Sport.pl

Pepsi Arena? Tak, ale zarobić ma miasto, a nie Legia

Legia finalizuje rozmowy z koncernem PepsiCo. Przekonuje, że umowa dzierżawy daje jej prawo do zarabiania na sprzedaży prawa do nazwy stadionu. Miejscy radni z komisji sportu są oburzeni i żądają renegocjacji umowy
Za to, by formalnie obiekt przy Łazienkowskiej zmienił nazwę na Pepsi Arena, producent napoju gazowanego miałby zapłacić klubowi 6 mln zł rocznie. To prawie dwa razy tyle, ile Legia będzie rocznie płacić ratuszowi za stadion, kiedy skończy się jego budowa. Wtedy Legia będzie płacić 3,7 mln zł. Na razie, dopóki inwestycja jest w toku, Legia płaci tylko 1,1 mln rocznie. Pisaliśmy o tym w "Gazecie Stołecznej" w ubiegłym tygodniu.

Ta informacja oburzyła miejskich radnych z komisji sportu. Na poniedziałkowym posiedzeniu zasypali pytaniami Wiesława Wilczyńskiego, dyrektora biura sportu. Domagali się jasnej odpowiedzi, czy rzeczywiście Legia ma prawo sprzedać nazwę stadionu, którego budowę finansuje miasto (kosztuje po odliczeniu VAT aż 374 mln zł) i który jest obiektem miejskim (Legia go tylko dzierżawi).

Dyrektor przedstawił dwie odmienne interpretacje umowy dzierżawy. Według tej, którą posługuje się Legia, prawo do sprzedaży nazwy daje jej zapis w umowie pozwalający na czerpanie pożytków z dzierżawionej nieruchomości, m.in. z reklam i sponsoringu. Według ratusza prawo do nazwania miejskiego obiektu ma samorząd.

- Bez względu na układ polityczny w komisji wszyscy byli zgodni, że prawo do nazwy leży po stronie miasta. Niestety umowa podpisana w 2007 r. przez ówczesnego komisarza Warszawy Kazimierza Marcinkiewicza z PiS w przeddzień jego abdykacji jest chora. Ma bardzo dużo braków - ostro krytykuje Piotr Kalbarczyk (PO). Przyznaje, że umowę renegocjowała w 2008 r. ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz i zapisu stanowiącego furtkę do sprzedaży nazwy nie usunęła.

Dwa lata temu wiceprezydent Włodzimierz Paszyński w odpowiedzi na interpelację radnego PiS Marka Makucha wyjawił, że podczas renegocjacji umowy w 2008 r. miejscy urzędnicy uzgodnili z władzami Legii, iż powrócą do rozmów na temat praw do nazwy "po pojawieniu się oferty". Wiceprezydent przyznał, że zarówno umowa, jak i aneks nie zawierają zapisów zastrzegających, że to miasto ma prawo do nadania czy sprzedaży nazwy stadionu.

Jednak kiedy rok później o to samo na sesji zapytała radna Katarzyna Munio, prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz odpowiedziała jej, że "nadanie nazwy jako uprawnienie właścicielskie należy do miasta stołecznego Warszawy i nie zostało przeniesione umową na Legię. Organem właściwym do podjęcia przedmiotowej decyzji jest zatem Rada Warszawy". Z taką interpretacją nie zgadza się Marek Drabczyk z zarządu Legii. - Fundamentem umowy dzierżawy z miastem od początku było wykorzystanie przez klub jego możliwości marketingowych - przekonywał w ubiegłym tygodniu "Gazetę Stołeczną".

- Niech sobie Legia czerpie zyski ze sponsoringu, niech sprzeda nazwę klubu i gra jako Pepsi Warszawa. Niech sprzeda nazwy trybun albo i krzesełek. Ale prawo do sprzedaży nazwy stadionu, która znajdzie się na mapach i w przewodnikach, ma moim zdaniem miasto. Powinno dojść do aneksowania umowy i skonkretyzowania tamtego zapisu. Nazwę można sprzedać, ale zyskami Legia powinna co najmniej podzielić się z samorządem - przekonuje Kalbarczyk.

- Kurczę, nie wyobrażam sobie, żeby był stadion Legii imienia Pepsi Coli. Pepsi Arena? Uszy bolą. Na najbliższej komisji podejmę temat. Oczywiście, że to miasto powinno nazwać stadion - mówi Olga Johann (PiS), wiceprzewodnicząca komisji nazewniczej.

Wczoraj z władzami koncernu ITI, właściciela Legii, spotkali się miejscy urzędnicy.

- Omówiliśmy jedynie doniesienia prasowe. Nie ma konkretnych ustaleń - powiedział po spotkaniu z przedstawicielami ITI Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza. - Jest wola rozmów z obu stron, jeśli pojawią się konkretne propozycje - zapewnił. Słowa radnych o konieczności renegocjacji umowy Andryszczyk komentuje: - Wydaje się, że docelowo należałoby kwestię sprzedaży praw do nazwy w umowie doprecyzować.

WYIMEK: Piotr Kalbarczyk (PO): - Niech sobie Legia czerpie zyski ze sponsoringu, niech sprzeda nazwę klubu i gra jako Pepsi Warszawa. Niech sprzeda nazwy trybun albo i krzesełek. Ale prawo do sprzedaży nazwy stadionu (...) ma moim zdaniem miasto.



Więcej o: