Sport.pl

Mirosław Trzeciak: Grali, jak umieli, czyli słabo

- Grali na tyle, na ile wykrzesali z siebie ambicji i charakteru. Cieszę się, że wygrał Skorża. To trener klubu, a nie drużyny. Skorża podejmował decyzje ciężkie dla zespołu, ale zbieżne z oczekiwaniami władz. Porażki były przegranymi nie tylko Skorży, ale także polityki klubu - mówi Mirosław Trzeciak, były dyrektor sportowy Legii i były piłkarz Lecha, który obecnie pracuje w IV-ligowym hiszpańskim CD Iruna, filii Osasuny Pampeluna, której również był zawodnikiem
Robert Błoński: Jak pan oceni poziom sportowy finału Pucharu Polski?

Mirosław Trzeciak: - Słaby, ale niczego więcej się nie spodziewałem, bo liga jest słaba. Nie ma w niej zespołów wyjątkowych, jest piętnaście wyrównanych drużyn, i to bardzo źle o niej świadczy. Drugiej takiej ligi jak nasza w tym roku nie ma nigdzie. Z Lecha, Wisły i Legii odeszli najlepsi Polacy, sprowadzono słabych obcokrajowców. Obniżył się poziom i zmniejszył się komfort pracy trenerów. Z obcokrajowcami pracuje się trudniej, ciężko się z nimi porozumieć. Legia, której byłem dyrektorem, była lepsza od obecnej. Dziś nie ma zawodników z klasą i talentem Muchy, Rogera. Zdecydowanie słabsi są też rywale, czyli Wisła i Lech.

Trudno powiedzieć, że któraś z tych drużyn zasłużyła na trofeum bardziej. Lech wykonał ogromną pracę i przez godzinę dominował na boisku. Później opadł z sił, tak jak w piątkowym meczu ligowym z Zagłębiem. Legia miała w Bydgoszczy problemy, bo w trakcie spotkania kontuzji doznali środkowi obrońcy Choto i Astiz, ale mimo to udało jej się zdominować rywali w drugiej połowie.

Najbardziej brak sił było widać po Rafale Murawskim.

- Razem z nim zgasł Lech.

Czy Lech nie za szybko uwierzył, że Legia nie jest groźna?

- Dopóki jest 1:0, mecz może zmienić się w każdej chwili. Lech szybko odbierał Legii piłkę, ale kosztowało go to wiele sił. Później Legia zaczęła być bliżej bramki Kotorowskiego, ale gola strzeliła przypadkowego. Fajnie, że trafił Manu. Obserwowaliśmy go w ubiegłym sezonie. To był niezły zawodnik ligi portugalskiej. Ma potencjał, ale w Legię się nie wkomponował. Nie zamyka akcji, nie drybluje w okolicach pola karnego, nie pcha się z piłką w szesnastkę, żeby strzelić. Stoi przy linii bocznej, czeka na piłkę i próbuje dośrodkować. Na boisku nie widać po nim uczuć - radości, złości na siebie albo innych czy gestykulacji. Jakby jego głowa była poza boiskiem i nie czuł się ogniwem zespołu.

Czy widział pan na boisku, że dla obu klubów - rozczarowanych wynikami ligowymi - jest to rzeczywiście mecz roku?

- Grali na tyle, na ile wykrzesali z siebie ambicji i charakteru. Cieszę się, że wygrał Skorża. To trener klubu, a nie drużyny. Skorża podejmował decyzje ciężkie dla zespołu, ale zbieżne z oczekiwaniami władz. Porażki były przegranymi nie tylko Skorży, ale także polityki klubu.

Jego posada wisi na włosku.

- Legia jest cierpliwa wobec trenerów, Skorża może ocaleć. Klub też powinien wziąć odpowiedzialność za słabe wyniki i nieudane transfery. Nie wierzę, że trener jednoosobowo decydował o którymkolwiek nowym graczu. Zawodników oglądało kilka osób. Nie złożył drużyny z niemal samych nowych piłkarzy, ale wygrał PP. Dla Legii każde trofeum w sezonie jest kluczowe.

Uważa pan, że potrafi ułożyć drużynę w kolejnym roku?

- O nikim nie można tego powiedzieć. Skorża zdobył Puchar w pierwszym roku pracy. Gdyby przegrał, można byłoby stwierdzić, że zostawi spaloną ziemię.

To koniec José Bakero w Polsce?

- Nie wiem, ale zagraniczni trenerzy są u nas bezbronni. Szkoleniowiec, który nie ma pojęcia o polskich realiach, długiej zimowej przerwie, sobie nie poradzi. Wyniki nie bronią Bakero, ale wyprowadził Lecha z grupy Ligi Europejskiej. Trener z takim nazwiskiem na ławce to powinien być dla lechitów prestiż. Jednak drużyna tej klasy nie może w trakcie meczu tak bardzo się zmienić na niekorzyść. Mają problem, skoro aż tylu graczy opadło z sił. O meczu wypowiadali się z mniejszą pasją niż rywale. Może Legia wygrała, bo była odrobinę bardziej spragniona pucharu? Dla niej ten mecz był wielkim wydarzeniem.



Więcej o: