Komentarz "Gazety": Prezydent kiboli

Gdy po wtorkowej zadymie w Bydgoszczy premier Donald Tusk publicznie wypowiada wojnę stadionowym chuliganom, prezydent Poznania na blogu w notce "Kilka słów prawdy" napisał: "Oczywiście jak kibice Lecha zaczęli schodzić z trybun, to co zrobiły służby porządkowe?? Natychmiast przesunęły się w stronę kibiców Lecha, ignorując to, co robiła Legia! Była to wyraźna prowokacja, która musiała doprowadzić do zamieszek".
Jeszcze nigdy żaden samorządowiec nie stanął tak otwarcie w obronie stadionowego bandytyzmu jak Ryszard Grobelny. Co zdaniem blogującego prezydenta półmilionowego Poznania i prezesa Związku Miast Polskich zdarzyło się po finale Pucharu Polski w Bydgoszczy? "Wyraźna prowokacja, która miała doprowadzić do zamieszek". Grobelny wchodzi w skórę stadionowych bandytów, powtarza formułki z kibolskich forów. Kiedy ci z Legii wtargnęli na boisko, zastanawiał się, jak długo poznaniacy wytrzymają w sektorach: "Skoro tamtym wolno biegać, to dlaczego nie nam?".

Odpowiem prezydentowi: dlatego, że łamać prawa nie wolno nikomu, niezależnie od tego, jaki nosi szalik. Wieszanie obraźliwych transparentów nie jest - jak chce Grobelny - " formą debaty publicznej, którą kibice jak każda grupa społeczna mają prawo prowadzić".

Czy prezydent Poznania sam doszedł do takich refleksji, czy usłyszał je od siedzącego podczas meczu na VIP-owskiej trybunie Krzysztofa Markowicza, ksywa "Litar"? Grobelny przyjmuje go na salonach i nagradza, nie przeszkadza mu, że szef poznańskich kiboli siedział w areszcie za udział w bójce, miał trzyletni zakaz stadionowy, na meczu reprezentacji zaatakował rodzinę z dziećmi. To firma "Litara" dostarczyła catering na wieczór wyborczy Grobelnego.

Mizdrzący się do kiboli Grobelny ubolewa, że zadymą w Bydgoszczy strzelili sobie oni samobója, i usprawiedliwia: "Nikt nie potrafi poradzić sobie z chuliganami". A co on sam zrobił, by przemoc panoszącą się na stadionach zlikwidować?

Ale czy to zło zlikwiduje wczorajsza decyzja o zamknięciu stadionów Lecha i Legii? Jest nieprzemyślana, efekciarska, słabo uargumentowana. Politycy przez lata tolerowali kiboli albo się z nimi bratali.

Państwo reaguje za późno, inni wcale. Legia tłumaczy, że ma najbezpieczniejszy stadion w kraju. Ale gdy wkraczają tam kibole, bezpiecznie nie jest. Ich herszt uderzył piłkarza, grozi kibicom, że zaj... im w łeb, wybuchają petardy, z tysięcy gardeł bucha wulgarny ryk. Lech zaś ma z kibolami układ, wśród organizatorów meczów są dwaj gangsterzy, a porządku na trybunach pilnują sami kibole.

Państwo uderzyło wczoraj na odlew. I trafiło w normalnych, niewinnych kibiców. Ukarało ich za przestępstwa kiboli, którzy znów fetują bezradność polityków. Kibole za tydzień wrócą, plaga pozostanie.

Przeczytaj o zamieszkach po finale Pucharu Polski »