Sport.pl

Jeszcze za wcześnie

Zielono mi. Felieton Rafała Zarzyckiego
Po meczu z Jagiellonią przeprowadziłem całkiem interesującą dyskusję na temat trenera Skorży. Nie ukrywam, że byłem jego wyborem mocno rozczarowany. Nie ukrywam, że liczyłem na kogoś z Niemiec, Holandii albo Skandynawii. I wcale nie dlatego, że nie jestem patriotą. Po prostu poprzednicy Skorży wywodzący się z naszego kraju niczego nie osiągnęli. Ostatnim trenerem, który potrafił nadać Legii jakiś charakter, był Dragomir Okuka. Za jego czasów drużyna była w stanie zlać Utrecht czy powalczyć z Schalke.

O Skorży złośliwi przedstawiciele środowiska piłkarskiego mówią, że jest w stanie odnosić sukcesy (krajowe), tylko jeśli ma obok siebie jakiegoś sierżanta, który odwala za niego czarną policyjną robotę. Sierżant jest złym policjantem, a Skorża dobrym. W Amice złym miał być Maciej Szczęsny, w Groclinie - właściciel klubu Drzymała, a w Wiśle - Jacek Bednarz.

Początek w Legii zdawał się potwierdzać tę teorię. Nie było sierżanta, nie było wyników. I kiedy wydawało się, że nic nie będzie w stanie zapobiec katastrofie, to Skorża jednak drużynę zaczął wyprowadzać na właściwe tory. Nie da się ukryć, że nie bał się podjąć straszliwego ryzyka, aby sytuację ratować. Tę odwagę należy docenić. Nie interesuje mnie, czy to boiskowe i poza boiskowe decyzje były aktem desperacji, czy przemyślaną strategią. Najważniejsze, że drużyna zaczęła wygrywać. Podoba mi się u Skorży to, że przy nim piłkarze zaczynają się odradzać. Radović, Komorowski, Kiełbowicz przeżywają renesans formy. W przypadku Serba nie jest prawdą, że gra tak dobrze jak wtedy, kiedy pojawił się w Legii. On gra znacznie lepiej!

Dyskusja, o której wspomniałem na początku, polegała z grubsza na próbie odpowiedzi na pytanie, czy jednak Skorża okaże się trenerem na miarę "Wielkiej Legii", czy polegnie i czekają nas długie lata trenerów z zagranicy. Szczególnie, że będzie nas na nich stać. Moim zdaniem, nawet jeśli Skorża zakończy tę rundę dobrze, to i tak trzeba się będzie wstrzymać z ewentualną euforią. Pan Maciej ma bowiem ostatnimi laty pecha do przerw w rozgrywkach. Jak zaczął jesień, widzimy w tabeli w pozycji porażki, wiosną został wyrzucony z Wisły właśnie z powodu słabego startu, a zeszłą jesień sumuje jedno słowo - Levadia. Dlatego wstrzymajmy się z ocenami przynajmniej do końca marca.