Sport.pl

Jan Urban: Gol Manu sparaliżował Lecha

- Kluczowy był gol Manu. Do tego momentu wydawało się, że Legia nie zagrozi Lechowi. Bramka Portugalczyka sparaliżowała poznaniaków - mówi Jan Urban. Były trener Legii pracuje teraz w Zagłębiu Lubin, które w piątek pokonało w ligowym meczu "Kolejorza" 1:0. Jego zdaniem, Lech mógł nie wytrzymać meczu fizycznie. - W meczu z nami było podobnie - mówi.
Robert Błoński: Podobał się panu finał Pucharu Polski?

Jan Urban: Mecze finałowe, których stawką są trofea nie są wielkimi widowiskami. Zwykle oba zespoły boją się nie stracić gola. Na początku to Lech bardziej od Legii szukał zwycięstwa. Strzelił gola i długo nie było żadnych oznak, że warszawianie będą w stanie w jakikolwiek sposób zareagować. Po wyrównaniu wszystko się odwróciło, bardziej zdeterminowana była Legia. Uważam, że rozgrywki o Puchar Polski zasługują na lepsze traktowanie, dotąd różnie z tym bywało. Mecz był dość ciekawy, choć nie ma się nad czym specjalnie zachwycać.

Dlaczego pana zdaniem Legia była bezradna aż przez godzinę?

- Był to dla niej mecz ostatniej szansy. Może stąd ten paraliż, który minął po zdobytym golu. Wtedy uwierzyli, że można pokonać Lecha.

A nie ma pan wrażenia, że Lech nie wytrzymał fizycznie?

- Mam. Osłabł przede wszystkim Rafał Murawski. Z nami, w piątek, było podobnie. Lech dominował w pierwszej połowie, a po przerwie to my mieliśmy więcej okazji i wygraliśmy. Nie wiem, jak ten nieszczęśliwie stracony gol wpłynął na ich psychikę. Bramka padła po rykoszecie, drużyna mogła stracić pewność. Puchar jej uciekał, a wcześniej nic nie wskazywało na to, że Legia wyrówna.

Mówi się, że to był mecz o posady trenerów.

- To wewnętrzne sprawy obu klubów. O tym zdecydują właściciele, którzy do tej pory na pewno nie byli zadowoleni z wyników osiąganych w lidze. My trenerzy nie mamy wpływu na ich postanowienia. Pracujemy najlepiej jak umiemy, a na końcu jesteśmy rozliczani.

Jak wynik finału może wpłynąć na postawę Legii i Lecha w lidze?

- Z legionistów może zejść presja, która im towarzyszy od miesięcy. Zrealizowali cel i po roku przerwy awansowali o europejskich pucharów. Może teraz wszystko im " puści" i w lidze będą grali swobodniej, luźniej. Na miarę możliwości. Z kolei poznaniacy mogą się podłamać okolicznościami porażki. Prowadzili, kontrolowali mecz, by przegrać w karnych. Do końca sezonu zostało sześć kolejek i - na ich szczęście - w tym sezonie niewiele meczów ma faworyta. Każdy jest w stanie odebrać punkty każdemu, różnice w tabeli są minimalne. Ale Lech nie ma już prawa do pomyłki. Dla niego margines błędów i porażek się skończył. Piłkarze muszą sobie zdawać sprawę, że - po fantastycznej przygodzie z Ligą Europejską w tym sezonie i meczach z Juventusem czy Manchesterem City - brak awansu do pucharów będzie dla wszystkich szokiem. Wszystko zależy, jak Lech zareaguje na porażkę w finale.

Który z trenerów, pana zdaniem, utrzyma posadę: Maciej Skorża czy Jose Bakero.

- Sam jestem szkoleniowcem, poznałem realia polskiej piłki i wiem, że zwykle najmniej zależy od samych zainteresowanych. Decyzje zapadają gdzie indziej niż w szatni. Ale zawsze będę po stronie trenerów. Taka solidarność zawodowa, nikomu nie życzę utraty pracy.

Więcej o: