Sport.pl

Ekstraklasa. Euzebiusz Smolarek: Gram w piłkę, a nie w pokera

- Moją motywacją jest mistrzostwo Polski. Gdybyśmy je zdobyli, chętnie oddałbym prezesowi Wojciechowskiemu 20 procent swoich zarobków - mówi odsunięty od drużyny napastnik Polonii Warszawa. - Zależało mi, żeby drugi sezon w Polonii był lepszy, wierzyłem w sukces - dodaje.
Od kilkunastu dni 30-letni Euzebiusz Smolarek (47 meczów w reprezentacji Polski, 20 goli) trenuje indywidualnie, bo nie zgodził się - inaczej niż pozostali zawodnicy drużyny - na propozycje właściciela klubu Józefa Wojciechowskiego. Zgodnie z nią piłkarze oddają do zamrożenia 20 procent rocznego kontraktu, ale jeśli zdobędą mistrzostwo Polski, dostają trzykrotność odłożonej sumy. Wicemistrzowie dostaną zamrożone pieniądze z powrotem. Trzecie lub niższe miejsce na koniec ligi oznacza, że zdeponowane pieniądze przepadły. Smolarek zarabia w Polonii 400 tysięcy euro za sezon. Do zamrażarki miało więc trafić 80 tysięcy.

Robert Błoński: Jak wygląda twój piłkarski dzień?

Euzebiusz Smolarek: Trenuję dwa razy po około półtorej godziny. Najpierw biegam wokół sztucznego boiska Polonii, potem idę do siłowni. Razem ze mną ćwiczą Daniel Kokosiński i Daniel Mąka oraz trener Jarosław Bako. I tak dzień w dzień. Czasem, jak grają dzieciaki, piłka podleci mi pod nogę, to mam okazję ją kopnąć. Rzadko, ale zdarza się, że trenujemy dośrodkowania. Ale to nie zastąpi zajęć w grupie.

Odpowiada ci taki los?

- Nie, ale co mogę zrobić? Jestem zawodnikiem Polonii. Nigdy nie powiem, że trenuję w "klubie Kokosa", bo to obraża kolegę, z którym biegam. Poznałem jego historię i "klub Kokosa" śmiesznie brzmi tylko w gazetach. Sytuacja nie jest fajna, ale w niczym nie zawiniliśmy. Nie zgodziliśmy się jedynie zmienić warunków kontraktu.

Może powinieneś dogadać się z prezesem Józefem Wojciechowskim?

- Przecież się dogadałem. Rok temu. Podpisaliśmy dwuletni kontrakt, który wciąż obowiązuje. Latem byłem gotowy rozmawiać o nowej umowie, ale prezes chyba nie był. Nasza ostatnia wymiana zdań trwała dziesięć sekund. Nie mogę powiedzieć, co usłyszałem. Wszystkiego nie mogę mówić, ale w Polonii z nikim nie mam problemów ani nikomu ich nie sprawiam. W szatni dobrze żyłem z chłopakami i trenerem Jackiem Zielińskim. Wiosną mi zaufał, grałem od pierwszej do ostatniej minuty, odpłaciłem mu za to dobrą grą i golami.

Jesteś zadowolony z siedmiu bramek w 23 meczach?

- To nie był łatwy sezon dla żadnego z polonistów. Mieliśmy aż pięciu trenerów, brakowało stabilizacji, musieliśmy się dostosować. Mimo tego strzeliłem siedem bramek. Tyle, co kapitan Adrian Mierzejewski, o dwa mniej od Artura Sobiecha, a grałem najmniej z tej trójki.

Wszystko zaczynało wyglądać coraz lepiej. Czułem, że trener Zieliński we mnie wierzy. Gdy pod koniec czerwca wróciłem z 21-dniowego urlopu, mimo 30 lat miałem najlepsze wyniki badań wydolnościowych. Nie leżałem na plaży z drinkiem w dłoni, tylko biegałem, żeby nie stracić dobrej dyspozycji z ostatnich tygodni starego sezonu. Zależało mi, żeby drugi sezon w Polonii był lepszy, wierzyłem w sukces. Tyle że to wszystko niewiele pomogło. Zaraz po powrocie zostałem przesunięty do Młodej Ekstraklasy, z którą trenowałem kilka dni. Potem nie pozwolono mi jechać z nią na obóz do Wodzisławia. Teraz ćwiczę z trenerem Baką.

Rozmawiałeś z prezesem przed wakacjami?

- Tak. W obecności trenera prezes powiedział mi i jeszcze napisał na kartce, jak sobie wyobraża warunki mojego kontraktu w następnym sezonie. Zaczął od obniżki o 50 procent i chciał negocjować. To było dla mnie nie do zaakceptowania. Ale powiedziałem, że się zastanowię. Po urlopie prezes już nie chciał rozmawiać. A ja zastanawiałem się, dlaczego w ogóle mam się zgadzać na jakiekolwiek nowe warunki? Gdybym rok temu wiedział, że w połowie umowy coś takiego mi zaproponuje, w ogóle nie podpisałbym kontraktu.

Nie wierzysz, że Polonia będzie pierwsza albo druga?

- Moja wiara nie ma z tym nic wspólnego. Gram w piłkę, a nie w pokera w kasynie. Tytuł nie zależy tylko ode mnie, ale od całej drużyny. Dla mnie ten system nie jest motywujący, wygląda na zabawę pieniędzmi. Ja nie chcę żadnej podwyżki. Moją ambicją i motywacją jest właśnie mistrzostwo. Jak wygramy, chętnie oddam prezesowi te 20 procent swoich zarobków. Żeby jednak wszystko było jasne do końca, nie tylko Smolarek nie zgodził się na zamrożenie 20 procent wynagrodzenia. Rozmawiam z chłopakami w szatni i wiem, co mówię.

Umowy nie podpisał też Sobiech, ale już został sprzedany do Hannoveru.

- Arturowi prezes też chciał zamrozić więcej niż 20 procent kontraktu. Prowadził z nami gry, myślał, że coś wytarguje. Ja się w takie coś nie bawię. Nie zrobiłem niczego złego. Zdarzyło mi się chorować i dwa dni nie trenowałem. Miałem jednak zwolnienie od lekarza. Niech kibice zrozumieją, że Smolarek nie jest pazerny, ale nie pozwoli tak się traktować. Byłem gotowy na pewne ustępstwa, ale pan Wojciechowski powiedział, że będzie tak jak on chce albo wcale.

Za rok Euro 2012. Może jednak powinieneś się zgodzić na zamrożenie części pensji, zacisnąć zęby i grać?

- A jaką mam pewność, że za miesiąc prezes Wojciechowski nie zaproponuje obniżki o kolejne 20 procent? A za kolejne dwa miesiące następnej? Albo nie zmieni trenera? I też będę musiał się na wszystko godzić? Nie. Ciężko mi w tej sytuacji. Chciałbym ją zmienić, ale ja myślę swoje, a prezes swoje. Sprawę motywacji można było załatwić inaczej. Np. zamrozić premie za wygrane i wypłacić je po sukcesie. Dziś wszyscy w Polonii mówią, że zgodzili się na 20-procentową obniżkę. Ale kto teraz się wychyli, że nie oddał pieniędzy do zamrażarki? Każdy się boi, że dołączy do Smolarka. Ale są w drużynie zawodnicy, którzy dostali nowy kontrakt i mimo tej zamrażarki zarabiają tyle, co w poprzednim sezonie. To proste. Ktoś miał w tamtym sezonie 100 złotych, prezes zaproponował mu nową umowę za 120 zł. Tyle że te 20 schował do zamrażarki i kontrakt pozostał taki sam. Na taką propozycję i ja bym się zgodził. Byłem gotów przedłużyć kontrakt z Polonią.

Prezes Wojciechowski opowiedział w "Superexpressie" o szczegółach waszych rozmów. Mówił, że zaproponował ci trzyletnią umowę po 300 tysięcy euro netto za każdy rok.

- Jestem dżentelmenem, nie rozmawiam o pieniądzach. Ale wiem, co usłyszałem od prezesa - takie kwoty nie padły.

Prezes mówił, że także trener Zieliński namawiał cię, żebyś "włożył coś do puli i wiedział, o co walczysz".

- Powtarzam: gram w piłkę, a nie w pokera. Powiedziałem trenerowi, że zgadzam się na zamrożenie 10 procent kontraktu. Przekazał to właścicielowi, ale pan Wojciechowski znowu powiedział "nie".

Józef Wojciechowski był rozczarowany twoją grą. Opowiadał, że kiedy podpisywałeś kontrakt, chwaliłeś się, że bez problemów strzelisz 12 goli w sezonie.

