Sport.pl

Ekstraklasa. Rozpad Legii

Schodzących z boiska legionistów w sobotę pożegnały gwizdy 17 tysięcy kibiców. Po dziewiątej porażce w sezonie nikt na Łazienkowskiej nie ma już wątpliwości, że Legia nie ma drużyny i trenera, który miałby pojęcie, jak temu zaradzić
"Co wy robicie, wy naszą Legię hańbicie!", "Szukaj roboty, hej Miklas, szukaj roboty!" - to cenzuralne okrzyki, które piłkarze usłyszeli, schodząc z boiska. Po ostatnim gwizdku nie wiedzieli, gdzie się podziać. Po chwili, snując się, zeszli do szatni przy akompaniamencie przeraźliwych gwizdów. Macieja Skorżę niektórzy kibice żegnali, machając białymi chusteczkami.


- Ciężko zapracowaliśmy na to zwycięstwo. Mam nadzieję, że wy, dziennikarze, nie zdeprecjonujecie tego sukcesu, pisząc, że z Legią każdy może wygrać - powiedział po meczu ze śmiertelną powagą obrońca Ruchu Wojciech Grzyb. Gdy Waldemara Fornalika spytalismy, jaki ma sposób na Legię, którą pokonał po raz drugi w sezonie, odparł: - Tutaj przede mną wygrało wielu trenerów. Ich też pytaliście?

Legia przegrała dziewiąty mecz w sezonie, trzeci z rzędu. Przegrała w przedziwnych okolicznościach, bo w pierwszej połowie Ruch miał problemy z wyjściem z własnej połowy. Już w 8. minucie wracający po kontuzji Maciej Rybus strzałem z ostrego kąta nie dał szans bramkarzowi. W 24. minucie Miroslav Radović zrobił sobie slalom między obrońcami Ruchu i wydawało się, że grająca najlepszy mecz na wiosnę Legia wbije chorzowianom kolejne bramki.

I nagle wszystko się urwało.

Dwa tygodnie przerwy na mecze reprezentacji Maciej Skorża poświęcił na indywidualne rozmowy z piłkarzami, dwa sparingi i zgrupowanie. Wszystko po to, by ściągnąć z walczących ponoć o tytuł piłkarzy presję, z którą sobie nie poradzili w meczach ze Śląskiem (1:2) i GKS (0:2). Z Ruchem moc trenerskich egzorcyzmów wystarczyła na 44 minuty meczu. Tuż przed przerwą Arkadiusz Piech wykorzystał nieudaną pułapkę ofsajdową i kopnął między nogami Marijana Antolovicia.

- Błąd w końcówce pierwszej połowy sprawił, że w nasze poczynania wkradał się nerwowość - tłumaczył Skorża. Na opanowanie nerwów piłkarzy miał całą przerwę, ale na drugą połowę wyszło jedenastu piłkarzy zamiast drużyny. Zmiana w sposobie gry była uderzająca. Gospodarze mieli problem z wymianą trzech podań. Nieliczne akcje straciły na tempie i płynności, a Takesure Chinyama i Ariel Cabral, którzy mieli odmienić zespół, statystowali.

Chorzowianie zorientowali się, że wystarczy kopnąć piłkę do przodu, by stworzyć zagrożenie pod bramką Legii. Arkadiusz Piech zdobył hat tricka, ośmieszając warszawską defensywę. W 64. minucie mierzący 171 cm napastnik strzelił gola głową, choć w polu karnym pilnowało go trzech obrońców. Po dwóch minutach Dejan Kelhar, zamiast zatrzymać biegnącego rywala... położył się na murawie. Kupiony przed sezonem za 0,5 mln euro bramkarz Marian Antolović z czterech celnych strzałów chorzowian dwa puścił do siatki między nogami, jeden obok ręki.

Ruch wygrał przy Łazienkowskiej po raz pierwszy od 28 lat. Innych długich serii nie zakończył, bo te padały w tym sezonie już wcześniej. Trzy porażki z rzędu legioniści zanotowali jesienią (GKS, Ruch, Zagłębie). Hat trick przy Łazienkowskiej ustrzelił niecały rok temu Paweł Brożek.

Skorża, patrząc na boisko, kręcił głową z niedowierzaniem. Pierwszą zmianę przeprowadził dopiero pięć minut po trzecim straconym golu. - Może to zabrzmi dziwnie, ale cały czas wierzę w tę drużynę. Brakuje nam naprawdę niewiele - twierdził po spotkaniu.





Więcej o: