Sport.pl

Ekstraklasa. Wspaniały Radović, zwycięska Legia

Dwa świetne dośrodkowania z rzutów wolnych Tomasza Kiełbowicza dały Legii zasłużone zwycięstwo z Górnikiem. Po trzeciej wygranej z rzędu drużyna Macieja Skorży awansowała na czwarte miejsce w lidze. W sobotę podejmuje lidera z Białegostoku
Legia zaczyna przypominać grupę rozumiejących się piłkarzy. Na boisku widać wreszcie efekty pracy 38-letniego szkoleniowca. Na początku sezonu Skorża barwnie opowiadał, jak ma grać drużyna, ale na boisku panował nieopisany bałagan. I warszawiacy przegrali pięć z siedmiu meczów! 2 października na Łazienkowskiej upokorzyła ich Lechia, wygrywając 3:0.


Cierpliwość właścicieli była na wyczerpaniu. Ale od tamtej pory, licząc wszystkie rozgrywki i mecze towarzyskie, Legia wygrała osiem razy. Trener na tyle przekonał do siebie właścicieli, że przynajmniej do czerwca może być spokojny o posadę. Ma za zadanie awansować do europejskich pucharów. Zimą drużynę wzmocni dwóch-trzech zagranicznych zawodników - poszukiwania trwają, obejmują Afrykę, Amerykę Południową, Bałkany i Skandynawię. Tym razem jednak szkoleniowiec jeździ oglądać zawodników osobiście - z sześciu sprowadzonych latem widział tylko obecnego kapitana, czyli Serba Ivicę Vrdoljaka. Cabral, Mezenga, Antolović i Kneżević rozczarowują, dlatego Skorża musi radzić sobie z tymi, którzy ocaleli w trakcie letniej rewolucji kadrowej.

We wrześniowym sparingu z Legionowią Skorża po raz pierwszy ustawił za napastnikiem Miroslava Radovicia. Jak się dziś okazuje, była to trafna decyzja. Skreślony przez wielu 26-letni Serb błyszczy niemal w każdym meczu. Jest w Legii od lipca 2006 roku, kosztował 800 tysięcy euro, ale - jak ostatnio powiedział Skorża - "każdy kolejny sezon miał na Łazienkowskiej gorszy".

Półtora roku temu wydawało się, że odejdzie. Podpisał jednak nowy kontrakt. Teraz wydawało się, że długo nie wstanie z ławki rezerwowych. Tak by było, gdyby sprowadzeni latem piłkarze grali na miarę oczekiwań. Na boisko Serba wypchnęły marne wyniki i słaba postawa zastępców. - Przed sezonem przepowiedziałem Miro, że będzie miał najlepszy sezon w Legii. Nikt na niego nie liczył, zeszło z niego ciśnienie. Presja i wymagania spadły na innych. Zaatakował z drugiego planu i się sprawdził - mówił nam tydzień temu Serb Aleksandar Vuković, były kapitan Legii, obecnie zawodnik Korony. Dziś ciężko sobie wyobrazić zespół Skorży bez Radovicia, który po zmianie miejsca na boisku stał się bardzo pożyteczny dla zespołu. Kiedy schodzi ze skrzydła do środka i dostaje piłkę, nie traci jej, nie przewraca się - jak kiedyś - przy byle okazji. Potrafi za to minąć trzech rywali, bierze na siebie odpowiedzialność za rozegranie, wychodzi do prostopadłych podań. Tak właśnie spisywał się w spotkaniu z Górnikiem.

- W niedzielę "Rado" miał nie być typowym lewoskrzydłowym, tylko schodzić do środka z piłką przy prawej nodze - opowiadał Skorża o ustawieniu Serba w spotkaniu z drużyną Adama Nawałki. - Jego pozycję miał dublować Tomek Kiełbowicz. Radović zawsze imponował mi spokojem na połowie rywala, kiedy ma piłkę, nie panikuje i potrafi panować nad emocjami. Świetnie radzi sobie w tłoku. Choć robię to rzadko, chciałem wyróżnić go za mecz z Górnikiem. Grał wspaniale.

W tłoku Serb świetnie poradził sobie w 85. minucie, kiedy kopniętą przez Kiełbowicza piłkę wpakował do bramki Górnika. Gol przywrócił warszawianom nadzieję, bo Legia przegrywała i - mimo okazji - nie potrafiła strzelić gola. Doskonałych szans nie wykorzystał m.in. Michał Kucharczyk, strzał Radovicia instynktownie obronił Stachowiak. Skrzydłowy Manu wyprzedzał rywali, ale kiedy pozostawało mu już tylko podać piłkę koledze, zawodził. Szybkiemu jak wicher Portugalczykowi brakowało precyzji i wyrachowania pod bramką zabrzan. Ale to on - wraz z Radoviciem - był najczęściej faulowany.

Przez długi czas niewiele z kopnięć z leżącej piłki wynikało, choć w tym sezonie jest to najgroźniejsza broń legionistów. - Ile czasu na treningach poświęcamy ćwiczeniom wolnych i rożnych? Tyle, ile potrzeba - uśmiechał się na konferencji prasowej Skorża, bo zwycięski gol strzelony w ostatniej minucie także padł po dośrodkowaniu z wolnego. Kiełbowicz kopnął w pole karne, Astiz dotknął głową piłki, z bliska do siatki wpakował ją Bruno Mezenga. To drugi gol wypożyczonego z Flamengo Brazylijczyka w końcówce spotkania - na 2:1 trafił także w spotkaniu z Lechem. Warszawska drużyna po raz czwarty w sezonie strzeliła decydującego gola w ostatnich pięciu minutach.


- Zabrakło nam sił, Legia dominowała pod koniec - przyznał bramkarz Górnika Stachowiak. Trener Adam Nawałka narzekał, że trzech ukaranych kartkami zawodników nie zagra w następnym meczu ligowym z Polonią Bytom. Zabrzanie, którzy w ostatnich tygodniach pokonali u siebie mistrza i wicemistrza kraju, nie pokazali przy Łazienkowskiej nic specjalnego. Głównie przeszkadzali, bronili się na własnej połowie, rzadko próbując stwarzać okazje. Bramkę zdobyli po fatalnym błędzie Jakuba Rzeźniczaka, który w 53. minucie przegrał jedyny w meczu pojedynek indywidualny pod swoim polem karnym.

Więcej o: