Sport.pl

Ekstraklasa. Ljuboja: Jestem mieszanką dwóch piłkarskich kultur

- Widziałem stadion. Wszystko jest zorganizowanie nie gorzej niż w najlepszych klubach we Francji - mówi Danijel Ljuboja, nowy napastnik Legii Warszawa. 33-letni Serb grał w przeszłości m.in. w PSG i Vfb Stuttgart. Do Legii trafił z francuskiej Nicei
Kuba Dybalski: Rzadko się zdarza, by do ekstraklasy trafiał piłkarz, który grał na mundialu, w Ligue 1 i Bundeslidze. Co cię przekonało do zaakceptowania oferty Legii?

- Zobaczyłem klub. Dla mnie jest bardzo ważne, jak wygląda zaplecze. Widziałem stadion. Wszystko jest zorganizowanie nie gorzej niż w najlepszych klubach we Francji. Wiem też, że Legia ma wielu fanatycznych kibiców.

Przed przyjściem do Legii dzwoniłeś do Miroslava Radovicia. Co ci powiedział o Legii?

- Tak. Opowiadał o klubie same dobre rzeczy. Że to wielki, dobrze zorganizowany klub, który ma duże ambicje. Powiedział też, że jak gra się w Legii, to trzeba dużo jeździć autokarem. Ale nic na to nie da się poradzić...

Jak dogadujesz się z nowymi kolegami?

- To fajna grupa. Dobrze mnie przyjęli. W Legii jest łatwo, bo gra tu kilku piłkarzy z Bałkanów, a w takiej sytuacji dużo łatwiej jest wejść w nowe środowisko.

Czy miałeś też inne oferty?

- Była możliwość, że będę dalej grał we Francji. Miałem propozycję z Sochaux, gdzie trenerem jest Mehmed Bażdarević, który mnie dobrze zna. Było też kilka innych klubów. Ale chciałem szybko podjąć decyzję, gdzie będę grał w najbliższym sezonie. Oferta z Legii była najbardziej konkretna.

Liga francuska jest jedną z najlepszych w Europie. Polska jest dużo słabsza... Jak w Serbii przyjęto ten transfer?

- Najważniejsze jest to, co ja myślę. Nie zwracam uwagi na to, co mówią inni, tylko na to, czy w nowym miejscu ja będę się dobrze czuł. Oczywiście polska liga różni się od francuskiej czy niemieckiej, ale tu może być dla mnie nawet trudniej. Wszyscy będą wiedzieli, skąd przychodzę i gdzie grałem, obrońcy będą mnie lepiej pilnować i żeby tu grać dobrze, muszę być cały czas w wysokiej formie. Wiem, że w Legii jest duża presja, ale w klubach, w których grałem, też taka była. Nie boję się tego. Jestem pozytywnie naładowany, by rozegrać dobry sezon.

Dwa sezony temu strzeliłeś dla Grenoble 10 goli. W poprzednim dla Nice już tylko pięć. Oczekiwania w Legii są dużo wyższe...

- Napastnik jest od tego, żeby zdobywać bramki i żeby stwarzać okazje do strzelenia gola kolegom. Ale napastnik nie gra sam. Piłka nożna to sport zespołowy i wiele zależy od kolegów. Mogę zagwarantować, że będę grał na 100 proc. i z pełnym zaangażowaniem, choć konkretnej liczby goli przewidzieć nie mogę.

Na jakiej pozycji na boisku czujesz się najlepiej?

- Najbardziej lubię grać jako jeden z dwóch napastników, którzy wymieniają się pozycjami. Takie ustawienie daje wiele możliwości ataku, jeśli współpracujesz z dobrym partnerem. Pozwala na różne kombinacje...

...Ale w zeszłym sezonie Legia grała jednym wysuniętym napastnikiem.

- Z tym nie ma problemu, tak grałem w Grenoble i w Nice. Strzelałem gole, więc jestem gotów przystosować się do taktyki, którą wymyśli trener.

Jesteś Serbem, ale w bardzo młodym wieku wyjechałeś do Francji, dlaczego właśnie tam?

- Mieszkałem w Chorwacji, ale z powodu wojny musieliśmy się przenieść do Serbii. Miałem to szczęście, że mój ojciec był obyty w świecie. Pojawiła się możliwość wyjazdu do Francji. Wyjechałem, gdy miałem 13 lat. Trafiłem do Sochaux i grałem tam przez siedem lat, aż ostatecznie, gdy miałem 20 lat, trafiłem do Strasbourga.

Bardziej czujesz się więc piłkarzem serbskim czy francuskim?

- Jestem mieszanką dwóch piłkarskich kultur.

Myślisz jeszcze o reprezentacji czy kadra Serbii to zamknięty temat?

- W tym momencie myślę tylko o grze w Legii. Najważniejszy jest klub. W reprezentacji Serbii wiele się teraz dzieje. Dochodzi do wymiany pokoleń. Pojawiło się wielu młodych, utalentowanych piłkarzy. Dlatego skupiam się na klubie, ale nie mówię kategorycznie, że to zamknięty rozdział.

Kilkuletni pobyt w Niemczech nie był dla ciebie udany. Grałeś mało, nie mogłeś się dogadać z klubem w sprawie kontraktu, a media informowały o kłopotach dyscyplinarnych. O co chodziło?

- Do Stuttgartu ściągnął mnie trener Giovanni Trapattoni. Gdy odszedł, a razem z nim klub opuścił dyrektor sportowy, który mnie sprowadzał, w klubie wiele się zmieniło. Wynikły różne nieporozumienia, nie tylko z mojej strony, ale też ze strony klubu. Ale to dla mnie temat zamknięty. Na pewno nie żałuję pobytu w Niemczech. To ważne doświadczenie, grałem w wielkich klubach. W pierwszym sezonie strzelałem gole dla Stuttgartu, potem z powodów pozasportowych nie miałem na to zbyt wielu okazji, ale nie żałuję.

Czy jesteś zadowolony z tego, jak potoczyła się twoja kariera?

- Świat futbolu jest skomplikowany. Nie wszystko toczy się tak, jakbyś chciał. Gdyby granie w Barcelonie czy Realu było takie proste, to każdy by tam grał. Nie żałuję niczego. Z Legią podpisałem roczny kontrakt, ale nie mam zamiaru kończyć kariery. Jeśli zdrowie pozwoli, będę grał dalej, bo piłka to moja pasja, a nie tylko zawód.

Więcej o: