Piłkarska ekstraklasa wystartowała: Bójcie się! Legia idzie

Ekstraklasa i mistrz wystartowali z rozmachem. O poziomie ligi wciąż można dyskutować, ale na stadionach kibice mogą poczuć się jak w Europie. Rosnąca w hegemona Legia zasiała strach wśród kontrkandydatów do mistrzostwa.
Rusz się. Wybierz coś dla siebie i zaplanuj aktywny tydzień w Warszawie

Jej rywalem był tylko roztrzaskany przez kłopoty finansowe Widzew, murowany kandydat do spadku. Ledwie trzy dni po wyjazdowym meczu w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, w kombinowanym składzie z dwoma debiutantami, roznosząc przeciwnika w pył, legioniści dali innym drużynom sygnał, że zrobią to samo z każdym, kto stanie na ich drodze.

Gospodarze wygrali 5:1, pod koniec meczu urządzili sobie zabawę z konającym piłkarsko rywalem. Gdyby byli skuteczniejsi, być może starszym kibicom Widzewa przyszłoby przypomnieć sobie traumę sprzed 21 lat, kiedy Eintracht Frankfurt nastrzelał łodzianom w Pucharze UEFA aż dziewięć goli.

Na uznanie zasługuje odwaga, z jaką trener Jan Urban zaczyna wykorzystywać najliczniejszą w Polsce kadrę. W sobotę nie wahał się wystawić 21-letnich absolutnych nowicjuszy - obrońcę Mateusza Cichockiego i Patryka Mikitę. To kolejni wychowankowie akademii, która dała już lidze Michała Żyrę, Rafała Wolskiego, Daniela Łukasika, Dominika Furmana i innych. Szkoleniowiec komfort ma teraz tak wielki, że nie straszne mu nawet poważne kontuzje Inakiego Asiza czy Marko Szulera. Na trybunach posadził m.in. reprezentanta Polski Jakuba Wawrzyniaka, z ławki nie wstali czołowy strzelec Legii ubiegłego sezonu (Marek Saganowski) oraz jej gwiazda (Wladimer Dwaliszwili).

Wiele wskazuje na to, że mistrz Polski urośnie w hegemona, jakiego Ekstraklasa nie widziała od czasów Wisły z przełomu wieków. Pozyskani z Cypru obrońca Dossa Junior i pomocnik Hélio Pinto wprowadzają się do drużyny, momentami wyglądają na zagubionych, ale pojedynczymi zagraniami zdradzają rzadko spotykaną u nas kulturę gry. Coś, czym imponował na początku Danijel Ljuboja, ale zatracał systematycznie, wtapiając się w polską ligową przeciętność. Odbili się również ci, których dni były przy Łazienkowskiej policzone. Rezerwowy wiosną Jakub Rzeźniczak stał się równouprawnionym konkurentem dla odkrycia ubiegłego sezonu Bartosza Bereszyńskiego, przeganiany przez wszystkich z klubu w ostatnim sezonie Michał Kucharczyk w dwóch meczach w tym sezonie strzelił trzy gole.

Mimo odejścia Ljuboi i Michała Żewłakowa sprzedaży Artura Jędrzejczyka rywalom może być w tym sezonie jeszcze trudniej niż przed rokiem - Legia przytłacza szerokim składem, możliwościami finansowymi, wreszcie grupą kibiców, przy której w sobotę trudno było widzewiakom nawet przeprowadzić rozgrzewkę - około 20 tys. widzów na inaugurację to rekord stadionu.

W walce o mistrzostwo znów powinny liczyć się Lech Poznań i Śląsk Wrocław, co udowodniły także pucharami. Średniacy i słabeusze - nawet jeśli premiuje ich system dzielenia punktów i zmniejszenie różnic po dwóch pełnych rundach - mogą za czołówką nie nadążyć od samego startu. Fachowcy wieszczą mocno spolaryzowaną ligę, ale też szybko wskazują istotę problemu - złe zarządzanie klubami i idące za tym kłopoty finansowe. Według raportu Deloitte tylko garstka polskich ligowców zbliża się do optymalnej granicy 60 proc. wydatków na pensje w stosunku do przychodów. W Legii ten wskaźnik zmalał w ciągu ostatnich trzech lat o blisko 30 punktów procentowych.

W większości przypadków miernej jakości gracze przejadają budżety, w sześciu klubach wydatki na pensje są większe od zarobków - pensje to 149 procent przychodów Widzewa. Piętrzące się problemy odbijają się na jakości zawodników, kadry - jak w przypadku łodzian - uzupełniane są na ostatnią chwilę, najczęściej przeciętniakami.

Można utyskiwać na poziom ligi, ale też trudno nie dostrzec zmian na lepsze. Kibic - a w rolę takiego wszedłem w sobotę przy Łazienkowskiej - który bywał na europejskich stadionach, czuje, że różnic jest już coraz mniej. Na stadion bez obaw można przyjść z dziećmi, miejsce na trybunach wskazuje uśmiechnięty steward, w przerwie można skorzystać z toalety bez konieczności zakładania kaloszy, a przekąski w barze nie ograniczają się tylko do tłustej kiełbasy w bułce.

Warszawski klub wysunął się zdecydowanie na przód także i pod tym względem. W sondażu na zlecenie "Przeglądu Sportowego" aż 29 proc. kibiców z całego kraju twierdzi, że przy Łazienkowskiej jest najatrakcyjniejszy stadion (nikt nie wskazał na Widzew, Pogoń i Ruch), aż 89 proc. kibiców Legii jest dumnych z obiektu, na którym grają jego ulubieńcy (w obu zestawieniach kolejne miejsca zajęły Lechia, Śląsk, Lech i Zagłębie).

Na meczu w Warszawie zdziwili się także ci, którzy spodziewali się nieustających wyzwisk. Potwierdzali to piłkarze i regularnie przychodzący na stadion kibice - takiej atmosfery, dopingu, którym kibice reagowaliby na wydarzenia boiskowe, a nie "dla sztuki", nie było od lat. Zresztą bez wstydu dla uszu można było oglądać spotkania na pozostałych stadionach podczas pierwszej kolejki. Żenująco nie było także - jak przewidywali nawet zajmujący się Ekstraklasą eksperci - na boiskach. Zakończony niespodziewanym zwycięstwem Pogoni mecz z Zagłębiem w Lubinie (szczecinianie z Dariuszem Wdowczykiem wykonali chyba największy skok w to lato), powrót po 19 latach do Ekstraklasy Zawiszy Bydgoszcz (porażka z Jagiellonią) czy też bezbramkowy szlagier Wisła - Górnik mógł poruszyć choć na chwilę największych nawet malkontentów.