Pięciu na pięciu. Z jakim nastawieniem powinna zagrać Legia i czy pusta "Żyleta" będzie miała znaczenie dla wyniku?

Trzech z pięciu dziennikarzy i blogerów, których przepytaliśmy przed rewanżem Legia - Steaua uważa mistrzów Rumunii za faworyta do awansu, choć to najbardziej wyrównana para play-off Ligi Mistrzów i dlaczego pusta "Żyleta" nie będzie miała dużego znaczenia dla wyniku meczu? Relacja na żywo na warszawa.sport.pl od godziny 20.45.
Legia Extra - najciekawsze materiały o najlepszej polskiej drużynie dostaniesz mailem

Jak zwykle przy okazji istotnych wydarzeń w stołecznym sporcie serwis warszawa.sport.pl zadał pięć pytań piątce dziennikarzy i blogerów (zobacz dotychczasowe odcinki). Tym razem tematem jest rewanżowy mecz IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów Legia - Steaua.

1. Kto jest faworytem do awansu?

Przemysław Bator, Fakt: Steaua. Mimo dobrego wyniku z pierwszego meczu cały czas to Rumunom daję trochę większe szanse. Mają lepszych, a przede wszystkim bardziej doświadczonych zawodników. Ale paradoksalnie taka sytuacja jest korzystna dla Legii. Oni mogą awansować, a w Bukareszcie porażka Steauy zostanie odebrana jako dramat. Oczywiście ciśnienie będzie większe niż przed pierwszym spotkaniem, ponieważ pojawiła się realna szansa na awans. Ja wierzę w niespodziankę i jednobramkowe zwycięstwo Legii.

Adam Dawidziuk, Przegląd Sportowy: Steaua. To ona sprzedaje środkowego obrońcę za 10 mln euro, a Legia Artura Jędrzejczyka za prawie pięć razy mniej. To ona musi, a Legia może. Ograła Chelsea u siebie, by odpaść nieznacznie. Ma większe doświadczenie w europejskich pucharach, dwa razy większy budżet, więcej płaci. Ale tak samo było ostatnio z Gaziantepsporem czy Spartakiem, a te drużyny twierdzy przy Łazienkowskiej nie zdobyły.

Przemysław Iwańczyk, Sport.pl: To obecnie najbardziej wyrównana para play-off LM, ale faworytem wciąż pozostaje Steaua. Przemawiają za nią te same argumenty, co przed pierwszym meczem, niewiele zmienia korzystniejszy dla Legii remis. Trzeba jednak podkreślić, że zmieniło się jedno, być może najważniejsze - mistrzowie Polski zobaczyli na własne oczy, że piłkarze z Bukaresztu to nie aż tacy geniusze futbolu, jak ich malują. Że z Rumunów zamiast wirtuozów często wychodzą "toporki", których należy zwalczać tą samą toporną bronią.

Marcin Szymczyk, Legia.Net: Po spotkaniu w Bukareszcie szanse się wyrównały. Na korzyść Legii przeważa atut własnego stadionu i kibiców, na korzyść Steauy ogranie w pucharach i doświadczenie wyniesione z europejskich rozgrywek przed rokiem.

Rafał Zarzycki, blog "Zielono mi": W europejskich pucharach drużyna uzyskująca bramkowy remis na wyjeździe zazwyczaj jest delikatnym faworytem. Legia gra u siebie, będzie wspierana przez kibiców i co najważniejsze wie, czego może spodziewać się po przeciwniku. Dlatego podobnie jak bukmacherzy uważam, że jest faworytem. Inna sprawa, że przy tak niewielkiej różnicy między drużynami fakt, czy ktoś jest lekkim faworytem, czy nie, jest bez znaczenia.