- Mówiłem, że będę grał przede wszystkim dla drużyny i zwycięstw, a nie dla siebie. Nie byłbym szczęśliwy, gdybym strzelał po trzy gole, ale w przegranych spotkaniach. Piłkarz sam nic nie osiągnie dlatego powiedziałem, że zrobię wszystko, by drużyna miała jak najlepsze wyniki. Nigdy nie miałem problemu z prezesem Wojciechowskim. Nie wiem, czy on ma ze mną? Wykonuję swoją pracę, trenuję z Jarosławem Baką i - skoro klub uważa, że to jest najlepsze rozwiązanie - nie mam wyjścia. Nie będę szukał klubu. Nigdzie mi się nie spieszy. Nie jestem z drużyną wyłącznie z powodu kontraktu.

Powiedział też, że życzliwi ludzie przestrzegali go przed Smolarkiem. Z Racingiem Santander procesowałeś się w FIFA, w Kavali też były kłopoty z twoją umową. W każdym klubie, nie tylko w Polonii, Ebi Smolarek zajmował się nie tylko graniem w piłkę.

- Santander nie płacił, dlatego zwróciłem się o pomoc do FIFA. W Boltonie nie zaistniałem, bo nie pasowałem do tej drużyny. Ale tam nie miałem kłopotów. W Kavali też. Po tym jak nie awansowali do pucharów usłyszałem, że ich na mnie nie stać. Rozwiązaliśmy kontrakt za porozumieniem stron i pozwolili mi odejść za darmo. Tak trafiłem do Polonii. Nigdzie nie sprawiałem kłopotów.

Porównałbyś Polonię do innego klubu, w którym grałeś?

- Każdy był inny.

A prezesa Wojciechowskiego?

- Jest wyjątkowym właścicielem. Żaden inny z polskiej ligi nie udziela się w mediach tak często jak pan Wojciechowski.

Wyobrażasz sobie, że do czerwca przyszłego roku będziesz tak biegał po sztucznej trawie bocznego boiska Polonii?

- A co innego mogę zrobić? Na boisku walczyłem o jak najlepszy wynik zespołu. Poza nim każdy dba o swój interes. Nie mam wyjścia, zależę od klubu i prezesa. To pan Wojciechowski zadzwonił na początku lipca do Tadeusza Fajfera [kierownik Polonii] i przekazał, że jestem przesunięty do Młodej Ekstraklasy, a potem, że nie mogę jechać na obóz.

W Młodej Ekstraklasie wylądowałeś już w kwietniu.

- Decyzję przekazał mi wtedy trener Piotr Stokowiec. Do dziś nie wiem, czy sam zdecydował, czy dostał taki nakaz. Ale po czterech dniach, kiedy w klubie był już trener Zieliński, wróciłem do pierwszego zespołu. Wyglądało na to, że za wszystkie niepowodzenia odpowiedzialny jest Smolarek, bo zarabia najwięcej. Ja tak nie uważałem. Moje zarobki ujawnił klub, ja nigdy o nich nie mówiłem. Prezes jednak może mówić wszystko, a ja muszę być ostrożny i w wielu kwestiach milczeć.

Chcesz odejść z Polonii?

- Chcę tu grać. Dobrze mi w Warszawie. Chyba że Polonia znajdzie dla mnie inną drużynę.

A może powinieneś powiedzieć prezesowi: skoro pan ma mnie dosyć, to rozwiążmy umowę, niech pan wypłaci część kontraktu i uwolnijmy się od siebie.

- Prezes nie chce ze mną rozmawiać. Kilkakrotnie prosiłem o spotkanie. Bez odpowiedzi. Mój telefon zawsze jest włączony. Wersja, o której wspomniałeś, jest możliwa.

Masz oferty?

- Nie mogę powiedzieć.

Odpowiesz jasno, czy wyobrażasz sobie rok z trenerem Baką i Euro 2012 przed telewizorem?

- Odpowiem, że teraz w stu procentach zależę od Polonii i prezesa Wojciechowskiego.

47 meczów w reprezentacji Polski. 20 goli... A teraz boczne boisko...

- Ale co mogę zrobić? Dlaczego miałem się zgodzić na obniżkę? Gdyby rzeczywiście zależało mi wyłącznie na pieniądzach, to po powrocie z urlopu miałbym ostatni wynik testów.

- Reprezentacja ma dla mnie największe znaczenie. Jestem gotowy w niej grać nawet teraz. Ale dziś Ebi nikogo nie interesuje. W ostatnim meczu kadry strzeliłem gola Ekwadorowi. Kilka minut później trener Franciszek Smuda zdjął mnie z boiska i od tamtej pory nikt z reprezentacji się do mnie nie odezwał. Bywa.

Chelsea kupi dwóch piłkarzy, Liverpool chce 16-latka - transfery






Więcej o: