Sport.pl

Ekstraklasa. Legia znów kibolska

Komisja Ligi zamknęła trybunę stadionu Legii, z której podczas niedzielnych derbów kibole rzucali na boisko race i chóralnie bluzgali. Klub zapewnia, że zrobił wszystko co w jego mocy, ubolewa, zapowiada kary, ale oczekuje też od kiboli, że ci zrobią porządek we własnych szeregach.
- To konieczna prewencja, nie chcieliśmy, by np. dopiero w czwartek, a więc dzień przed meczem (w piątek Legia gra w Warszawie ze Śląskiem Wrocław), klub stanął przed sytuacją, w której zamknięto by mu trybunę - mówi rzecznik Ekstraklasy SA Adrian Skubis.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że takie postawienie sprawy oznacza, iż komisja ligi na pewno nie cofnie zamknięcia trybuny (określi tylko termin), dołoży też prawdopodobnie karę finansową.

- Nie chcę wpływać na decyzję Komisji Ligi, bo to ciało niezależne. Wydaje mi się jednak, że Legia dostanie największą karę w tym sezonie. Bluzgi i obraźliwe przyśpiewki z obu stron, bo poloniści też rzucali "k...mi", były właściwie przez cały mecz. Zaczęły się na pół godziny przed spotkaniem. Wszystko opisałem w raporcie, z wyszczególnieniem minut, w których je wznoszono - opowiada Mirosław Starczewski, delegat PZPN na mecz.

- Przed meczem dyrektor ds. bezpieczeństwa Legii Bogusław Błędowski poprosił mnie, byśmy razem obejrzeli transparenty, które chcieli rozwiesić kibice. Zaznaczam jednak, że to on podejmuje decyzję, ja mogę wyrazić tylko swoje zdanie i opisać sprawę w raporcie. Gdy powiedziałem, że według mnie flaga "ukochane miasto Lwów" nie powinna zawisnąć na trybunach, bo nie ma nic wspólnego z meczem, człowiek przedstawiający się jako wiceprezes stowarzyszenia kibiców Legii powiedział, że jestem chory na głowę i powinienem się leczyć.

Nie pozwoliłbym także na rozwieszenie transparentu "Jedna jest siła w tym mieście. To potęga, a wy kim jesteście?". Uważam, że jest prowokujący i przekazałem to Błędowskiemu. Gdy transparent rozwieszono nie chciałem przerywać meczu, bo uznałem, że próba jego ściągnięcia mogłaby zrobić więcej złego niż dobrego - mówi delegat PZPN.



- Niestety, można było mieć bardzo duże zastrzeżenia do działania służb porządkowych na północnej trybunie. Kibice Legii nie byli przeszukiwani tak starannie, jak kibice Polonii, którzy musieli nawet ściągać buty, żeby pokazać, czy nic w nich nie chowają. Prawdopodobnie race mogły zostać przyniesione na stadion jeszcze przed meczem i gdzieś przechowane. Podejrzewam, że do ich wniesienia na trybunę użyto masztów od flag i transparentów.

- Samych petard hukowych było ponad 30. Nie tylko w samej końcówce meczu, kilka wybuchło znacznie wcześniej, a trzy już po tym, jak sędzia przerwał i ponownie wznowił mecz. Jeszcze więcej było rac dymnych i świetlnych.



- Pod koniec meczu, kiedy kierownictwo Legii już wyszło, piłkarze podbiegli do kibiców i najpierw krzyczeli wspólnie "Kto jest Mistrzem? Legia!", co było w porządku, ale potem padło: "Polonia K, Polonia S, Polonia starą k... jest" i inne bluzgi. Piłkarze uczestniczyli w tym, a potem jeszcze klaskali. Skandaliczne zachowanie. Szkoda, że szefowie klubu tego nie widzieli. Piłkarz Manu trzymał podczas tych bluzgów na rękach małe dziecko. Też napisałem to w raporcie - kończy Mirosław Starczewski.

Zarząd Legii do lata ubiegłego roku przez wiele miesięcy stosowała twardą politykę wobec kiboli łamiących regulaminy i obrażających właścicieli klubu. Nie mając pomysłu na zapełnienie nowego stadionu, pod presją warszawskich polityków poszedł na daleko idące ustępstwa i dogadał się z kibolskim stowarzyszeniem. Wczoraj dopiero o godz.16 szefowie Legii wydali oświadczenie.

"Jako organizatorzy spotkania dołożyliśmy wszelkich starań, aby wszyscy uczestnicy niedzielnej imprezy czuli się na stadionie bezpiecznie. Żałujemy, że chuligańskie wybryki kładą się cieniem na ogólnym obrazie przebiegu meczu i przekładają na negatywny sposób postrzegania ogółu naszych kibiców" - piszą władze klubu.

Jeśli zapis z monitoringu stadionowego pozwoli zidentyfikować osoby łamiące regulamin, mogą one być ukarane zakazami klubowymi. Materiał wideo zostanie też przekazany policji, która po ustaleniu tożsamości osób naruszających prawo, będzie kierowała sprawy na drogę sądową.

- Oczekujemy od Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa przedstawienia oficjalnego stanowiska w sprawie niedzielnych wydarzeń. Zgodnie z treścią zawartego latem ubiegłego roku porozumienia pomiędzy klubem i SKLW, domagać się będziemy podjęcia wobec grup kibicowskich wchodzących w skład stowarzyszenia konkretnych działań, mających na celu wyeliminowanie naruszeń porządku, do których doszło podczas meczu z Polonią. Przypominamy jednocześnie, że zgodnie z zapisami wspomnianego porozumienia, SKLW zobowiązało się do ponoszenia konsekwencji finansowych z tytułu kar orzekanych wobec Legii za niewłaściwe zachowanie kibiców i łamanie regulaminów PZPN i Ekstraklasy SA - czytamy w oświadczeniu.

Więcej o Ekstraklasie na Sport.pl »


Więcej o: