Ekstraklasa. Wielkie ćwierćfinały Legii

W niedzielę minęło 20 lat od zwycięskiego dwumeczu Legii z Sampdorią Genua w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów i 15 lat od przegranego ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Panathinaikosem Ateny. Sukcesów Legii nikt w Polsce od tamtej pory nie powtórzył.
Jak się walczy z murawą? Czytaj na blogu Głód piłki »

- Italia jest zszokowana tym, że Sampdoria została wyeliminowana przez drużynę z Polski. Po drugiej bramce Kowalczyka komentator telewizji włoskiej zamilkł i przez dłuższą chwilę nie był w stanie powiedzieć ani słowa - mówił "Gazecie" po meczu 20 marca 1991 r. Zbigniew Boniek.

Narodziny gwiazdy

- Po skromnej wygranej w Warszawie mamy nadzieję, niewielką, ale przecież o to w sporcie chodzi. Miejmy ją więc, dopóki mieć nadzieję się da - rozpoczął telewizyjny komentarz do rewanżowego meczu Legii z Sampdorią Andrzej Szeląg.

Legii nikt nie dawał szans na zwycięstwo, choć w pierwszym meczu sensacyjnie ograła Włochów 1:0. Zespół z Genui bronił wtedy Pucharu Zdobywców Pucharów, bił rywala za rywalem w najsilniejszej wówczas lidze świata - Serie A. W sezonie 1990/91 zdobył jedyne do tej pory mistrzostwo Włoch, rok później zagrał w finale Pucharu Europy. W ataku bramki strzelali legendarny Gianluca Vialli i obecny trener Manchesteru City Roberto Mancini.

Tymczasem Legia grała w lidze fatalnie. Pokonanie Sampdorii w pierwszym meczu było jej jedynym marcowym zwycięstwem. Przez cały sezon wygrała w lidze tylko osiem meczów i skończyła na dziewiątym miejscu. W 30 meczach strzeliła tylko 24 gole, czyli tyle, ile w 19 kolejkach obecnego sezonu zespół Macieja Skorży, który przecież rozczarowuje. Niewiara w awans była tak duża, że po wylosowaniu Sampdorii działacze weszli do szatni i powiedzieli piłkarzom, żeby sami zaproponowali wysokość premii. Potem każdemu z piłkarzy wypłacono po 14 tys. dol.

W dodatku zimą Legia straciła gwiazdę. Do Galatasaray Stambuł odszedł Roman Kosecki. Choć turecki zespół znaczył wtedy w Europie mniej niż Legia, po Koseckiego przyleciał prywatny samolot, negocjacje trwały dwa dni, a na lotnisku w Stambule witało go 20 tys. kibiców. - To duże osłabienie - narzekał trener Władysław Stachurski. Koszulkę z numerem 10 po Koseckim dostał 19-latek z Poloneza Warszawa Wojciech Kowalczyk.

- Po jednym sprawdzianie stwierdziliśmy, że jest potrzebny w Legii. Okazało się, że trafiliśmy w dziesiątkę. Sprawdza się niemal w każdym meczu. Duża skuteczność, strzela bramki. Ma sporo braków, jest jeszcze mało doświadczony, gra jednak bez kompleksów bez względu na klasę przeciwnika - oceniał Kowalczyka Stachurski.

19-latek zagrał w pierwszym meczu w Warszawie (w 10. minucie zmienił kontuzjowanego Andrzeja Łatkę) i zmarnował dwie doskonałe okazje. Trafił za to Dariusz Czykier, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego. Przed rewanżem spodziewano się jednak, że z Genui warszawiacy wrócą z workiem goli.

Dzięki Kowalczykowi stało się inaczej. - Pierwszy mecz nie był wybitny, za to w rewanżu legioniści zagrali wielkie spotkanie, zwłaszcza obrońcy i bramkarz - oceniał na gorąco Boniek. Szczególnie chwalono stojącego między słupkami Macieja Szczęsnego, który bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach. Ale bohaterem był młody Kowalczyk, tym razem grający w pierwszym składzie.

"Ten stadion to było to - świetne miejsce, aby przedstawić się ludziom. Dzień dobry, nazywam się... - powiedziałem w 19. minucie meczu, gdy minąłem trzech makaroniarzy i nie dałem szans Pagliuce na interwencję... - ...Wojciech Kowalczyk - dodałem zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy" - napisał potem w autobiografii piłkarz. To były jego pierwsze gole w Legii. I jedne z najważniejszych w historii warszawskiego klubu.

Sampdorii nie pomogły ani dwa gole strzelone w końcówce, ani czerwona kartka dla Szczęsnego, którego w ostatnich minutach między słupkami zastąpił obrońca Marek Jóźwiak. Wynik 2:2 dał gościom awans do półfinału, gdzie lepszy okazał się Manchester United (1:3, 1:1).

Lodowodotrocinobreja

Pięć lat później Legia po pasjonującej walce w rundzie grupowej Ligi Mistrzów, w której pokonała m.in. mistrza Anglii Blackburn Rovers, awansowała do jednej czwartej finału. W tamtych czasach zgodnie z nazwą w pucharze grali sami mistrzowie. Polacy trafili na Greków - Panathinaikos Ateny. Pierwszy mecz zaplanowano w Warszawie.

Legioniści przygotowywali się na trzech zgrupowaniach, w tym dwóch zagranicznych (we Włoszech i na Korsyce). Nie obyło się bez finansowych kłopotów. W lutym piłkarze odmówili wyjścia na trening, bo nie dostali premii za jesienne mecze w pucharach. Sprawę rozwiązała rozmowa rady drużyny i trenera Pawła Janasa z szefem klubu, generałem Zygmuntem Skuzą. Oraz pożyczka bankowa zaciągnięta przez klub. Pod koniec lutego piłkarze wrócili z Francji do Polski. I trafili w błoto.

- Po treningu każdy z nas wyglądał, jakby wyszedł z obory, tyle było na nim tej mazi. Były pomysły, żeby mecz z Panathinaikosem rozegrać w Wiedniu czy Berlinie. Ale wszyscy chcieliśmy grać w Warszawie - wspomina Cezary Kucharski. Zapowiedź meczu Gazeta zatytułowała: "Lodowodotrocinobreja". Tak wyglądało boisko, na którym rozegrano ćwierćfinał Ligi Mistrzów.

Walka z murawą przypominała grecką tragedię. Przez tydzień przed meczem poddawano ją skomplikowanym zabiegom. Warstwę lodu z mizernym skutkiem kruszył łopatami zastęp 30 żołnierzy. Wspomógł ich 12-tonowy ciągnik, ale się zepsuł. Niewiele pomogły też dmuchawy pożyczone z lotniska. Klub wynajął specjalistyczną firmę, która wysypała 5 ton soli. Lód się stopił, ale boisko zamieniło się w bajoro. Dwa dni przed meczem znów ściął mróz, więc po raz drugi do roboty zapędzono żołnierzy (potem obejrzeli mecz za darmo), którzy następnego dnia wiadrami wylewali wodę za ogrodzenie. Przed meczem wysypano na murawę trociny. - Takiego boiska nie widziałem nigdy - mówił trener gości Juan Ramon Rocha.

O tym, że obie drużyny zagrają, sędzia zdecydował dopiero cztery godziny przed meczem. Widowiska nie było. - Głównie myślałem o tym, by utrzymać się na nogach - mówił po meczu Leszek Pisz. Legia zremisowała 0:0, choć w drugiej połowie kilka razy Ryszard Staniek i rezerwowi Tomasz Wieszczycki oraz Tomasz Sokołowski zagrozili bramce Józefa Wandzika. Największa gwiazda Panathinaikosu - Krzysztof Warzycha - tylko w pierwszej połowie był bliski strzelenia gola, gdy minimalnie minął się z dośrodkowaniem.

Legioniści byli rozczarowani wynikiem. - Już nigdy więcej nie chcę grać na takim boisku. Nie jestem zadowolony ani z meczu, ani z wyniku. Z postawy kolegów - bardziej - mówił Maciej Szczęsny, jeden z niewielu, który pamiętał mecze z Sampdorią. - Kto mi się najbardziej podobał? Najprzystojniejszy jest Szczęsny - zażartował były sponsor Legii Janusz Romanowski.

Jak bardzo zabrakło goli z pierwszego meczu, udowodnił w rewanżu Warzycha, który żalił się, że kibice przy Łazienkowskiej go obrażali. Po dwóch tygodniach strzelił dwa gole, a Grecy wygrali 3:0. - Nie powinniśmy tak łatwo przegrać tamtego meczu, szczególnie po wyrównanym pierwszym spotkaniu - twierdzi Kucharski, który wszedł na boisko na ostatni kwadrans.

Mecz obejrzało ponad 70 tys. kibiców. - Szansę straciliśmy, gdy z boiska wyrzucono Marcina Jałochę - mówi dziś Kucharski. Obrońca za brutalny faul dostał w 28. minucie drugą żółtą kartkę. - Sędzia nas załatwił, Liga Mistrzów to nie zabawa dla biednych - komentował na gorąco Jóźwiak.

Pięć minut po zejściu Jałochy Legia straciła pierwszego gola. Po strzale Warzychy piłkę do własnej siatki wpakował Radosław Michalski. Grecki Polak w 58. minucie wykorzystał dośrodkowanie z lewego skrzydła, a w 72. minucie Juan Jose Borelli ograł obrońców i strzelił trzeciego gola. "Bramka z dwoma piruetami" - opisała tego gola grecka prasa. I było po Lidze Mistrzów.

- W drugiej połowie Grecy nas zmiażdżyli. Nie ma co zwalać winy na sędziego. W dziesiątkę też można wygrać - powiedział po klęsce Jacek Zieliński. Szczęsny był bardziej dosadny: - Liga Mistrzów na tym poziomie jest dla ludzi potrafiących grać w piłkę i prawdziwych mężczyzn. My nie zdaliśmy egzaminu.

Ostatni taki sukces

Egzaminu nie zdał potem żaden z polskich klubów, choć sezon później Legia w pierwszej rundzie Pucharu UEFA zrewanżowała się Panathinaikosowi (2:4 i 2:0). W tym samym czasie do Ligi Mistrzów dostał się Widzew Łódź, ale nie wyszedł z grupy. Potem już żaden polski klub nie zagrał w tych rozgrywkach. Dotrwać do wiosny w europejskich pucharach udało się trzy razy. W sezonie 2002/03 w jednej ósmej finału Pucharu UEFA Wisła przegrała z Lazio, a rok później w 1/16 finału tych rozgrywek Groclin uległ Bordeaux. W sezonie 2008/09 Lech Poznań w 1/16 finału Pucharu UEFA nie sprostał Udinese, a w tym roku lepsza od poznaniaków w tej fazie Ligi Europejskiej okazała się Braga.



06.03.1991

Legia - Sampdoria Genua 1:0 (1:0): Czykier (44.)

Legia: Szczęsny - Kubicki Ż , Gmur, Bąk, Czykier, Pisz, Czachowski, Sobczak Ż , Iwanicki, Łatka (10. Kowalczyk), Cyzio

Sampdoria: Pagliuca - Lanna, Mannini, Vierchowod, Lombardo, Pari, Cerezo, Katanec, Dossena, Branca, Mancini

20.03.1991

Sampdoria Genua - Legia 2:2 (0:1): Mancini (87.), Vialli (89.) - Kowalczyk (19., 54.)

Sampdoria: Pagliuca, Mannini, Lanna, Pari, Lombardo, Vierchowod (46. Branca), Cerezo, Michajliczenko (54. Bonetti), Dossena, Mancini, Vialli.

Legia: Szczęsny Ż, CZ , Bąk Ż (68. Jóźwiak), Kubicki CZ , Gmur, Czykier, Czachowski, Pisz, Iwanicki, Sobczak, Cyzio, Kowalczyk (78. Kupiec)



06.03.1996

Legia - Panathinaikos Ateny 0:0

Legia: Szczęsny - Jóźwiak Ż , Zieliński, Mandziejewicz, Lewandowski (77. Wieszczycki), Staniek, Michalski, Pisz, Bednarz Ż , Podbrożny, Kucharski (66. Sokołowski)

Panathinaikos: Wandzik - Apostolakis, Kolitsidakis, Kalitzakis, G.S. Georgiadis, Marangos (78. Kapouranis), Markos Ż , Borelli, G.Ch. Georgiadis Ż , Alexoudis, Warzycha

20.03.1996

Panathinaikos Ateny - Legia 3:0 (1:0): Warzycha (34., 58.), Borelli (72.)

Panathinaikos: Wandzik - Apostolakis, Ouzounidis, Kolitsidakis Ż , Kalitzakis Ż , S. Georgiadis, Borelli (90. Goumas), Maragos (81. Nioplias), Kapouranis, Donis, Warzycha (90. Lagonikakis)

Legia: Szczęsny - Mandziejewicz, Zieliński, Michalski, Lewandowski, Jałocha Ż, CZ , Pisz, Sokołowski (82. Kacprzak), Wieszczycki, Staniek (76. Kucharski), Podbrożny

Grzywna dla Legii, » ale trybuna otwarta