Legia Warszawa. Wszystkie drogi prowadzą do celu? 

I Legia, i Widzew, które w latach 90. jako jedyne w historii awansowały do Ligi Mistrzów, od początku szukały optymalnego składu na kluczowe mecze eliminacji. Ale trenerzy tych drużyn nie mieli takiego komfortu jak obecnie Jan Urban, który w oficjalnych spotkaniach wypróbował aż 19 piłkarzy. 
Rusz się! Wybierz coś dla siebie i zaplanuj aktywnie tydzień w Warszawie

Potyczki legionistów z IFK Goteborg w sezonie 1995/96 poprzedziły zaledwie dwa spotkania ligowe. W pierwszym z nich Paweł Janas wystawił dokładnie taki sam skład, jakim rozpoczął batalię ze Szwedami. W drugim, wiedząc już, jaką jedenastkę wystawi na puchary, pozwolił na wejście do podstawowego składu czterem rezerwowym - Piotrowi Mosórowi, Tomaszowi Untonowi, Adamowi Fedorukowi i Andrzejowi Kubicy. 

Maciej Szczęsny, Marek Jóźwiak, Jacek Zieliński, Zbigniew Mandziejewicz, Grzegorz Lewandowski, Leszek Pisz, Radosław Michalski, Tomasz Wieszczycki, Jacek Bednarz, Jerzy Podbrożny i Cezary Kucharski - właściwie w ciemno można było typować, kto ma miejsce w jedenastce drużyny z Łazienkowskiej w połowie lat 90. 

Na rewanż na Ullevi do żelaznej grupy wszedł lewy obrońca Krzysztof Ratajczyk. Inna sprawa, że nie było też aż tak wielu nowych piłkarzy, którzy wymagaliby zgrania, więc ze składem Legii wszystko było jasne. 

W nieco innej sytuacji był prowadzący rok później Widzew Franciszek Smuda. Jemu po pierwszym mistrzostwie kupiono aż sześciu piłkarzy, którzy mieli zapewnić łodzianom Ligę Mistrzów w starciu z Broendby. Pierwszym meczem, jaki rozegrał Widzew, był Superpuchar Polski. Wtedy to szkoleniowiec, zaraz po okresie przygotowawczym, postawił na rezerwowego bramkarza Tomasza Muchińskiego oraz zmiennika Marka Bajora, który później już na stałe był tylko zmiennikiem.

Kluczowymi zawodnikami, którzy przystąpili do pierwszego spotkania z Duńczykami, a wcześniej zagrali w ekstraklasie, było w sumie tylko 13 graczy - Szczęsny, Paweł Wojtala, Tomasz Łapiński, Daniel Bogusz, Zbigniew Wyciszkiewicz, Mirosław Szymkowiak, Michalski, Ryszard Czerwiec, Rafał Siadaczka, Marek Citko, Marek Koniarek, Sławomir Majak i Jacek Dembiński. Z nich trener korzystał w dwóch meczach przed eliminacjami LM, dopiero na pamiętny rewanż w Kopenhadze (2:3) wskoczył kolejny z bohaterów Andrzej Michalczuk. 

Jak na tle tamtej Legii i Widzewa wygląda obecny mistrz Polski? 

Trener ma aż 30-osobową kadrę, może poza debiutantami (m.in. Mateuszem Cichockim i Patrykiem Mikitą oraz rezerwowym bramkarzem) każdy ma szansę zagrać od pierwszej minuty. W czterech spotkaniach tego sezonu - dwóch w lidze i dwóch w eliminacjach LM - Urban wykorzystał aż 19 z nich. 

- Janek dobrze reaguje, szukając optymalnego składu - uważa były piłkarz Legii i reprezentacji Polski Dariusz Dziekanowski. - Tak powinien zachowywać się trener, który widzi, że nawet jeśli reprezentant Polski Jakub Wawrzyniak jest w słabej formie, to należy sięgnąć po wartościowego zmiennika. To jest zaleta szerokiego składu. Liczne zmiany były potrzebne, bo spotkania, w których sprawdzał kolejnych graczy, pokazały np., że Helio Pinto na razie do składu nie pasuje, a Dominik Furman to zdecydowanie najlepszy gracz drugiej linii. Powtórzę: dobrą drogą idzie Janek, korzysta z wielu opcji, oceńmy go później za jego wybory. Nie można pozostawać biernym na to, co dzieje się z drużyną. Źle robiłby trener, który przywiązałby się do żelaznej jedenastki i ją konsekwentnie wystawiał bez względu na wydarzenia na boisku i na treningach. Już abstrahując od personaliów, nie może Legia zagrać ustawiona defensywnie w środku pola. To warunek, by osiągnąć sukces. 

Łapiński, była gwiazda Widzewa, uważa, że wszystkie drogi prowadzą do celu, o ile drużyna jest dobrze przygotowana pod względem fizycznym. - Nie ma co szukać analogii do tamtej Legii czy Widzewa. Wtedy drużyny walczące w eliminacjach nie miały tak szerokiego składu, brak rotacji był niejako wymuszony. Pamiętam, że w Widzewie też nie mieliśmy za silnej ławki. Poza tym Smuda musiał nas zgrywać, bo było wielu młodych, w Legii jest inaczej - uważa były stoper i kapitan łódzkiej drużyny.

Zupełnie nowi piłkarze Legii, którzy mają realne szanse na grę z norweskim Molde, to: Dossa Junior, Helio Pinto i Henrik Ojamaa.

Tomasz Kłos, były reprezentacyjny obrońca, uważa, że nie ma wątpliwości, jak zagra Legia, i przyczyniła się do tego właśnie rotacja w składzie. - Jeśli jest dylemat, to tylko w obronie. Stawiam na czwórkę: Bartosz Bereszyński, Junior, Tomasz Jodłowiec i Tomasz Brzyski. W przodzie żadnych zagadek nie ma, mimo tych kłopotów bogactwa. Ustawianie Legii w ataku należy rozpocząć od Marka Saganowskiego i koniec. A reszta jest chyba jasna, doskonale pokazały to cztery mecze. 

Inni eksperci, z którymi rozmawialiśmy, jednomyślni nie są. Wszyscy są jednak przekonani, że Legia wyeliminuje Molde bez względu na to, kogo wystawi Urban.

Więcej o Legii na Facebooku Warszawa.sport.pl