Sport.pl

Bunt w ekstraklasie? Wielka trójka i biedna reszta

Czy lidze grozi rozłam? - Jeżeli Ekstaklasa SA przeforsuje zmianę podziału pieniędzy za prawa telewizyjne, Lech, Legia i Wisła mogą wystąpić z klubowej koalicji - zapowiada Jacek Masiota, reprezentujący w ligowej spółce mistrza Polski.
Kolejny rekord frekwencji  »

Przed dwoma tygodniami ligowa spółka oficjalnie ogłosiła rozpoczęcie procesu sprzedaży praw TV na kolejne trzy sezony, poczynając od następnego. Za poprzednie trzy kluby dostały od Canal+ 360 mln zł. Teraz - jak twierdzą w Ekstraklasie SA - spółka śmiało może się ubiegać nawet o pół miliarda złotych.

To łakomy kąsek dla klubowych budżetów, nic więc dziwnego, że każdy chce dla siebie jak najwięcej. Do tej pory zasada podziału milionów była prosta - 50 proc. dzielono równo między wszystkie kluby ekstraklasy, reszta przypadała klubom w zależności od miejsca w końcowej tabeli oraz tzw. medialności, czyli liczby transmitowanych przez Canal+ meczów. Skutek był taki, że w poprzednich rozgrywkach mistrzowski Lech pokwitował 12 mln, a zespoły z ligowych dołów ok. trzy razy mniej.

Nierówny podział oraz dodatkowo fakt, że dla maluczkich pieniądze z Canal+ stanowią nawet 80 proc. budżetu (dla wielkich 20-30 proc.) - sprowokował owe biedniejsze kluby do pomysłu solidarnego podzielenia między udziałowców całej sumy ze sprzedaży praw TV. Dla wielu z nich, zupełnie nieradzących sobie ze sportowym marketingiem, byłaby to prawdziwa manna z nieba - kasa od stacji telewizyjnych większa niż własne potrzeby. Sytuacja wymarzona - nie trzeba nic robić, a na pokrycie rachunków i tak zawsze jest.

Możni Ekstraklasy, dla których wiązałoby się to z radykalnym spadkiem dochodów, oczywiście mówią: nie. - Nie zgadzamy się na równy podział. To największe kluby przyciągają kibiców i sponsorów - mówi Masiota.

Ale o tym, że w ligowej spółce rzeczywiście narasta bunt, świadczy coraz więcej faktów - choć oczywiście sprawa jest supertajemnicą. Nie sposób wydobyć oficjalne stanowisko od kogokolwiek z PZPN czy małych klubów, oponenci z kolei - głosem Masioty - na razie, jak się wydaje, bardziej ostrzegają, niż podejmują decyzje. Tylko że prawda jest również taka, że już wkrótce wszyscy będą się musieli konkretnie opowiedzieć.

Przed miesiącem podczas wyborów Rady Nadzorczej Ekstraklasy SA (odbywają się co roku, bo co roku dzięki spadkom i awansom zmienia się skład ligi) już pierwszy punkt obrad przyniósł sensację, bo w rywalizacji o przewodniczenie obradom właściciel Widzewa Łódź Sylwester Cacek pokonał faworyzowanego Masiotę, który do tej pory prowadził zebrania rady niemal z definicji. Do RN weszli wówczas przedstawiciele - co jest tradycją - czterech najlepszych klubów z poprzedniego sezonu (Lech, Wisła, Ruch Chorzów, Legia), a także Widzewa i Jagiellonii Białystok plus reprezentujący PZPN Zdzisław Drobniewski z zarządu związku.

I właśnie od tej pory już niemal otwarcie mówi się, że małym klubom pomaga PZPN, który chce przejąć władzę w Ekstraklasie SA. Związek naturalnie zaprzecza, sam Drobniewski enigmatycznie powtarza: - Jestem w Ekstraklasie SA po to, by pomagać wszystkim klubom. Także tym najmniejszym.

Przez cały październik trwały ponoć tajne spotkania zainteresowanych, co ma się skończyć tym, że już w najbliższy piątek właśnie Cacek zostanie przewodniczącym Rady Nadzorczej Ekstraklasy SA. Do końca listopada zaplanowano jeszcze jedną elekcję - nowego prezesa ligowej spółki (wybierze go swoimi siedmioma głosami RN, dlatego tak ważny jest podział sił w radzie). Silne kluby widziałyby w tej roli młodego sprawnego menedżera, niekoniecznie związanego z futbolem, za to z przeszłością w wielkiej firmie. Opozycja ma kilku kandydatów. Na przykład Cacek za głos poparcia w nowym podziale praw TV chciałby prezesury dla wschodzącej gwiazdy w piłkarskim środowisku - Marcina Animuckiego, prezesa Widzewa i członka zarządu PZPN. Swoją drogą najnowszy sojusz właściciela Widzewa ze związkiem wydaje się o tyle dziwny, że przecież obie strony toczą w sądzie spór o ponad 15 mln zł odszkodowania, których Widzew żąda za bezprawne pozbawienie przed rokiem miejsca w ekstraklasie.

