Sport.pl

Lech Poznań vs Legia Warszawa - na razie remis

Sześciokrotnie rywalizowały dotąd ze sobą w Pucharze Polski zespoły Lecha Poznań i Legii Warszawa. Na razie mamy remis - trzykrotnie górą byli poznaniacy, trzykrotnie Legia. Dziś o godz. 18.30 początek finału, który rozstrzygnie sprawę zdobycia Pucharu Polski w 2011 roku i awansu do europejskich pucharów.

Lech Poznań i Legia Warszawa - zespoły najczęściej silne i rozstawiane - spotykały się ze sobą w Pucharze Polski, ale najczęściej w późnych fazach rozgrywek. Aż trzykrotnie był to finał. Dzisiejszy będzie czwartym.

1964. La comedia e finita

Te słowa wypowiedział ówczesny piłkarz Legii Warszawa, Jacek Gmoch, gdy utytułowany zespół z Warszawy, wówczas już dwukrotny mistrz Polski i obrońca Pucharu Polski, wreszcie po wielkich problemach wyeliminował w Poznaniu ekipę Lecha. Ekipę wtedy .... III-ligową, gdyż rok 1964 to słabo już dziś pamiętany okres degradacji Kolejorza aż do tak niskiej klasy rozgrywkowej. Legia przyjechała do Poznania z takimi piłkarzami jak Lucjan Brychczy, Bernard Blaut, Janusz Żmijewski, Antoni Piechniczek czy Jacek Gmoch i miała zetrzeć III-ligowca a murawy. 31 października 1964 roku jednak gole Brychczego i Żmijewskiego wystarczyły tylko do remisu 2:2, gdyż dla Kolejorza trafili Czesław Szczepankiewicz i jego późniejszy trener z lat 80., Włodzimierz Jakubowski.
Doszło do dogrywki, w której Legi Warszawa strzeliła dwa gole, wygrała 4:2 i awansowałą.

1980. Precz z Okońskim!

Drugi pojedynek Lecha z Legią w Pucharze Polski był już finałem rozgrywek. 9 maja 1980 roku na stadionie w Częstochowie starli się piłkarze obu ekip, ale wcześniej straszną bitwę stoczyli przybyli na ten mecz fani obu ekip. Do dziś to największa zadyma w dziejach polskiej piłki, podczas której były ofiary śmiertelne.
Legia rozgromiła Lecha aż 5:0, a gole dla niej strzelali m.in. Adam Topolski (późniejszy trener Kolejorza) i odrabiający służbę wojskową w Warszawie Mirosław Okoński. Później wspominał, że rozgniewani kibice Lecha wygrażali mu pod oknem jego mieszkania.

1983. Niech żyje Okoński!

Ten pojedynek Lecha z Legią odbył się już w ćwierćfinale. Tym razem Mirosław Okoński grał już w barwach Kolejorza, który w lidze walczył o pierwszy tytuł mistrzowski, ale był on jeszcze odległy. Natomiast w Pucharze Polski poznaniacy bronili trofeum, po które sięgnęli rok wcześniej. Zadanie było trudne, bo mecz z Legią nie miał rewanżu, a odbywał się na Łązienkowskiej.
Zaraz po przerwie Mirosław Okoński trafił do siatki Jacka Kazimierskiego i Lech wziął rewanż za ligową porażkę na tym stadionie. Awansował, by w półfinale nieoczekiwanie przegrać z II-ligowym Piastem Gliwice.

1988. Rzuty karne na Widzewie

Drugi z finałów przeciwko Legii Warszawa został rozegrany na stadionie Widzewa w Łodzi. To Legia była faworytem. Na gola Jarosława Araszkiewicza odpowiedział KrzysztofIwanicki i musiało dojść dorzutów karnych, które poznaniacy wygrali. W pamięci kibiców zapadło zwłaszcza pudło największej gwiazdy Legii i jej symbolu, Dariusza Dziekanowskiego. Bramkarz Ryszard Jankowski obronił jednak także strzał Dariusza Kubickiego i Krzysztofa Iwanickiego. Ze strony Lecha z kolei pudłował jego najlepszy strzelec Bogusław Pachelski.
Ten mecz, e karne i ten Puchar Polski zdecydowały o tym, że cztery miesiące później Kolejorz mógł stanąć do walki w pamiętnych meczach z FC Barceloną.
Do rywalizacji m.in. z obecnym trenerem Jose Bakero...

2004. Triumf w jaskini lwa

Ten finał składał się z dwóch części. Różniły się od siebie diametralnie, ale stanowiły dwie nierozerwalne połówki. Podstawą sukcesu Lecha Poznań był triumf w Poznaniu 2:0 po popisowej grze całego zespołu i dwóch golach Piotra Reissa. W Warszawie bronił zaliczki. Skutecznie - przegrał tylko 0:1.
Dodajmy, że mecz w Poznaniu był szczególny, gdyż po zakazie wstępu na stadion przy Bułgarskiej dla kibiców gości fani Legii zostali wpuszczeni na sektory przez samych kibiców Lecha. Siedzieli między nimi. Nie padło ani jedno brzydkie słowo na gości, a wychodzących na rozgrzewkę legionistów powitały brawa. Za to podczas rewanżu w Warszawie doszło do incydentu na trybunie VIP, gdy odbierający trofeum lechici zostali zaatakowani przez chuliganów.

2005. Samobój w ostatniej minucie

Dramatyczna rywalizacja w ćwierćfinale. Lechici zremisowali bowiem z Legią Warszawa u siebie bezbramkowo, ale na boisku rywala udawało im się utrzymywać korzystny remis 1:1. Na bramkę Aleksandara Vukovicia z rzutu wolnego odpowiedział bowiem Zbigniew Zakrzewski. W ostatniej minucie padł jednak gol - i to samobójczy. Strzelił go Mariusz Mowlik. Lech przegrał1:2 i odpadł.

Damian Łukasik wspomina finał z 1988 roku [wideo]

Paweł Kaczorowski wspomina finał z 2004 roku

Bartosz Bosacki walczy jutro o rekord

Więcej o: