Leszek Pisz o rzutach wolnych: Tłukłem, tłukłem, tłukłem. Ból nogi i zakwasy nie miały znaczenia

Leszek Pisz podczas słynnego meczu Wisła - Legia 0:6

Leszek Pisz podczas słynnego meczu Wisła - Legia 0:6 (Fot. Adam Golec / AG)

- W każdym sezonie zdobywaliśmy parę punktów po tym, jak piłka wpadała do siatki po moich strzałach z wolnych w ostatnich minutach - wspomina były pomocnik Legii Leszek Pisz, który opowiada warszawa.sport.pl, w jaki sposób trenował rzuty wolne.


W wywiadzie udzielonym Legia.Net pomocnik Legii Daniel Łukasik powiedział ostatnio, że nie zawsze da się poćwiczyć rzuty wolne na lub po treningach. - Kiedy mamy mecze co trzy dni, to trener woli, byśmy szybko zeszli do szatni i odpoczęli. Dlaczego nie ćwiczymy jak kiedyś Leszek Pisz? Po części pewnie z tego powodu, o którym wspomniałem, a po części pewnie brakuje nam chęci, by znaleźć bramkarza, zgadać się i razem popracować - stwierdził 22-letni piłkarz.

O rzutach wolnych porozmawialiśmy z ich świetnym wykonawcą Leszkiem Piszem, dwukrotnym mistrzem Polski i ćwierćfinalistą Ligi Mistrzów z Legią.

Łukasz Cegliński: Jak wyglądały pana treningi rzutów wolnych w Legii?

Leszek Pisz: Była to regularna, ciężka praca. Bo żeby coś wykonywać dobrze, jeśli dąży się do perfekcji, to praca jest podstawą. Dlatego nie chce mi się wierzyć, kiedy czytam, że Daniel Łukasik twierdzi, że trener Jan Urban mówi, by piłkarze nie doskonalili jakiegoś elementu gry, żeby lepiej odpoczęli. Nie wydaje mi się to realne. Liczy się trening, trening, trening, to nie ulega wątpliwości. Ja zostawałem po zajęciach, by jeszcze poćwiczyć, i zawsze znajdowałem na to czas.

Ile czasu potrafił pan spędzić na takim treningu?

- Na pewno więcej niż pół godziny. Ale to też zależało od tego, jakie mieliśmy wcześniej zajęcia - jeśli mocne, to strzelałem krócej. Z drugiej strony - zawsze zostawałem potrenować wolne co najmniej dwa razy w tygodniu. Zdarzały się też dni, kiedy większość chłopaków jechała do lasu na trening biegowy, bez piłek, a ja z bramkarzem - Maćkiem Szczęsnym lub Zbyszkiem Robakiewiczem - zostawaliśmy na Łazienkowskiej. Tłukłem, tłukłem, tłukłem. Ileś strzałów musiało wpaść do bramki, a to, że noga potem bolała i miałem zakwasy mięśnia czworogłowego, nie miało znaczenia. Takie zajęcia trwały ponad godzinę - przesuwaliśmy sztuczny mur, który był wtedy bardzo ciężki, po całym polu karnym, naśladowaliśmy różne sytuacje meczowe. Chłopaki wracali z lasu, a my byliśmy na boisku.

Wyznaczał sobie pan cele - ile razy piłka musi wpaść w lewe okienko bramki, a ile w prawe?

- Przede wszystkim zawsze z Maćkiem lub Zbyszkiem traktowaliśmy to na poważnie. Bramkarz robił wszystko, by strzał obronić, reagował tak, jakby grał w meczu, a ja koncentrowałem się tak, jakby to była ostatnia minuta. Pełna koncentracja. A strzelałem do momentu, kiedy padało już dużo bramek. W ten sposób się doskonaliłem.

Co jest najważniejsze w wykonywaniu rzutów wolnych?

- Każdy element jest ważny. Nie wystarczy ustawić piłkę i tylko kopnąć ją nad murem, bo taki strzał obroni każdy bramkarz. Najpierw uderzenie musi być precyzyjne, potem powolutku pracuje się nad siłą - uderza się coraz mocniej i mocniej.

Liczył pan kiedyś, ile goli strzelił z wolnych?

- Nie, ale w każdym sezonie zdobywaliśmy parę punktów po tym, jak piłka wpadała do siatki po moich strzałach z wolnych w ostatnich minutach.

Pamięta pan jakiegoś jednego, wyjątkowego gola z rzutu wolnego?

- Pamiętam, że Radek Majdan miał zawsze duże problemy z moimi strzałami. Na Legii parę bramek z rzutów wolnych puścił - raz chyba w meczu z Pogonią trafiłem w ostatnich minutach na 2:1. I właśnie te decydujące gole w końcówkach, które dawały nam punkty, najbardziej zapadły mi w pamięć. Takie jak np. ze Stalą Stalowa Wola czy Stomilem Olsztyn. Choć wiadomo, że na takie gole składała się cała drużyna, bo najpierw ktoś musiał zostać sfaulowany niedaleko pola karnego. Ja tylko wykorzystywałem te sytuacje. Te treningi przynosiły efekty.

Widzi pan w obecnej Legii specjalistę od tego elementu?

- Jak mam widzieć, skoro Legia strzeliła w tym sezonie w ten sposób jednego gola? Widać, że drużyna tego nie doskonali, nie jest przygotowana na ten element gry. Legia nie ma kim straszyć, jeśli chodzi o rzuty wolne. A szkoda, bo jak patrzę na grę Legii w Lidze Europejskiej, gdzie strzelanie goli im przecież nie idzie, to myślę, że gdyby drużyna miała dobrego egzekutora, to przecież mogłaby szukać fauli rywali w okolicach pola karnego i próbować trafić z rzutu wolnego. To dobry sposób na strzelanie goli, jeśli zespołowi nie idzie.



Zobacz także
  • Mecz Legia Warszawa - Lech Poznań 1:0. Rafał Murawski i Daniel Łukasik Po wywiadzie Daniela Łukasika. "Długie ozory. Niektórzy piłkarze Legii powinni więcej trenować, a mniej gadać"
  • Grzegorz Szamotulski obserwuje trening Legii Szamotulski o bramkarzach w polskiej lidze: Najlepszy Duszan Kuciak, a potem długo, długo nic
  • Smutna prawda o rzutach wolnych Legii Warszawa. Rządzi przypadek [ANALIZA TRENINGÓW]
Komentarze (1)
Leszek Pisz o rzutach wolnych: Tłukłem, tłukłem, tłukłem. Ból nogi i zakwasy nie miały znaczenia
Zaloguj się
  • lukass_wi_super_tenere

    Oceniono 8 razy 8

    Brawo Leszek! Masz rację w 100%. Legia nie ma w chwili obecnej ani dobrego specjalisty od rzutów wolnych ani napastnika co pokazuje właśnie ilość strzelonych bramek.

    Trener Urban nie jest wymagającym trenerem, spoczął na laurach. Plan minimum wykonał i położył lachę. Zawodnicy tylko biorą kasę (grubą) za grę (byle jaką), zero samodoskonalenia. Co to za trening, który trwa godzinę czasu? Kiedyś legioniści biegali wokół Łazienek, nad Wisłę, teraz tych darmozjadów nawet nie widać nad kanałkiem obok stadionu.

    Do Legii potrzeba twardego trenera, który nie owija w bawełnę, który jest bardzo wymagający, ma cel wyższy niż ta mierna ekstraklasa (IV liga europejska). Tu potrzeba zawodników na miarę Europy, a nie pierwszej ligi. Ljuboja był jaki był ale to był poziom światowy. Dwaliszwili to miernota, skończył się facet i już. Marek, wracaj do gry!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX