Ekstraklasa. Leszek Miklas: To nie koniec wzmocnień

Mamy nowego napastnika i środkowego obrońcę. Drużynę ma wzmocnić jeszcze ofensywny pomocnik i bramkarz - mówi dyrektor generalny Legii
Robert Błoński, Kuba Dybalski: Tegoroczne transfery będą lepsze? Te w poprzednim sezonie nie bardzo się Legii udały.

Leszek Miklas: Nie zgadzam się z tą tezą.

Celem Legii było mistrzostwo, a drużyna zajęła trzecie miejsce i wywalczyła Puchar Polski.

- Pracuję w tym klubie kilkanaście lat i nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek - nie tylko publicznie, ale i między sobą - powiedzieli: "W tym roku nie gramy o tytuł". Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mówię: "Nie będzie transferów, gramy o trzecie miejsce, drugie będzie wspaniałe, a mistrzostwo cudem". Przed poprzednim sezonem niemal pod każdym względem balon był napompowany do granic. Pokazaliśmy warszawiakom nowy, piękny stadion. Reszta, czyli wyniki, styl, nie była powodem do chluby, ale też nie mamy się czego wstydzić.

A pan się nie zgadza, że większość transferów była pomyłką. Cabral, Mezenga, Kneżević, Antolović, Ogbuke, Kelhar...

- Cabral nie był pomyłką. Osobiście przekonywałem go, żeby został, ale powiedział, że swoje w Warszawie przeżył i chce wracać do Argentyny. Nie było mu tu łatwo, nikt mu nie zaufał od początku. To, co potrafi, pokazał wiosną, kiedy grał regularnie. Ale mam wrażenie, że wtedy był już zdecydowany, by odejść.

W ramach ubiegłorocznego budżetu mogliśmy sprowadzić piłkarzy mających po 29-30 lat i z nich pewnie byłaby większa korzyść. Dostalibyśmy doświadczenie i lepszą reakcję na presję, jaka jest w Legii. Ale chcieliśmy połączyć kilka rzeczy. Wypożyczyć piłkarzy młodych, ale o wysokiej klasie sportowej. Gdyby się sprawdzili, mieliśmy opcję transferu definitywnego. Liczyliśmy, że ich wykupimy, a po paru latach sprzedamy z zyskiem.

Cabral plus Mezenga mieli nas kosztować ponad milion euro, ale przez rok nie dali aż tylu argumentów, by kupić ich za takie pieniądze.

A kupiony za pół miliona euro Marijan Antolović?

- Mogliśmy wziąć 30-latka, postanowiliśmy spróbować z młodym i perspektywicznym. Marijan nie wytrzymał psychicznie. Trener bramkarzy Krzysztof Dowhań cały czas przekonuje, że z Chorwata będzie pożytek. Wierzę mu, bo wychował kilku bramkarzy, jakich chciałby mieć każdy polski klub.

Srdja Kneżević?

- Kosztował 350 tys. euro. O miejsce miał walczyć z Kubą Rzeźniczakiem, za którego włoskie i francuskie kluby są gotowe zapłacić dziś ponad milion euro. To, że Serb przegrał rywalizację, nie powinno dziwić.

Wciąż nas pan nie przekonał, że w poprzednim sezonie dobrze zainwestowaliście: Manu przyszedł za 100 tys. euro, Kneżević za 350 tys. euro, Vrdoljak za milion, dwaj wypożyczeni po 100 tys. euro. Antolović pół miliona, razem ponad dwa miliony euro.

- Z tych dwóch milionów euro połowa poszła na Vrdoljaka. Nawet jemu zarzucacie, że za często łapie żółte kartki. Ma taki styl gry, jest kapitanem.

Czy od kapitana nie powinno się wymagać większej odpowiedzialności?

- Może dostawał te kartki właśnie dlatego, że brał na siebie więcej odpowiedzialności, niż powinien? Nie mam wątpliwości, przydał się Legii. Tak samo jak jestem przekonany, że Manu umie grać w piłkę. Angielscy menedżerowie mówią, że sukces jest wtedy, gdy udaje się połowa transferów. A oni mają szersze pole wyboru. Jeden z właścicieli polskich klubów twierdzi, że pomyłki transferowe są wpisane w naszą pracę. Mając w kieszeni kilkaset tysięcy euro, oczekujemy umiejętności za miliony. Działamy w szarej strefie.

Legii nie udała się nawet połowa.

- Kucharczyk, Vrdoljak, Gol, Manu, Cabral. Pięciu plus Hubnik. Którzy się nie sprawdzili?

Ogbuke, Kelhar, Mezenga, Antolović, Kneżević. Naszym zdaniem Manu dobrze grał tylko w maju. Tak samo Gol, który przyszedł zimą. Możliwości Hubnika nie są wykorzystywane.

- Niedawno francuskiemu menedżerowi powiedziałem o problemie adaptacyjnym w Legii. Spytał, ile lat mają nowi piłkarze. Gdy usłyszał, że większość niewiele ponad 20, zdziwił się: "U nas, jeśli przychodzi piłkarz, który ma 21 lat, to przez rok niczego od niego nie wymagamy. Ma trenować, a gdy poczuje się gotowy, sam mówi, że chce spróbować poważnej gry". W Legii takiego luksusu nie ma. Wszyscy oczekują, że nowy gracz będzie gwiazdą od pierwszego meczu. Nikt nie chce pamiętać, że został wypożyczony za niewielkie pieniądze, za które nie kupuje się gwiazd.

W klubie też były oczekiwania wobec nowych graczy.

- Ale wiązało się z tym ryzyko i dlatego tylko ich wypożyczyliśmy. Zimą trener Skorża był zachwycony Ogbuke, ale - choć możliwy był transfer definitywny od razu - postanowiliśmy go sprawdzić w Warszawie. Nie sprawdził się. Ale czy to jest błąd transferowy? Błędem byłoby, gdybyśmy kupili go i podpisali z nim trzyletni kontrakt.

Jeśli za dobre transfery uważacie tylko takie, po których zawodnik wchodzi do składu w pierwszym meczu i gra do końca sezonu, to na takie spojrzenie się nie zgadzam. Taki piłkarz jest gwiazdą drużyny albo i całej ligi. Jeśli pytacie, czy sprowadziliśmy jedenaście gwiazd, to odpowiadam: "nie". Mogliśmy sobie pozwolić na jedną i Vrdoljak nią jest. Pół roku wcześniej był wart 3,5 mln euro. Wyciągnęliśmy go Dinamu z gardła. Dla mnie transfer się sprawdza, jeśli po roku, półtora piłkarz gra w pierwszym składzie.

Wisła za niewiele ponad milion euro kupiła zimą Genkowa i Meliksona oraz sprowadziła za darmo Pareikę. Znali tych zawodników, dyrektor sportowy miał kontakty i wiedział, kogo kupić.

- Wisła z założenia sprowadziła piłkarzy, którzy mieli dać efekt od razu. Nie patrzono, czy będzie mogła ich potem sprzedać, czy przychodzą na pół roku, czy na rok.

Przecież przed sezonem Legia też chciała zdobyć mistrzostwo. Po to zrobiła transfery.

- Chcieliśmy tytułu i perspektywicznych piłkarzy. Być może popełniliśmy błąd, że chcieliśmy zjeść ciastko i mieć ciastko. Gdybym jeszcze raz podejmował decyzje dotyczące ubiegłorocznych transferów, to nie wziąłbym 21-latków, ale piłkarzy starszych, doświadczonych.

Może nie warto co sezon zmieniać metody transferowej, tylko wreszcie zacząć sprowadzać dobrych piłkarzy, niezależnie od tego, czy mają lat 21, czy 31. Dobrze rozpoznać rynek i mieć pewność przy kupowaniu. Rok temu Legia kupowała piłkarzy z każdej strony świata. Nie było w tym żadnego logicznego porządku.

- A na czym polega "logiczny porządek"? Mieliśmy wziąć dziesięciu zawodników z jednego kraju? Sytuacja była szczególna. Nie da się wymieniać dziesięciu piłkarzy bez skutków ubocznych. W przyszłości chcę, żeby co rundę wymieniać nie więcej niż dwóch piłkarzy, to powinno dać nam stabilność. Nasze transfery są przemyślane. Przed tym sezonem każdego z nowych zawodników musi zaakceptować trener.

Rok temu Maciej Skorża też zatwierdzał transfery.

- Wyrażał opinie, ale - poza Ogbuke, Kelharem i Golem - nie oglądał zawodników na żywo.

Kto pomaga Legii znaleźć wartościowych graczy?

- Zwykle są to osoby, które mieszkają w danym kraju i mają rozpoznany rynek. Francja, Włochy, Serbia, Białoruś czy Chorwacja to kraje, w których mamy współpracownika. Dają nam sygnał i jeżeli trzeba obejrzeć jakiegoś piłkarza, to jadą i piszą raport. Za to są wynagradzani i mają premię, jeśli transfer dojdzie do skutku. Zwykle są to osoby, które mają polskie korzenie lub rodzinę z Polski. W Europie takich osób jest dziewięć. W Ameryce Południowej dwie.

Kto odejdzie z Legii? Ariel Borysiuk ma ofertę z Udinese?

- Ariela obserwują trzy kluby włoskie. Jedne od siedmiu-ośmiu miesięcy, inne od niedawna. Jest też klub z Turcji.

To jedyny piłkarz, który może odejść?

- Nie ma piłkarzy nie do sprzedania, ale żebyśmy się zaczęli zastanawiać nad transferem, musielibyśmy dostać duże pieniądze. Zakładamy, że poza Arielem, który dostał zielone światło, nikt nie odejdzie.

Ostatnio było zamieszanie z odejściem Miroslava Radovicia. Za rok Serbowi kończy się umowa.

- Jesteśmy blisko podpisania nowej.

Rozmawiacie z Jerzym Dudkiem?

- To piłkarz światowej klasy. Nie jesteśmy w stanie zagwarantować mu zarobków i poziomu życia choćby zbliżonych do tych, jakie miał w Realu. Z samym Jerzym Dudkiem nie rozmawiałem, ale mniej więcej wiem, jakie ma preferencje. Powiem krótko, jeśli Jerzy Dudek chciałby grać w Legii, to dla mnie byłby wzmocnieniem numer jeden. Chcielibyśmy się z nim spotkać, ale teraz jest za granicą i ma kilka innych pomysłów na spędzenie ostatnich lat kariery.

Takesure Chinyama » odchodzi z Legii