Sport.pl

Ekstraklasa. Legia Warszawa - MSV Duisburg 1:3

Warszawska drużyna przegrała 1:3 z niemieckim drugoligowcem MSV Duisburg. Po raz pierwszy tego lata zagrał sprowadzony z ligi francuskiej napastnik Daniel Ljuboja. Występ zaliczył też bramkarz Duszan Kuciak. Obaj nie zachwycili.
Serb i Słowak zagrali w pierwszej połowie. Dla obu był to pierwszy występ w koszulce Legii. Ljuboja po podpisaniu kontraktu najpierw załatwiał sprawy związane z przeprowadzką, a potem nie trenował, bo bolała go pachwina. W piątek zagrał przez pierwsze 45 minut i poza groźnym strzałem na początku spotkania nie zagroził bramce rywali.

Kuciak do Legii dołączył już na zgrupowaniu w Austrii. Na razie w ogóle nie jest piłkarzem Legii, bo ma obowiązujący jeszcze rok kontrakt z rumuńskim FC Vaslui. Według dyrektora sportowego Legii Marka Jóźwiaka Słowak "trenuje" z warszawiakami, a nie "jest testowany". Na testy musiałby się zgodzić jego klub, a Rumuni w ogóle nie chcą słyszeć o tym, że Kuciak opuści klub. Sam piłkarz twierdzi, że z Vaslui nic go nie łączy, bo klub od miesięcy mu nie płaci.

Legia prowadziła od pierwszej minuty po samobójczym trafieniu stopera z Duisburga Bruno Soaresa. Ale rywale, którzy za tydzień zaczynają nowy sezon, w pół godziny strzelili jej trzy gole. Trudno winić za nie słowackiego bramkarza. Winę ponoszą przede wszystkim obrońcy. W kadrze warszawskiego zespołu jest obecnie jedenastu piłkarzy tej formacji, ale wczoraj ilość nie przełożyła się na jakość. Drugi gol dla Duisburga padł po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, które strzałem głową wykorzystał Bollman. Czterech piłkarzy Legii, w tym stojący najbliżej strzelca Michał Żewłakow, przez dłuższą chwilę patrzyło na siebie ze zdziwieniem.

35-letni obrońca miał dać obronie Legii spokój i doświadczenie. Po niedawnym sparingu z Wisłą Płock (4:1) trener Maciej Skorża chwalił go za umiejętne wprowadzanie piłki z obrony do pomocy. Na razie spokoju brakuje, bo niemiecki klub wyrównał po samobójczym golu byłego kapitana reprezentacji Polski. Żewłakow jest regularny. We wtorek w sparingu z SV Horn (2:1) też trafił do własnej bramki.

Trzecia bramka dla Duisburga padła po błędzie Inakiego Astiza, który nie opanował piłki przed własnym polem karnym, przez co przed Kuciakiem znalazło się dwóch rywali. Na trzy tygodnie przed pierwszym meczem w eliminacjach Ligi Europejskiej Skorżę muszą martwić szkolne błędy jego piłkarzy. W podobny sposób piłkę tracili też Janusz Gol i Ivica Vrdoljak. Rzuty wolne i rożne nie tylko nie stanowiły zagrożenia dla przeciwnika, ale kontry po nich były najgroźniejszymi akcjami Duisburga w meczu. - Nie zaprezentowaliśmy się dobrze. Zbyt łatwo traciliśmy bramki. Nie można usprawiedliwiać się, że Duisburg za kilka dni zaczyna ligę i jest gotowy do sezonu. Przegraliśmy z ósmym zespołem 2. Bundesligi. Na boisku nie było widać tej różnicy - mówił po meczu portalowi Legia.com Jakub Wawrzyniak.

Spotkanie z Duisburgiem oglądał właściciel Legii Mariusz Walter, prezesi Paweł Kosmala, Leszek Miklas i Marek Drabczyk, a także Marek Jóźwiak. Szefowie klubu są ostatnio częstymi widzami sparingów, bo oglądali też m.in. wygrane 4:1 sparingi z Wisłą Płock i Zniczem Pruszków. W piątek na pewno podobało im się mniej.

Tak relacjonowaliśmy mecz Legia - Duisburg »


Więcej o: