Piłka nożna to nie jest prosty biznes

Józef Wojciechowski

Józef Wojciechowski (Fot. Piotr Bernao / AG)

Mieli doprowadzić swoje kluby do zachodnich standardów i zaistnieć w Europie, ale nie potrafią podbić nawet słabej polskiej ligi. Dlaczego Mariusz Walter, Bogusław Cupiał, Józef Wojciechowski i Zygmunt Solorz nie radzą sobie w futbolu?
Śląsk Wrocław Zygmunta Solorza, drugiego w rankingu najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost", zajmuje miejsce w strefie spadkowej.

Mariusz Walter (34. na liście "Wprost") wydaje miliony, by awansować do Ligi Mistrzów, ale jego Legia tylko raz zdobyła mistrzostwo, w tym roku w ogóle nie ma jej w pucharach, a do piątku była na 14. miejscu w lidze.

O podboju Europy marzy też Wisła Bogusława Cupiała (15. na liście "Wprost"). Zaistniała w pucharach przez jeden sezon - osiem lat temu. W ostatnich latach odpadała po kompromitacjach z Levadią Tallin i Karabachem Agdam.

Polonia Warszawa Józefa Wojciechowskiego (14. na liście "Wprost") w poprzednim sezonie broniła się przed spadkiem.

Plan

- Jeśli uda się osiągnąć sukces, to tylko z dużą dozą przypadku. W tych klubach nie widać klarownego, długofalowego planu. Nie wiemy jak chcą grać, w transferach nie widać żadnego pomysłu. Kupuje się piłkarzy i liczy, że jakoś się ich dopasuje - mówi Marek Koźmiński, były właściciel Górnika Zabrze.

Legia miota się od ściany do ściany, zmieniając co kilka miesięcy filozofię budowania zespołu. Miała opierać się na młodych Polakach, była też brazylijska i hiszpańska, teraz ma 12 graczy z 9 krajów, a sukcesów wciąż brak.

Przychodząc do Wisły Cupiał skupił najlepszych polskich piłkarzy, co przez lata gwarantowało mu dominację w kraju. Od Ligi Mistrzów dzieliły go minuty (z Panathinaikosem) albo na drodze stawał Real i Barcelona. Od kilku lat nie było jednak widać w Krakowie jakiegokolwiek pomysłu na budowę zespołu. Sięgano po miernych piłkarzy od Australii przez Rumunię po Brazylię.

Wojciechowski przez dwa lata zmienił sześciu trenerów. W zeszłym roku zaufał holenderskiemu doradcy i zakochał się w byłym piłkarzu wielkiej Barcelony, który trenerem jest słabiutkim. Potem bez słowa kupował piłkarzy poleconych przez zaprzyjaźnionych z Jose Marii Bakero agentów. Gdy srogo się zawiódł, od lata szukał pretekstu, by Hiszpana zwolnić. Teraz wierzy Pawłowi Janasowi, który postawił na drużynę opierającą się na polskich piłkarzach.

Wiedza

- Wydaje mi się nielogiczne, że Legia i Wisła chcą postawić na szkolenie młodzieży. One mają inne cele. Zawsze grają o wynik, a wychowankowie potrzebują czasu, żeby dorosnąć. Oparta na absolwentach szkółki Barcelona jest jedna, pozostałe wielkie kluby kupują piłkarzy za duże pieniądze - uważa Koźmiński.

Ale jak kupić dobrego piłkarza, to wiedza tajemna dla Legii, Wisły, Polonii i Śląska.

W Europie za filozofię budowy drużyny najczęściej odpowiada dyrektor sportowy. To on decyduje o transferach, nadzoruje skautów i trenerów. - Tego zawodu nie można się nauczyć. Świat piłkarski jest bardzo zamknięty, wszystko opiera się na znajomościach - mówi Koźmiński, który wiele lat grał w Serie A. - Bez kontaktów prezes polskiego klubu nie będzie godnie przyjęty przez swojego odpowiednika na zachodzie. Inaczej to wygląda, gdy zatrudnia się człowieka, który obraca się w tym świecie. Takich ludzi brakuje, dlatego nie wykorzystujemy piłkarzy, którzy we Włoszech czy Bundeslidze nie grają w swoich drużynach.

- Zapomnijmy o sieci skautingu, nasze kluby nie będą mieć ludzi w każdym kącie świata, nigdy nie dorównamy Manchesterowi, Interowi czy Realowi. Chodzi o to, by znajomy dyrektor sportowy przekazał nam informację, o ciekawym piłkarzu, któremu niewiele zabrakło, by przejść do dobrego klubu. W naszej lidze ktoś taki może być gwiazdą. Na tym również polega ta robota - opowiada Koźmiński.

Jacek Bochenek, dyrektor w Deloitte, współautor raportu o finansach polskich klubów, mówił "Gazecie", że gdyby został szefem klubu, większość odpowiedzialnych za pion sportowy ściągnąłby z zagranicy. Tak od kilku tygodni działa Wisła, która trenera i dyrektora sportowego ściągnęła z Holandii. - Są w Polsce studia menedżerskie, podyplomowe, ale często zbyt teoretyczne, mało uczące działania w skomplikowanej rzeczywistości na polu biznesowo sportowym. Tylko wieloletnia praktyka może nauczyć zarządzania sportowego - tłumaczy Bogdan Basałaj, prezes Wisły.

Grzegorz Mielcarski, były piłkarz z doświadczeniem z gry na Zachodzie, uważa, że w Polsce są fachowcy, którzy wiedzą jak zorganizować profesjonalny klub. Sam był kilka lat temu dyrektorem Wisły, ale teraz woli posadę eksperta telewizyjnego. Inny były reprezentant widzi trzech-czterech Polaków znający się na piłce, z żyłką handlowca, którzy poradziłby sobie na tym stanowisku.

W czym tkwi problem?

Władza

Według jednych, winna jest zła organizacja klubu, która rozmywa odpowiedzialność na kilka osób, nie dopuszczająca osób niezależnych. - U nas nie ceni się ludzi mających swoje zdanie, takich jak Zbigniew Boniek - uważa Mielcarski.

Rok temu prezes Legii Leszek Miklas mówił "Gazecie" jak w jego klubie kupuje się piłkarzy:

"Prezes, dyrektor sportowy, trener i przedstawiciele zarządu omawiają, na jakich pozycjach drużyna potrzebuje wzmocnień. Potem zastanawiamy się, jakimi środkami dysponujemy. Gdy znajdujemy kandydata, oglądamy materiały filmowe. Później dyrektor sportowy, skaut i asystenci Jana Urbana jeżdżą i oglądają zawodnika na żywo. Trener robi to rzadko. Nim jednak wydam decyzję o transferze, zawsze mam na biurku pismo Jana Urbana i Mirosława Trzeciaka o sensowności sprowadzenia tego piłkarza."

W Wiśle przez lata rządów Cupiała powstał niewydolny twór. Gdy półtora roku temu trener Maciej Skorża chciał kupić Siergieja Kriwca, usłyszał od prezesa Wisły, że o transferze musi zdecydować rada nadzorcza. Zbierała się tak długo, że Białorusin zdążył podpisać umowę z Lechem i znaleźć mieszkanie w Poznaniu. Dziś Kriwiec jest jedną z gwiazd mistrzów Polski.

- Futbol nie lubi demokracji. Musi być ktoś biorący za wszystko odpowiedzialność. Niekoniecznie właściciel czy trener - podkreśla Koźmiński.

Inni uważają, że problem zaczyna się wcześniej, bo w klubach brakuje ludzi potrafiących znaleźć fachowców. Oddanie władzy tym, których zatrudniają, skończyłoby się katastrofą.

- Bogaci Polacy otaczają się ludźmi, z którymi wcześniej pracowali. Przenoszą wiedzę z innych branż na sport, a w futbolu trudniej osiągnąć sukces - mówi Mielcarski.