Ale Animucki nie jest jedynym, którego rokoszanie ewentualnie widzieliby na stołku. Na nieoficjalnej giełdzie krążą też nazwiska byłego prezesa PZPN Michała Listkiewicza, szefa wydziału zagranicznego związku Janusza Jesionka, kogoś z lobby śląskiego, a nawet zapomnianego już nieco w środowisku, znanego futbolowego pozytywisty Zbigniewa Drzymały. - Owszem, zwracały się do mnie różne osoby. Ostatecznej decyzji jeszcze nie podjąłem - mówi nam były właściciel Groclinu Grodzisk Wlkp.

Nie ma wątpliwości, że Drzymała, mimo posiadania w przeszłości zupełnie innych niż PZPN-owskie biznesowych wizji, byłby w Ekstraklasie SA paradoksalnie spowinowacony bardziej ze stroną związkową. To w końcu jego superośrodek w Grodzisku wybrał niedawno PZPN na oficjalną bazę polskiej reprezentacji podczas Euro 2012...

Beneficjenci dotychczasowego układu sił w ligowej spółce nie na żarty używają argumentu decentralizacji praw TV. Jeśli spółka uchwali nowy podział funduszy, Lech, Legia i Wisła mają spróbować sprzedać prawa na własną rękę. Ich właścicielem do momentu podpisania cesji - co odbywa się już po rozstrzygnięciu przetargu - są właśnie kluby, formalnie nie ma więc żadnych przeszkód, by którykolwiek z nich nie wszedł w porozumienie zawarte przez Ekstraklasę SA.

Publicznym sekretem jest w całej sprawie wiodąca funkcja Andrzeja Placzyńskiego, którego firma Sportfive kupiła półtora roku temu za grube dziesiątki milionów złotych od PZPN wszelkie prawa dotyczące reprezentacji Polski, ale która w przypadku praw TV klubów musiała ustąpić niemieckiej firmie UFA Sports. W wiosennym głosowaniu RN Ekstraklasy SA oferta Sportfive - jak twierdzi Placzyński o 30 proc. lepsza - przegrała. A jest się o co bić, bo nawet kilkuprocentowa prowizja od 500 mln zł to nadal olbrzymie pieniądze.

Placzyński jest też podobno zwolennikiem teorii, że kluby zrzeszone w Ekstraklasie SA powinny współpracować z PZPN. Wielkie kluby nie mają szans, bo są trzy, a tamtych jest 13 - to pogląd dominujący w tej chwili na ligowych nizinach.

Ale Lech, Legia i Wisła (ta ostatnia najmniej wyraziście, jej właściciel Bogusław Cupiał nie jest ponoć tak zdeterminowany jak pozostała dwójka) ostro protestują przeciw urawniłowce. Masiota zapowiada, że wielka trójka nie przystąpi do porozumienia zawartego w wyniku przetargu, niezależnie od tego, jakie by było. Ale też dyplomatycznie argumentuje: - Nie chcemy tego robić, bo uważamy, że tylko centralizacja praw zapewni zyski i bogatym, i biednym. Z kolei decentralizacja będzie bardziej niekorzystna dla małych niż dla dużych klubów. Kompromis byłby najlepszy, możemy jednak nie mieć wyjścia.

W środowisku pojawiają się pogłoski, że ITI (właściciel Legii i TVN) już oferuje tym trzem klubom 90 mln zł rocznie do podziału za wyłączność na transmisje. Tymczasem Sportfive zapowiada, że... ucieszy się z takiego rozwiązania, bo to oznacza, że znajdą się na wolnym rynku i będzie można zarabiać na prowizjach za każdym razem. - Gdybym był bezwzględnym biznesmenem, byłbym za decentralizacją. Ale tego nie będzie, bo klubom to się nie opłaca na dłuższą metę - miał stwierdzić Placzyński.

Przetarg na prawa do ligi 2011-14

1. Pakiet pierwszego wyboru

Stacja ma w każdej kolejce dwa mecze - wybiera jako 1. i 4. w kolejności

2. Pakiet drugiego wyboru

Stacja wybiera dwa mecze - jako 2. i 3. w kolejności.

3. Pakiet szeroki

Stacja pokazuje wszystkie pozostałe mecze, czyli 5.-8. w każdej kolejce

4. Magazyn podsumowujący kolejkę

Skierowany do stacji kodowanej. Odpowiednik obecnej "Ligi+ Ekstra" w Canal+

5. Pakiet dla stacji otwartej

Prawdo do relacji czterech hitów w sezonie plus magazyn ze skrótami w poniedziałek, relacja z Superpucharu Polski.

6. Pakiet News Access

Prawo do migawek w programach informacyjnych.

7. Pakiety internetowe i do telefonii mobilnej.

Układ sił na rynku

Canal+

Tradycyjnie najbardziej zdeterminowana do zakupu praw do ligi, bo ewentualna utrata może spowodować wycofanie się 200-300 tys. abonentów. Nie za bardzo podoba jej się podział pakietów "na żywo" (1-3) zaproponowany przez UFA Sports, bo żeby zachować ekskluzywność, będzie musiała starać się o wszystkie naraz oraz magazyn. Trzy lata temu za prawa do pokazywania ligi zapłaciła 360 mln zł, ale podzieliła się potem sublicencją z Orange Sport.

ITI

Koncern Mariusza Waltera jest właścicielem Legii Warszawa i chciałby pokazywać przede wszystkim mecze swojego klubu. Docelowo właścicielom marzy się stworzenie kanału Legia TV. Mając prawa do spotkań Legii, mogliby go zacząć tworzyć, a tymczasowo pokazywać mecze w nSport. Zainteresowani pakietem nr 1 oraz migawkami dla TVN 24.

Polsat

Zygmunt Solorz jest właścicielem Śląska i teoretycznie powinien być zainteresowany pakietem nr 2 (nr 1 zostawiłby Walterowi i Legii). Ale stacja oszczędza i może nie chcieć jeszcze wydawać na będący w budowie klub wielkich pieniędzy. Jej oferta nie musi więc spodobać się Ekstraklasie. Ostatnio sporo mówi się o zbliżeniu Polsatu z Canal+ (ich platformy cyfrowe wymieniły się kanałami), które miałoby na celu wyniszczenie ITI (platforma N). Być może stacje wystąpią więc w przetargu jako sojusznicy. Wówczas Canal+ oddałby np. Polsatowi mecze Śląska.

Orange

Czyli tak naprawdę Telekomunikacja Polska SA. Orange Sport i Orange Sport Info pokazują ligę od trzech lat i są zadowoleni (bardzo wzrosła oglądalność). Ostatnio Orange podpisało porozumienie z ITI, co może oznaczać sojusz w walce o prawa. Ale niektórzy znawcy rynku twierdzą, że porozumienie z ITI nie obejmuje ligi i Orange ze względu na francuskie korzenie wciąż bliżej ma do Canal+. Zainteresowana może być szerokim pakietem "na żywo" (3), ale też jednym z pakietów wyższego wyboru (1, 2). Na pewno interesuje ją też magazyn, bramki oraz wszystko związane z internetem i telefonami.

TVP

To głównie z myślą o niej zaprojektowany jest pakiet nr 5. TVP ma pakiet w podobnym kształcie od trzech lat (pokazuje ligowe hity i niedzielny magazyn). Pytanie tylko, czy spadająca oglądalność (hity ogląda po 1,2 mln ludzi, a dwa lata temu było ich ponad 2 mln) oraz problemy finansowe stacji przełożą się na ofertę akceptowalną przez kluby.

Sojusze

Mówi się, że Orange i ITI idą razem, bo podpisali umowę o współpracy, ale ludzie ze środowiska medialnego twierdzą, że to nie obejmuje sportu i relacji ligowych. Tam może przetrwać stary sojusz Orange i Canal+.

Na rynku plotkuje się też o tym, że Canal+ i Polsat chcą działać razem przeciw ITI - mogłoby o tym świadczyć m.in. to, że niedawno platformy cyfrowe C+ i N wymieniły się kanałami. Na Cyfrze można np. oglądać od niedawna Polsat.

Głównym graczem w przetargu wciąż ponoć będzie jednak C+, bo to jedyna stacja, dla której liga jest produktem z gatunku "być albo nie być". ITI nie będzie jeszcze gotowy, by wyłożyć takie pieniądze, jakie będzie miał do dyspozycji C+.

Wszystkie newsy i wideo z ekstraklasy na ekstraklasa.tv »


Więcej o: