycznie.