Piłka nożna. "Wyjazdy" zabronione

Kibice gości nie obejrzą żadnego meczu w ekstraklasie, I i II lidze do końca tego sezonu. PZPN ukarał też Legię i Lecha zakazami wyjazdów w przyszłym sezonie Pucharu Polski. Poznaniacy mogą za to zobaczyć sobotni mecz z Ruchem Chorzów, bo wojewoda otworzył trybuny stadionu. Puste krzesełka groziły Wiśle, której fani szykowali prowokacyjną oprawę. Klub na nią nie pozwolił, kibice Białej Gwiazdy się podzielili.
W środę premier Donald Tusk powiedział, że należy rozważyć zrezygnowanie z wpuszczania na stadiony kibiców gości, jeśli policja uzna, że to niebezpieczne. Przypomniał też, że ochrona przyjezdnych kosztuje podatników 20 mln zł rocznie. Do PZPN trafiło pismo komendanta głównego policji Andrzeja Matejuka, który zaproponował zakaz wyjazdów podczas meczów piłkarskich do końca sezonu. - To właśnie nad gośćmi najczęściej nie da się zapanować - tłumaczył w Radiu TOK FM jego rzecznik prasowy Mariusz Sokołowski.

PZPN podjął uchwałę o zakazie przyjmowania gości podczas meczów ekstraklasy, I i II ligi. Zwrócił się również do wojewódzkich ZPN o wprowadzenie takiego zakazu w trzecich i niższych ligach. - Przyjmujemy tę decyzję ze zrozumieniem i akceptacją - powiedział rzecznik Ekstraklasy SA Adrian Skubis.

Lech otwarty, "Litar" za drzwiami

Kibice Lecha mogą zobaczyć sobotnie spotkanie z Ruchem Chorzów, ale szef wielkopolskiej policji ostrzega: jeśli zobaczymy chuligaństwo, arena piłkarska następnym razem znów będzie pusta.

Decyzja o otwarciu stadionu zapadła podczas spotkania komendanta, wojewody, prezydenta Poznania i szefów Lecha. Swoją stanowczość Krzysztof Jarosz, komendant wielkopolskiej policji, okazał już na początku, wyrzucając ze spotkania "Litara". Szef stowarzyszenia Wiara Lecha był zaproszony, ale w środę usłyszał zarzuty za oplucie i zaatakowanie rodziny z dziećmi na poznańskim stadionie przed meczem reprezentacji Polski.

Szef WL przed wyjściem ze spotkania miał jeszcze powiedzieć, że zrobi wszystko, by na sobotnim meczu Lecha był porządek i dobra atmosfera. Jarosz odparł: - Przyjmuję to do wiadomości, ale nie rozmawiam z osobami, którym postawiono zarzuty. W stowarzyszeniu z pewnością są inne osoby, które mogą godnie reprezentować kibiców.

Wojewoda Piotr Florek wtórował: - Postawienie zarzutów wyklucza szefa Wiary Lecha z rozmów o bezpieczeństwie na stadionie.

Co na to Lech? W środę, po postawieniu zarzutów "Litarowi", zapowiedział rozwiązanie umowy z jego firmą kateringową Trocadero, która od kilku lat prowadzi na stadionie gastronomię. Jacek Masiota, prawnik Lecha, stwierdził, że "Litar" powinien zawiesić członkostwo w WL, na co ten odparł, że nie zamierza tego robić.

Wiceprezes Lecha Arkadiusz Kasprzak po spotkaniu u wojewody zapowiedział: - Uszanujemy każdą decyzję Wiary Lecha w sprawie "Litara".

Komendant Jarosz uprzedził, że mecz z Ruchem jest testem. - Będziemy dokładnie śledzić wydarzenia na trybunach. Jeśli prawo będzie łamane, nie wykluczamy przerwania meczu.

Wojewoda podkreślał, że otwarcie stadionu to również efekt ostatnich zatrzymań chuliganów Lecha, którzy demolowali stadion w Bydgoszczy. - Oni już na stadion nie wejdą, zatem będzie bezpieczniej - tłumaczył. Policja zatrzymała kolejnych sześciu kiboli, zna nazwiska następnych 17. Chuligan, który kopnął operatorkę telewizji, został aresztowany na miesiąc.



Kibole na Wiśle bez monopolu

Przed środowym meczem z Lechem Wisła zakazała kibicom zaprezentowania oprawy. W proteście kibole nie dopingowali zespołu, rozważają też zawieszenie współpracy z klubem. W drugiej połowie fani nazywani przez nich "piknikami" wyłamali się i wsparli piłkarzy.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że oprawa miała przedstawiać umęczonego przez władze państwowe i media kibola, który niósł ułożony z szalików krzyż, a w miejscu INRI miał być napis: ultras. Klub zabronił pokazania tej oprawy. - To mogło uchronić Wisłę przed grą przy pustych trybunach w derbach Krakowa - mówi osoba związana z klubem.

Kibole z trybuny południowej, którzy zawsze prowadzą doping i robią oprawy, przed meczem i tuż po pierwszej połowie krzyczeli jedynie: "Piłka nożna dla kibiców". Na 10 minut opuścili też sektory. W drugiej połowie doszło jednak do rozłamu na trybunach. Widzowie z trybuny wschodniej rozpoczęli bowiem spontaniczny doping.

- Zaczęliśmy krzyczeć: "Wisła, Wisła" oraz: "Jazda, jazda Biała Gwiazda", bo widzieliśmy, że piłkarze tego potrzebują. Kibole gwizdali na nas, krzyczeli: "Wisła, to my, a nie wy", "Pikniki, frajerzy" - opowiada czytelnik, który zadzwonił do krakowskiej redakcji "Gazety". - To, co się zdarzyło w drugiej połowie, nie miało dotąd miejsca w ruchu kibicowskim. Pokazaliśmy, że fanatyczni kibole nie mają monopolu na doping. Udowodniliśmy, że jeśli nie będzie ich na stadionie, doping dla piłkarzy nie ustanie. To pokazało, że pojawiła się grupa normalnych kibiców, którzy nie zgadzają się na metody kiboli.

Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków na swojej stronie napisało m.in.: "Z przykrością zawiadamiamy, że aktywnie działające na Wiśle grupy kibicowskie rozważają możliwość podjęcia decyzji o zawieszeniu swojej działalności. Ignorancja i brak chęci do rzeczowej rozmowy wykazywane przez włodarzy klubowych są powodem powyższych rozważań. SKWK i grupy kibicowskie nie biorą odpowiedzialności tak jak to do tej pory robiły (koordynowały) za przyśpiewki i transparenty które pojawiać się będą na stadionie".

Klub chce spotkać się z SKWK.


Kuriozalna sytuacja po decyzji PZPN. Co z derbaim Radomia? >