Sport.pl

Ekstraklasa. Ósma porażka Legii. Tym razem przeszkodziła murawa...

- Nie wątpię, że jesteśmy lepsi niż w jesiennym meczu z Bełchatowem - zachwalał w piątek swój zespół trener Maciej Skorża. - Mamy problem - rzucił po niedzielnym spotkaniu. Legia przegrała z GKS 0:2. Znów. A miała walczyć o mistrzostwo...

Wcześniej trener ludzi, którzy we wtorek awansowali do półfinału Pucharu Polski, tryskał optymizmem. Choć tydzień temu przy Łazienkowskiej Legia przegrała ze Śląskiem, przekonywał, że drużyna gra dużo lepiej niż jesienią, że potrafi się utrzymać przy piłce na połowie rywala i umiejętnie buduje atak pozycyjny.

A do Bełchatowa przywiózł ludzi, którzy nie wiedzą, co zrobić z dwukrotną przewagą w posiadaniu piłki.

Jeśli zimą warszawiacy rzeczywiście ćwiczyli natarcia pozycyjne, to wczoraj wszystko pozapominali. Ich akcje nie miały żadnej płynności. Obrońcy, zamiast rozegrać piłkę z pomocnikami, kopali byle dalej. 35 dośrodkowań, które poszybowały w pole karne bramki bronionej przez Łukasza Sapelę, nie sprawiło mu problemów. - Na tym boisku jedyna słuszna taktyka to długa piłka pod pole karne rywala - narzekał wczoraj na murawę Skorża. Gospodarzom przeszkadzała mniej. Zagrali na niej lepiej o dwa gole.

W 26. minucie goście powinni prowadzić. Michal Hubnik, który jeszcze w piątek miał nie zagrać, bo bolał go mięsień uda, popędził za piłką w pole karne, gdzie został potrącony przez bramkarza GKS. Ivica Vrdoljak strzelił już w tym sezonie trzy gole z rzutów karnych, ale tym razem uderzył lekko i w środek bramki.

Niedługo potem Tomasz Wróbel podał Marcinowi Żewłakowowi, który strzelił pod nogami wybiegającego z bramki Wojciecha Skaby. To piąty gol byłego reprezentanta Polski w sezonie. Poprzednie (dwa) strzelił jesienią przy Łazienkowskiej.

Napastnikowi GKS niespecjalnie przeszkadzali obrońcy Legii. Ale w 90. minucie Maciej Małkowski zwyczajnie ich ośmieszył. Jakub Rzeźniczak nie zaatakował przyjmującego podanie rywala, który łatwo ograł Inakiego Astiza oraz Marcina Komorowskiego i kopnął piłkę do bramki. Hiszpański obrońca, kiedyś w ekstraklasie bardzo się wyróżniający, zagrał wiosną trzeci mecz, w którym spóźnienia, niecelne podania i kiksy zdarzały mu się raz za razem.

- Mieliśmy swoją szansę. Niewykorzystanie rzutu karnego było punktem zwrotnym - ocenił Skorża. Gdzie trener Legii dostrzegł punkt zwrotny nie wiadomo, bo Legia grała przez 90. minut jednostajnie, biła głową w mur. W drużynie nie widać jakości, która pozwalałaby marzyć o europejskich pucharach. Żaden z trzech zmienników, którzy w drugiej połowie weszli na boisko (Cabral, Ogbuke, Szałachowski), ani przez moment tego nie zmienił.

- Nie wiem, co się dzieje. Przed przerwą chcieliśmy zdobyć bramkę, aby kontrolować sytuację. Po tej porażce najbliższe dwa tygodnie będą do d... - powiedział po meczu portalowi Legia.com Ariel Borysiuk. Cały dorobek gości w drugiej połowie, gdy walcząca o tytuł drużyna powinna nękać rywala w każdej minucie, to dwa niecelne strzały, w tym zawstydzające uderzenie Radovicia z dziesięciu metrów nad poprzeczką.

W czterech wiosennych kolejkach Legia zdobyła cztery punkty. Więcej niż osiem porażek w lidze ma na koncie tylko ostatnia w tabeli Cracovia (11), ale krakowianie wygrali dwa ostatnie mecze, nie tracąc bramki. Legia dwa razy z rzędu przegrała.

26 - bramek straciła w 19 kolejkach Legia

9 - tyle straciła po 19 kolejkach ubiegłego sezonu

Kibice Legii przepraszali kiboli po porażce z GKS-em »


Więcej o: