Sport.pl

Daleko od ok

Zielono mi. Felieton Rafała Zarzyckiego
W meczu Legia - Górnik nie podobali mi się ani gospodarze, ani goście. Drużyna z Warszawy zagrała gorzej niż z Widzewem i Koroną. Na miejscu trenera nie popadałbym w euforię po czterech zwycięstwach, tylko dokładnie zastanowiłbym się, co zrobić, by drużyna funkcjonowała lepiej. Według mnie Legia prezentuje tylko 30 proc. swojego potencjału. Drużyna potrafi grać naprawdę dobrze, o czym świadczą początki w Łodzi i Kielcach. Ma jednak problem z psychiką. Pokazuje pełnię swoich możliwości dopiero wtedy, gdy jest przyparta do muru, kiedy nie ma już nic do stracenia. Uważam, że takich murarzy jak Górnik Legia powinna rozbijać w pierwszych 20 minutach, a nie w czterech ostatnich.

Myślę, że popełniono błąd w przygotowaniach. Źle dobrano sparingpartnerów. Błędnie założono, że drużyna "sklei się" szybko i bez kłopotu. To nie przypadek, że Legia zaczęła odnosić zwycięstwa po kilku sparingach ze słabszymi drużynami. Po prostu piłkarze dostali zastrzyk pewności siebie. Mogli spokojnie poznawać się wzajemnie, bez presji wyniku. Tymczasem przed sezonem tego nie mieli. Pojechali do Francji grać z silnymi, a ostatni mecz sparingowy rozegrali z Arsenalem. To byłoby dobre, gdyby drużyna odniosła w zeszłym sezonie jakiś sukces, a dołączyłoby do niej najwyżej dwóch, może trzech nowych graczy. Tymczasem zespół był rozbity, napiętnowany brakiem awansu do europejskich pucharów, a w składzie przeprowadzono rewolucję. Na dodatek odszedł najlepszy piłkarz, czyli Jan Mucha. Nowej Legii nie dano czasu, by mogła poczuć się silna. A ta drużyna wbrew pozorom jest silna.

Fatalny start spowodował, że analitycy zaczęli nerwowo zbierać dane. I co się okazało? Taki Mezenga nie gra w Legii na swojej pozycji. To powinien być ten z dwójki napastników, który gra dalej od bramki przeciwnika. Tymczasem jeśli grał, to na szpicy. Nie zdziwmy się, że jak odejdzie niebawem z Legii, to nagle się okaże, że znowu zaczął strzelać. Młodziutki Antolović od razu dostał na plecy ciężki worek z odpowiedzialnością. Gdyby grał w sparingach wysoko wygrywanych przez zespół, być może byłby pewniejszy. Wiele by się nie nauczył, ale zaoszczędzono by mu upokorzeń. Nie rozumiem, czym kierowano się, pozyskując Cabrala, chociaż daleko mi do tego, by nazwać go słabym piłkarzem. Na szczęście eksplodowali Radović, Kiełbowicz, Komorowski i Kucharczyk. Wraca do formy Szałachowski (czy to aby dobry pomysł, by faceta, który strzela dwie bramki, sadzać na ławie?). Jestem przekonany, że i Iwański nie powiedział ostatniego słowa. Mimo braku Chinyamy i Choto Legia ma wciąż szanse na to, by uratować sezon. Potrzeba odrobiny wiary i pełnej mobilizacji już do końca rundy. Trener Skorża nie zrobił zbyt wiele, bym mu ufał jako kibic. Zaczynam jednak zauważać pewne pozytywy. Po pierwsze, Legia zdobywa bramki po stałych fragmentach. Po drugie, walczy do końca. Po trzecie, błyszczą formą piłkarze, na których nikt nie liczył.

Oglądając Daniela Sikorskiego, myślałem o jego ojcu. O tym, że nie miał tak wspaniałego dopingu. Dzisiaj kibice mocniej wspierają drużynę. Tylko czy dostaną to, na co zasługują? Na własne oczy widziałem, jak Witold Sikorski strzelał bramkę Interowi. Jak jeden z najlepszych bramkarzy świata Walter Zenga ani zipnął. Mam co wspominać. Czy ci, którzy dzisiaj zdzierają gardła przez 90 minut, też będą mieli takie wspomnienia? Czy zobaczą ukochany klub walczący z najlepszymi, czy jedynie wymęczone zwycięstwa nad drewnianymi Górnikami i Cracoviami? Legia zaczęła grać ostatnio ciut lepiej. Ale wciąż jest cholernie daleko od OK.