2. Z jakim nastawieniem powinna zagrać Legia - bronić 0:0 jak z Molde, czy dążyć do strzelenia gola?

Bator: Murowanie bramki od pierwszej minuty byłoby największą głupotą, jaką można zrobić. Steaua ma świetnych ofensywnych piłkarzy, którym nie można dać okazji do wjeżdżania w pole karne. W pierwszym meczu trener Urban wystawił "wyważony" skład, nie bronił remisu za wszelką cenę i to się opłaciło, bo przecież w drugiej połowie Legia miała kilka sytuacji podbramkowych, a Rumuni przez kilkanaście minut nie wiedzieli, co się dzieje. Teraz zagrałbym podobnie. Rozsądna taktyka, zagęszczenie środka pola, bez rozpaczliwej obrony. Oby tylko nie stracić gola w pierwszych minutach, bo wtedy zrobi się nerwowo.

Dawidziuk: Fifty fifty. Koncentracja w defensywie, linie blisko siebie, ale niezbyt głęboko. Im mniej Steaua będzie miała miejsca na rozegranie, na wykorzystanie atutów swoich piłkarzy, czyli technikę, tym dla nas lepiej. Absolutnie nie może być jazdy ułańskiej, czyli ataków, przynajmniej na początku. Poza tym wcale nie podzielam zdania, że Legia z Molde broniła wyniku. Przypomnę, że Norwegowie nie oddali w 1. połowie nawet niecelnego strzału na bramkę Duszana Kuciaka.

Iwańczyk: Zagrać jak z Molde, bo był to najmądrzejszy mecz Legii w ostatnich latach. Nawet nie ze względu na taktykę, a przede wszystkim perfekcyjną realizację zadań. Wiedzieć, jak grać to jedno, ale zagrać, jak się chce, to drugie. Steaua ma więcej do stracenia niż poprzedni rywal z Norwegii. Odkryje się szybciej i mniej roztropnie. Ten mecz wynikiem 0:0 na pewno się nie zakończy, a Legia strzeli przynajmniej jednego gola. I najpewniej zrobi to Saganowski.

Szymczyk: Pierwsze minuty to powinna być gra przede wszystkim uważna i na rozpoznanie przeciwnika. Jeśli Steaua ruszy do ataków, to nastawić się na kontry, jeśli nie, to trzeba grać swoje i kontrolować przebieg gry, jak najdłużej utrzymując się przy piłce. Najważniejsze będę koncentracja i skuteczna gra w defensywie. Jeden błąd może zdecydować o losach awansu.

Zarzycki: Wielu mówi że gra na 0:0 będzie samobójstwem. Osobiście oczekuję od Legii ostrożnej, przemyślanej gry bez podejmowania zbytniego ryzyka przynajmniej dopóki wynik będzie korzystny. Legia ma kilku szybkich piłkarzy zdolnych do przeprowadzenia zabójczych kontr, więc nie spróbuje grać szybkim atakiem przynajmniej na początku.

3. Który z piłkarzy, którzy zaczęli mecz w Bukareszcie w pierwszej jedenastce, powinien wypaść ze składu i kto powinien go zastąpić?

Bator: Jeśli Bartosz Bereszyński będzie się czuł na siłach i dostanie zielone światło od lekarzy, to on powinien zagrać ze Steauą. Co prawda Łukasz Broź w Bukareszcie nie dał plamy, ale już z Lechią zagrał bardzo słabo. W środku obrony widziałbym za to Jakuba Rzeźniczaka, który pierwsze spotkanie ze Steauą rozpoczął na prawej stronie. Rzeźnik jest dużo lepszy jako stoper, a jego współpraca z Dossą Juniorem wygląda naprawdę obiecująco. Reszty składu bym nie ruszał. Aha, w środku pola koniecznie Dominik Furman - to idealny zawodnik na ten mecz. W zależności od sytuacji potrafi wspomóc obronę lub zaatakować. Kreatywny pomocnik Legii to najlepsza odpowiedź na gwiazdę Steauy, Alexandru Bourceanu, przez którego przechodzi prawie każda akcja Rumunów.

Dawidziuk: Wiadomo, że wypadnie Tomek Jodłowiec, za niego zagra w środku Kuba Rzeźniczak, a na prawej stronie Bartek Bereszyński lub Łukasz Broź. Ja bym się zastanowił jeszcze nad Henrikiem Ojamą kosztem Michała Kucharczyka, ale nie na siłę. Kucharczyk będzie świetny na kontry, z kolei Estończyk by rozbijał przeciwników, bo jest bardzo silny.

Iwańczyk: Wypada przez kontuzję Jodłowiec, więc nie ma innego rozwiązania niż wejście do środka obrony Rzeźniczaka. Na prawej obronie postawiłbym na pewnego w Bukareszcie Brozia, a nie na rekonwalescenta Bereszyńskiego, nawet gdyby ten ostatni był w pełni sprawny. Na boku pomocy zastąpiłbym Kucharczyka Ojamą - taki tur przyda się w walce z napakowanymi Rumunami, a i sam jest w stanie wejść z piłką do bramki, zbierając ze sobą kilku przeciwników. Poza tym Estończyk zasłużył na występ meczem z Lechią.

Szymczyk: Na pewno ze składu wypadnie Tomasz Jodłowiec, gdyż odnowiła mu się kontuzja. Jeśli do zdrowia dojdzie Bartosz Bereszyński, to zastanowiłbym się, czy nie zacząć z nim składzie, jeśli jednak będzie się to wiązało z ryzykiem zdrowotnym, to na prawej stronie mamy Łukasza Brozia i wielkiej straty nie ma. Poza tym chyba nie zrobiłbym wielkich zmian, pierwszym do wejścia na boisko powinien być zaraz po przerwie Henrik Ojamaa.

Zarzycki: Mam zaufanie do trenera Urbana i wierzę, że dokona słusznego wyboru. W Bukareszcie nie widziałem nikogo, kto w jakiś rażący sposób odstawałby od poziomu całej drużyny. Kogokolwiek wystawi Urban, zrobi to po dokładnej analizie taktycznej rywala i obserwacji swoich piłkarzy na ostatnich treningach.

4. Tydzień temu piłkarze i trenerzy Legii mówili, że podchodzą do meczu bez presji, bo cel - awans do LE - już osiągnęli. Po pierwszym meczu oczekiwania wzrosły, zagrają już pod dużą presją. Czy to będzie miało znaczenie?

Bator: Nie ma się co oszukiwać, presja będzie bardzo duża i na pewno legioniści odczują ją na własnej skórze. Takiej szansy na awans do fazy grupowej nie było od dawna. Dobry wynik z pierwszego meczu, rewanż przed własną publicznością - idealny punkt wyjścia. Oczywiście nie jest tak, że w razie porażki zawodnicy się totalnie załamią, bo faza grupowa Ligi Europy to też ciekawe rozgrywki. Najważniejsze, że w ostatnich sezonach Legia potrafiła grać pod presją. Najlepszy przykład to dwumecz ze Spartakiem Moskwa czy późniejsze mecze w fazie grupowej LE, chociażby z Rapidem Bukareszt. Ostatnio z Molde legioniści też dali radę. Co prawda mecz nie był efektowny, ale taktycznie rozegrany bez zarzutu.

Dawidziuk: Nie. Jan Urban wkłada piłkarzom do głów, że to Steaua musi, a Legia może. Legioniści oczywiście są napaleni na LM jak szczerbaty na suchary, ale ze świadomością, że jak się nie uda, to nikt nie będzie robił tragedii. Oni cel osiągnęli, zagrają w Lidze Europy. Wszystko co ponad to, będzie wielkim wynikiem. Taki komfort psychiczny może mieć kluczowe znaczenie.

Iwańczyk: Paradoksalnie mniejsze ciśnienie legioniści mieliby, przegrywając pierwszy mecz dwiema lub trzema bramki. Teraz mają poczucie wielkiej szansy, która jest tak blisko, a tak daleko. Są jak rzuceni na pole minowe saper - jedna pomyłka może kosztować ich "ligomistrzowe" życie. Zręczne przejście między pułapkami zapewni ordery i medale na lata.

Mecz z Molde, kiedy presja wcale nie była mała, pokazał, że piłkarze z Łazienkowskiej są jak każdy z nas - mobilizujemy się dopiero, kiedy zaczyna się palić pod nogami i już nie ma wyjścia. Teraz wyjście jest, ale zamiast kalkulować, że w "zapasie" pozostaje Liga Europy, niech legioniści przypomną sobie, jak ich Rumuni bili i kopali w pierwszym meczu. Panowie, chcecie puścić do domu tych boiskowych chuliganów bez solidnego rewanżu?

