Zielono mi. Hibernatus

Kończą się piłkarskie wakacje. Czas, w którym kibic może marzyć o transferach, rozrysowywać jedenastki marzeń i snuć mocarstwowe plany. Dziś wszystko jest możliwe.
Drobne wątpliwości można mieć, przypominając sobie 11 porażek z zeszłego sezonu, ale jeśli ma się odpowiednie podejście, na przykład jak prezes Miklas, to. "Gdybym zasnął na początku sezonu i obudził się pod koniec, to obraz nie byłby taki zły". Mamy więc receptę, ciut ekstremalną, ale zawsze: kupujemy karnet, kładziemy się do łóżka na dziesięć miesięcy i w maju 2012 budzimy się w niezłym humorze. Tylko po co nam ten karnet?

Jeśli chodzi o wzmocnienia, to w zeszłym sezonie była moda na młodych zdolnych Latynosów. Aktualnie trend się odwrócił i stał się cokolwiek geriatryczny. Legia stawia na doświadczenie. Zbyt długo oglądam piłkę, aby przekreślać graczy 33+, aczkolwiek powrót Mięciela na kolana mnie nie rzucił. Pozostaje mieć nadzieję, że Żewłakow i Ljuboja naprawdę okażą się wartościowymi wzmocnieniami. Że będą oldies but goldies.

Słabe wyniki sparingów mnie nie dziwią. Po dokładnej analizie zeszłego sezonu doszedłem do wniosku, że trener Skorża szykuje szczyty formy na Turniej Czterech Skoczni oraz Rolland Garros. Wystarczy spojrzeć w kalendarz i gołym okiem widać, że jeszcze nie czas. Chociaż oglądając fragmenty sparingów i sposób, w jaki Legia traciła bramki, można się przestraszyć. Bać się można również tego, że drużyna wciąż jest pozbawiona rozgrywającego. Przypominając sobie, jak ciężko w zeszłym sezonie szło zespołowi stwarzanie okazji strzeleckich, brak klasowego kreatora jest zdecydowanie największym mankamentem. Na co liczą trenerzy i działacze - nie wiem. Może skoro dało się zrobić kogoś w rodzaju rozgrywającego z Radovica, to może uda się podobna sztuka na przykład z Borysiukiem (jeśli zostanie). Jedyny "naturalny" piłkarz na tę pozycję to Wolski, tylko że nie wiem, czy trener naprawdę chce na niego stawiać. Wydaje mi się, że nie chce.

Cóż, początki rund trenerowi raczej nie wychodziły. Nie bardzo istnieją podstawy, na których można by było budować nadzieję, że akurat teraz to się zmieni. Oprócz trudnych rywali ligowych czeka Legię runda eliminacyjna LE. Czy to będzie Gaziantepspor, czy Mińsk, jedno jest pewne - łatwo nie będzie. Zostało mniej niż dwa tygodnie, żeby poprawić grę w obronie, znaleźć rozgrywającego, zacząć strzelać bramki, żeby w ogóle usprawnić wszystko. To nie wygląda optymistycznie.

Gdybym zasnął kilka lat temu tuż po wypowiedzi prezesa Zygo zapowiadającego podbój Europy w trzy lata i dzisiaj się obudził, to za nic nie mógł bym pojąć, jakim cudem Legia bierze udział w tak wczesnej fazie eliminacji. Tylko że szybko bym się przekonał, że Europa podbita nie została. Że owszem dwóch piłkarzy z Mazowsza zostało ostatnio sprzedanych do lepszych lig za łącznie prawie 10 mln euro, tylko Legia nie miała z tych transakcji ani grosza, bo zarabiały Lech i Polonia (to twardy dowód na świetny skauting, szczególnie ten lokalny). Że dziesięć porażek ligowych w sezonie stało się normą. Że to wszystko, rok w rok, przy jednym z najwyższych budżetów w lidze. Wydawałoby mi się, że to nie może być prawda, że wciąż śnię jakiś koszmar, że jeszcze się nie obudziłem.

Ale tak długa hibernacja nie jest możliwa. Nie da się zasnąć ani na kilka, ani na choćby jeden sezon. Trzeba przełykać mecz za meczem, transfer za transferem, obiecankę za obiecanką. Dlatego należy cieszyć się lipcową chwilą i wierzyć w dobry sezon 2011/12. Dzisiaj jeszcze wszystko jest możliwe: mistrzostwo - czemu nie, dublet - całkiem prawdopodobne, trzy korony - a kto nam zabroni?