- Walter bierze tylko tych, który zna i ma do nich zaufanie. Legią rządzi Paweł Kosmala, który wcześniej prezesował w ITI firmie produkującej chipsy ziemniaczane. Skąd on ma wiedzieć, jak buduje się klub piłkarski? - mówi nam osoba znająca biznesmenów inwestujących w polski futbol.

Marek Jóźwiak jest dyrektorem sportowym Legii od pół roku. Choć dostał czas i pieniądze, nie potrafił znaleźć bramkostrzelnego napastnika. Szuka go nadal, mimo że okno transferowe zamknęło się prawie miesiąc temu. Wybiera wśród bezrobotnych, ostatnim jego pomysłem jest Wołodymyr Prijomow, który do maja przez dwa lata nie grał w piłkę.

Dyrektor sportowy Jacek Bednarz przywlókł na testy do Wisły 20 bramkarzy i następcy Mariusza Pawełka nie znalazł. Wydał też 720 tys. euro na średniego Tomasza Jirsaka i zlekceważył wracającego do Polski Tomasza Frankowskiego. Były reprezentant Polski wybrał Jagiellonię i jest dziś czołowym strzelcem ekstraklasy.

Wyjątkiem jest Śląsk, który władzę nad transferami oddał Ryszardowi Tarasiewiczowi. Trener przez lata był jednym człowiekiem w klubie, znającym się na futbolu. Cierpiał jednak przez brak pieniędzy i sprowadzał miernych piłkarzy. Jego drużyna prezentowała się coraz gorzej, więc o dziewiątym miejscu w ostatnim sezonie, dyrektorem sportowym został Krzysztof Paluszek, wcześniej odpowiedzialny za szkolenie młodzieży. Paluszek polityki klubu nie odmienił, Tarasiewicza kilka dni temu zawieszono.

Gdy Solorz przejmował Śląsk działacze chcieli zatrudnić fachowca z Bundesligi. Dziś tak bardzo brakuje w klubie ludzi znających się na futbolu, że gdy piłkarzom nie idzie, szef Rady Nadzorczej Józef Birka, dzwoni po radę do Zbigniewa Bońka.

Zabawka

Kilka lat temu były reprezentant Polski spytał Bogusława Cupiała, ile wydaje na Wisłę. Zaproponował, że za 3 mln zł mniej, osiągnie taki sam wynik w lidze. Gdyby zaoszczędził więcej, mieli się podzielić. Prosił jednak o władzę i czas. Właściciel Wisły odpowiedział, że nie ma mowy, bo musi mieć nad wszystkim kontrolę.

Większość naszych rozmówców podkreśla, że bogaci właściciele traktują kluby jak zabawki, są święcie przekonani, że znają się na futbolu i wiedzą jak osiągnąć w nim sukces. - Wszyscy uważają, że menedżer z zewnątrz, choćby najlepiej wykształcony, to złodziej. Wydaje się im, że nie potrzebują fachowców od spraw sportowych, bo z tym sami sobie poradzą. Zależy im tylko, by w klubie pracował człowiek, pilnujący ich pieniędzy - mówi nasz informator.

Najbardziej spektakularne są wyczyny Wojciechowskiego, który negocjuje kontrakty z piłkarzami, a niezdecydowanym dokłada budowane przez siebie mieszkania. Chce decydować o składzie i taktyce zespołu. Kilka tygodni temu w przerwie meczu wpadł do szatni, zrugał trenera Bakero i skrytykował bramkarza Sebastiana Przyrowskiego.

Walter także wierzy w ręczne sterowanie. Na trenera mianował swojego ulubieńca Dariusza Wdowczyka (jeszcze zanim okazało się, że młody szkoleniowiec na lewo i prawo handlował meczami), w jego gabinecie umowy z klubem przedłużali Jan Urban i Mirosław Trzeciak, to on decydował o transferach niektórych piłkarzy. Zimą sztab szkoleniowy chciał odesłać testowanego Donga Fangzhuo, ale Chińczyk dobrze wypadł w sparingu, który obserwował Walter i podpisał półroczny kontrakt. Wiosną Legia szukała trenera według wzoru nakreślonego przez właściciela, który zażyczył sobie młodego, ale doświadczonego i znającego smak sukcesu Polaka na ławce trenerskiej.

- Właściciele, często kibice, kierują się emocjami. Powinni dać pieniądze i wtrącać się jak najmniej - uważa Mielcarski.

- Właściciele muszą odpowiadać za strategię i o niej decydować, ale do wcielania jej w życie niech zatrudnią fachowców i dadzą czas - Koźmiński.

Znów wyjątkiem jest Solorz, który przez półtora roku od zainwestowania w Śląsk ani razu nie był na stadionie. Trudno nazwać go nieliczącym się z kosztami kibicem, któremu zależy na szybkich sukcesach. Zaplanował, że klub będzie finansowała galeria handlowa, która ma zostać wybudowana obok nowego stadionu. Jego klubem rządzą ekonomiści pilnujący, by wydać jak najmniej i przedstawiciele drugiego współwłaściciela - Urzędu Miasta.

- Polski futbol powinien być wdzięczny, że zainwestowali w niego świetni biznesmeni. Ale żeby osiągnąć sukces, nie wystarczą tylko nowe piękne stadiony, bo na murawie i w szatni wszystko musi być poukładane, jak w ich przedsiębiorstwach. Gdyby dziś przeprowadzić w tych klubach rewolucje i zatrudnić profesjonalistów, wyprowadzenie zespołu na prostą zajmie, w zależności od pieniędzy, co najmniej sezon - mówi Koźmiński.

LEGIA

Sześciu trenerów i trzech prezesów od kwietnia 2004 r., gdy klub przejęło ITI. Najbardziej kosztowne pomyłki: 800 tys. euro na Miroslava Radovicia (dziś rezerwowego), 650 tys. euro na Marcina Burhardta (odszedł za 400 tys. euro do IFK Norrkoping ), 650 tys. euro za Macieja Iwańskiego (wyrzucony do Młodej Ekstraklasy) 600 tys. euro na Bartłomieja Grzelaka (13 goli w lidze przez cztery lata, odszedł za darmo do Sibira Nowosybirsk), 400 tys. euro na Piotra Gizę (Młoda Ekstraklasa), 200 tys. na Mikela Arruabarrenę (przez rok był rezerwowym i odszedł za darmo) i 200 tys. euro na Pancze Kumbeva (nie ma szans na grę).

WISŁA

Przez 12 lat Bogusław Cupiał 22 razy zmieniał trenera. Jego klub dominował w lidze, a w pucharach wygrywał z Schalke i Parmą. Potem Wisła odpadała z norweską Valerengą, gruzińskim Dinamo Tibilisi, estońską Levadią Tallin, a ostatnio azerskim Karabachem Agdam. Rezerwowym Wojciechowi Łobodzińskiemu i Łukaszowi Gargule Wisła płaci po 300 tys. euro rocznie. Przez zespół przewinęły się tuziny miernych piłkarzy jak Beto, Varga, Chiacu, Radovanovic, Barreto, Burns czy Thwaite.

POLONIA

Sześciu trenerów przez dwa lata rządów Józefa Wojciechowskiego. Rok temu wydał 225 tys. euro na Césara Cortésa, 200 tys. na Tamása Kulcsára. Żadnego już w klubie nie ma.

ŚLĄSK

Wagonami ściąga niedoszłe gwiazdy polskiego futbolu. Sebastian Mila, Łukasz Madej, Przemysław Kaźmierczak, Jarosław Fojut i Antoni Łukasiewicz chcieli podbić Europę, ale żadnemu się nie udało. Dziś trudno nazwać ich wybijającymi się piłkarzami polskiej ligi.

Wszystko o Ekstraklasie - znajdziesz na Sport.pl »




Zobacz także
  • 7. kolejka. GKS - Wisła. Chavez i Kuświk Ekstraklasa. Nie ma poprawy w Wiśle
  • Stadion Wisły Kraków. Test oświetlenia Ekstraklasa. Budowa stadionu Wisły opóźnia się jeszcze bardziej
  • Orest Lenczyk wraca do ekstraklasy. Kim jest nowy trener Śląska?