Magiera: Wielka wojna na boisku

- To nic, że Lech jest uważany za faworyta, bo jest wyżej w tabeli czy dobrze gra w europejskich pucharach. W meczach Legia - Lech to nie ma znaczenia. To coś jak Barcelona - Real w Hiszpanii - mówi drugi trener Legii.
W piątek o godz. 20 Legia podejmuje na Łazienkowskiej broniącego tytułu Lecha Poznań. Mistrzowie Polski nie spisują się najlepiej na początku sezonu w polskiej lidze (dwa zwycięstwa, dwa remisy, jedna porażka), ale stać ich było na remis z Juventusem Turyn w meczu Ligi Europejskiej. Legia przegrała trzy ligowe spotkania z rzędu, jest tuż nad strefą spadkową. Porażka z Lechem może ją pozbawić wszelkich nadziei na walkę o tytuł, a zwycięstwo je przywrócić.

Kuba Dybalski: Do piątkowego meczu z Lechem przygotowujecie się w szczególny sposób? Czasu jest mało.

Jacek Magiera: Napięty kalendarz spowodował, że przez ostatnie dni byliśmy poza Warszawą i głowę zawracała nam Pogoń Szczecin, więc po przylocie [wczoraj Legia wróciła samolotem ze Szczecina, gdzie wygrała 1:0 w 1/16 finału PP] spędzą wieczór z rodzinami. Po drugie wiemy, że wokół Legii jest zamieszanie, a w takiej sytuacji drużyna potrzebuje przede wszystkim spokoju.

Władze Legii mówią, że posada trenera Skorży jest pewna, ale jeśli drużyna wyląduje w strefie spadkowej, a może się tak w przypadku porażki z Lechem zdarzyć, w klubie zrobi się gorąco.

- Jest tak, jak nie powinno być, bo nie pamiętam tak niskiego miejsca w tabeli. Ale zależy nam na tym, by nie wywierać presji na piłkarzy. Zdajemy sobie sprawę, że ciąży na nas duża odpowiedzialność, bo nikt nie spodziewał się, że będziemy w tabeli na 14. miejscu, ale teraz musimy mniej gadać, a ciężej pracować.

Po wygranej w Szczecinie humory się poprawiły?

- Na pewno, ale takie zwycięstwa powinny być normą. Cieszymy się, że nie straciliśmy gola, że stworzyliśmy więcej sytuacji strzeleckich niż w poprzednich meczach, ale głównym celem był awans, i to zrobiliśmy.

Michał Kucharczyk strzelił pierwszego gola w Legii, ale to chyba największy problem zespołu, że jej atak opiera się na 19-latku, który zagrał zaledwie cztery mecze w nowym klubie?

- Michał jest chyba najbardziej wygranym piłkarzem początku sezonu. Udowodnił, że ma umiejętności, można na nim polegać. A przychodził jako nastolatek z II ligi. Będzie czołowym piłkarzem ekstraklasy, ale przed nim ogrom pracy. Dziś kilka razy mu to powtórzyłem.

Dlaczego Kucharczyk wyglądał na dużo lepiej przygotowanego fizycznie niż niektórzy piłkarze Legii? Do ostatniej minuty biegał, walczył i strzelił gola.

- Nie zgadzam się, że inni nie walczyli. Wszyscy, którzy grają, wkładają dużo serca. Trudno go porównywać z innymi, bo szybkość, bieg z piłką, to cechy charakterystyczne dla niego.

Co jest atutem Legii przed meczem z Lechem?

- Legia może grać dużo lepiej, a każdy z tych piłkarzy ma rezerwy, które może wykorzystać. Każdy dzień powoduje, że są bardziej zgrani. Nie będę mówił o tym, że Lech jest uważany za faworyta, bo jest wyżej w tabeli, czy dobrze gra w europejskich pucharach, bo w meczach Legia - Lech to nie ma znaczenia. To zawsze jest wielka wojna na boisku. Coś jak Barcelona - Real w Hiszpanii. Piłkarzom zwycięstwo daje dumę, że są lepsi od rywala.

Najgroźniejszy będzie Artjoms Rudnevs, który strzelił trzy gole Juventusowi?

- Uwagę trzeba zwrócić na każdego. Co z tego, że jednemu damy "plastra", jeśli inny będzie miał więcej miejsca.

W każdym meczu Legii w tym sezonie po przerwie na boisko wchodzi drugi napastnik. Strzelacie mało goli, a jeśli, to zawsze w ostatnim kwadransie. Może dwóch napastników od pierwszej minuty to recepta na nieskuteczność w meczu z Lechem?

- Liczba napastników nie przekłada się bezpośrednio na liczbę goli. Wiele klubów gra jednym napastnikiem i zdobywają bramkę za bramką. To, że trafiamy w ostatnich minutach, zaprzecza teoriom, że jesteśmy źle przygotowani, bo gdyby tak było, po godzinie oddychalibyśmy rękawami. Wszystko zależy od możliwości. Nie wystawimy trzech napastników, jeśli mamy dwóch w kadrze. Jeśli jakaś drużyna miałaby pięciu świetnych strzelców, to też nie zagra jednym, bo szkoda. Nasze ustawienie uważamy na tę chwilę za optymalne.

Jest szansa, że Kostia Machnowski, który doznał kontuzji palca, zagra w piątek?

- W środę trenował, zobaczymy, jak będzie w czwartek. Wiadomo, że jeśli bramkarz nie ma w stu procentach sprawnej ręki, to jest duży problem.

Atmosfera w drużynie po przesunięciu do młodej Legii Macieja Iwańskiego, Piotra Gizy i Jakuba Wawrzyniaka poprawiła się? To miało być główne "narzędzie naprawcze".

- Drużyna funkcjonuje normalnie. Zadaniem piłkarzy, którzy w Legii są dłużej, było scalić zespół. Na razie jest, jak jest. Wygrana z Pogonią pokazuje, że atmosfera jest dobra. Chcielibyśmy, żeby takie sytuacje jak ta z zeszłego tygodnia się nie zdarzały.

Jaka jest szansa, że w najbliższym czasie wrócą do drużyny?

- Na razie myślimy przede wszystkim o meczu z Lechem. Oni mają trenować i pracować w Młodej Legii i czas pokaże, co z tego wyniknie.