"Nie taka straszna Żyleta jak ją malują"

Jeden z autorów Supergigant.blox.pl opisał swoje wrażenia z pobytu pośród ultrasów na trybunach warszawskiej Legii podczas meczu eliminacji Ligi Mistrzów ze Steauą Bukareszt. "Nie taka straszna Żyleta jak ją malują" - podsumował autor.


"Race? Owszem było racowisko, tuż przed rozpoczęciem meczu, bardzo widowiskowe. I faktem jest, że w debacie o race kompletnie nie rozumiem determinacji żadnej ze stron. Ani nie kupuję argumentów o zagrożonym bezpieczeństwie i potencjalnym płonącym stadionie (może mam marną wyobraźnię), ani nie kumam, dlaczego kibice konsekwentnie te race odpalają, wiedząc, że zapłacą za to pustymi trybunami. Kartoniada z serduszkiem dla UEFA to mistrzostwo świata i przejaw wysokiej inteligencji, naprawdę. Race owszem, widowiskowe ale mając świadomość nieuchronnych konsekwencji - gra niewarta świeczki" - autor napisał o racach podczas meczu.

Na rewanżowy mecz eliminacji Ligi Mistrzów ze Steauą Bukareszt Legia Warszawa była zmuszona zamknąć trybunę północną, tzw. "Żyletę", miejsce, w którym zasiadają najgorliwsi fani zespołu. UEFA nałożyła na mistrzów Polski karę za wywieszenie flagi z nazistowskim symbolem podczas spotkania z The New Saints. Na meczu ze Steauą cały północny sektor był pusty. Zakryła go ogromna flaga w klubowych barwach z napisem "Legia". Klub z Łazienkowskiej postanowił przesadzić najbardziej fanatycznych kibiców na trybunę południową i wschodnią. Ultrasi zajmowali miejsca pośród stałych bywalców tych trybun.

Przed rozpoczęciem meczu kibice Legii na "tymczasowej" Żylecie odpalili kilkadziesiąt rac. Jedna z nich wylądowała między reklamami a trybunami. Pirotechnika jest na stadionach piłkarskich zakazana i klub może się spodziewać kolejnych kar od UEFA. Około 25. minuty meczu na murawę posypały się z trybun drobne przedmioty w kierunku wykonującego rzut rożny piłkarza Steauy.

"Incydenty się zdarzały - owszem. Ale było to incydenty a nie reguła. W tłumie incydenty się zdarzają i będą się zdarzać. Na koncertach rockowych też się zdarzają. Ten drugi, co ze mną bloguje miał nieszczęście siedzieć koło jakiegoś obnażonego łysego wytatuowanego ziomala, który bez przerwy przeklinając [w oryginale tekstu jest w tym miejscu przekleństwo - red.] wydzierał się na sąsiadów, że mają cały czas śpiewać i się wydzierać. Takich klimatów nie lubię. Ale koło mnie takich klimatów nie było. I mam wrażenie, że tego typu akcje były raczej wyjątkiem niż regułą" - można przeczytać dalej na blogu.

"Różne przedmioty (zapalniczki, itp.) lecące w stronę piłkarza Steauy przy wykonywaniu rogu? Owszem, taki incydent (jeden) miał miejsce. Ale już nikt nie wspomni, że w przerwie gniazdowy ostro i kategorycznie upomniał, żeby tego nie robić, żeby niczym nie rzucać. Nie usprawiedliwiam ale w porównaniu z tym, co tydzień wcześniej spotkało w Bukareszcie Kuciaka a nawet polskich VIPów - lajcik" - autor zwrócił uwagę na sytuację z pierwszej połowy.

Całość tekstu można przeczytać na blogu Supergigant.blox.pl

Więcej o Legii na Facebooku Warszawa.sport.pl