Szymczyk: Zaczną bez wielkiej presji, choć świadomi tego, jak ważny to mecz. Presja i nerwy pojawią się, gdyby Steaua objęła prowadzenie lub gdyby do ostatnich minut utrzymywał się rezultat bezbramkowy. Generalnie spokój i głowa mogą być kluczowe w tym spotkaniu.

Zarzycki: Myślę, że jak ktoś gra w Legii, to zawsze gra pod presją. To nie jest klub do wesołej gry w piłeczkę i robienia sympatycznych niespodzianek tylko do wygrywania zawsze, wszędzie i z każdym. To wysoko opłacani (jak na polskie warunki) staranie wyselekcjonowani profesjonaliści, którzy powinni sobie dać radę w każdych warunkach. 

5. Czy pusta "Żyleta" będzie miała znaczenie dla wyniku?

Bator: Niewielkie. Jestem przekonany, że zamknięta Żyleta spowoduje u zawodników jeszcze większą sportową złość. Piłkarze mogą liczyć na doping, również od najbardziej fanatycznych kibiców, którzy przesiądą się w inne części stadionu. Tak naprawdę zaistniała sytuacja może wyzwolić również u pozostałych widzów większą mobilizację. Z Bukaresztu do Warszawy wybiera się ok. 300 kibiców Steauy, którzy nie powinni być słyszani przy Łazienkowskiej. Publiczność z pewnością będzie mocnym wsparciem dla legionistów. Tutaj ekipa Urbana ma przewagę i chciałbym, żeby podobnie było na boisku.

Dawidziuk: Będzie miało znaczenie, ale może się okazać, że paradoksalnie to tylko okaże się pomocne. Te 22 tys. widzów, którzy zasiądą na stadionie, będzie potrójnie zmobilizowanych. Myślę, że stworzą dopingowe piekło. Tego wtorkowego wieczoru cały stadion ma być Żyletą i jestem przekonany, że będzie. A jak nie, to sami pośpiewamy.

Iwańczyk: W odpowiedzi na to pytanie wyręczę się trenerem Janem Urbanem. "Wydaje mi się, że przez zamknięcie trybuny są nierówne szanse. Steaua mogła zagrać przy komplecie publiczności, my nie. Mam nadzieję, że doping będzie, ale to nie będzie to. To nie powinno mieć aż takiego wpływu na naszą grę, ale mogło deprymować Steauę. Gdyby Żyleta była otwarta, to takiego dopingu pewnie nawet nie widzieli w Rumunii" - koniec cytatu.

Szymczyk: Żyleta to dwunasty zawodnik Legii, mówią o tym piłkarze i trenerzy. Jednak doping będzie, tyle że prowadzony z trybuny wschodniej, zostało tam już przeniesione gniazdo. Wierzę, że ci, którzy będą na trybunach, zrobią wszystko, co w ich mocy, aby strata Żylety w tym jednym meczu nie była tak widoczna, że każdy zedrze gardło i pomoże piłkarzom Legii w awansie do Ligi Mistrzów.

Zarzycki: Najważniejszy jest człowiek a ludzie z "Żylety" gdzieś na stadionie będą. Nie obawiam się więc o niższą jakość dopingu. Na pewno pełen stadion zrobiłby większe wrażenie na gościach, ale i z zamkniętą trybuną nie powinni mieć lekko i to bez barbarzyńskiego rzucania zapalniczkami (mój ojciec stwierdził, że to nie było zresztą nic zdrożnego tylko chęć gospodarzy pochwalenia się że mają dostęp do zaawansowanej technologii). Bardziej niż o mecz ze Steauą obawiam się o następne spotkania. Gdyby na meczu z Lechią ktoś zapytał się mnie "widzi pan tam gdzieś s na końcu"? To musiałbym odpowiedzieć, że niestety tak.



Więcej o Legii na Facebooku warszawa.sport.pl

Czy Legia pokona Steauę i awansuje do fazy grupowej Ligi Mistrzów?