Łukasz Trałka: W Polonii nie ma celu minimum

Tu nie ma celu minimum, tu jest zawsze tylko maks. Gramy o mistrzostwo Polski - mówi nowy kapitan Polonii Łukasz Trałka.
W głosowaniu przed rozpoczęciem tego sezonu na zgrupowaniu w austriackim Seefeld 27-letni pomocnik odniósł pierwsze zwycięstwo. Wygrał wybory na kapitana zespołu, minimalnie wyprzedzając Radka Mynarza. W tej roli zastąpił Adriana Mierzejewskiego, swojego kolegę i zawodnika, z którym trafił na Konwiktorską w tym samym okienku transferowym - w styczniu 2009 r.

Olgierd Kwiatkowski: Został pan nowym kapitanem Polonii. Czuje się pan wyróżniony?

Łukasz Trałka: W pewnym sensie tak, bo był to wybór drużyny, a nie trenera czy dwóch, trzech osób. Za dużych splendorów związanych z tą funkcją jednak nie ma. Jestem prawą ręką trenera, przekazuję jego myśli, polecenia na boisku. Muszę też być bardziej aktywny, prowadzić rozmowy z sędziami, walczyć o zmiany decyzji lub przynajmniej wywrzeć na nich delikatną presję.

Dlatego w sparingu z Borussią Dortmund był pan tak bardzo kłótliwy. W tym meczu często dyskutował pan z arbitrem

- Szczególnie w jednej sytuacji, w której sędzia główny już chciał pokazać na "jedenastkę", ale w ostatnim momencie podbiegł do bocznego i po konsultacji wycofał się z decyzji. Ten karny nam się należał, tłumaczyłem mu to, ale nic to nie dało. Trzeba walczyć o swoje. Chodzi nawet o to, żeby przy następnej sytuacji sędzia zapamiętał naszą reakcję, aczkolwiek było podobne zdarzenie w drugiej połowie i też karnego nam nie podyktował. Nic nie wskórałem.

Poprzedni kapitan Polonii Adrian Mierzejewski przekazał panu wskazówki?

- Nie jest to jakaś funkcja sprawiająca wiele problemów, wszystko przychodzi samo z siebie i takich konsultacji nie musiałem pobierać.

Ale z Adrianem Mierzejewskim rozmawia pan często, choć już go w Polonii nie ma?

- Tak, to mój przyjaciel. Zawsze razem byliśmy w pokoju, kontaktowaliśmy się poza klubem. Do tej pory mamy częsty kontakt, właściwie codziennie rozmawiamy.

Na boisku też często z zamkniętymi oczami zagrywaliście do siebie.

- Rozumieliśmy się bardzo dobrze, poznaliśmy się, kto co potrafi najlepiej, i szukaliśmy się na boisku, to chyba rzeczywiście było widoczne. Wiedziałem, w którym miejscu mogę znaleźć Adriana, jaką piłkę chce dostać. Teraz muszę się uczyć nowych zawodników, a jest ich u nas sporo. Ale szybko łapiemy kontakt.

Wobec pana i Adriana Mierzejewskiego był nawet zarzut, że za często gracie razem, podajecie do siebie. Poradzi pan sobie bez swojego kolegi?

- Zwrócił na to uwagę trener, że brak Adriana może mi tylko pomóc piłkarsko, wyjdzie na plus dla mnie.

Piłkarze Polonii bardzo czują się osłabieni odejściem poprzedniego kapitana, lidera zespołu?

- Straciliśmy znaczącą postać drużyny. To duży minus, że nie ma z nami takiego piłkarza. Ktoś powiedział, że nie ma ludzi niezastąpionych. Liga wszystko zweryfikuje. Może indywidualnie będzie gorzej, ale jako zespół staniemy się silniejsi, przecież o to chodzi.

Adrian Mierzejewski przyszedł do Polonii w tym samym okienku transferowym co pan - zimą 2009 r. Wtedy to pan był reprezentantem Polski, a pana kolega nie. Dziś jest zupełnie odwrotnie. On gra w kadrze, ma w niej pewne miejsce, pan ostatni raz zagrał w czerwcu 2009 r.

- Cieszę się, że w ogóle w reprezentacji zagrałem, i to pięć meczów. Robię wszystko, żeby kiedyś dostać ponowne powołanie. Trenuje na sto procent, gram na tyle, na ile potrafię. Nic więcej nie mogę zrobić. Wtedy był Leo Beenhakker, dał mi szansę, dziś jej nie dostaję. Trener Smuda uznał, że są lepsi zawodnicy. Ani nie płaczę nad tym.

W Polonii osiadł pan na dobre, to pierwszy taki przypadek w karierze, przedtem zmieniał pan kluby co pół roku.

- Multum tych klubów było. Trochę miałem niefart, trafiłem pod skrzydła pana Ptaka, który co pół roku mnie wypożyczał. Jak się idzie do nowego klubu, to gra się dwa, trzy miesiące, a potem stawia się na tych, którzy mają pewne miejsce w klubie. Są plusy i minusy. Muszę szybko się aklimatyzować. Pierwszy klub, który był moim własnym wyborem, to była Lechia Gdańsk. Wtedy zdecydowałem sam, że właśnie tam będę grał. Wyszło nieźle, pojawiły się wyniki. I trafiłem do Polonii. Był to pierwszy przypadek, że interesowało się mną kilka klubów, miałem chyba pięć ofert.

Dlaczego wybrał pan Polonię?

- Była wtedy najwyżej w tabeli, na drugiej pozycji, zdobyła przedtem mistrzostwo jesieni.

Trenerem, który decydował o pana transferze, był Jacek Zieliński. Ucieszył się pan chyba, kiedy wrócił w marcu na Konwiktorską?

- Większość chłopaków była zadowolona. Po drodze przecież zdobył mistrzostwo Polski z Lechem, zawsze miał dobre wyniki. Tym się zyskuje u piłkarzy wielki szacunek.

A czy Polonia jest w stanie powalczyć o tytuł. Co ma takiego, czego nie ma Wisła, Legia, Lech, żeby zdobyła mistrzostwo Polski?

- Założyłem sobie przed tym sezonem, że nie będę rozmawiał o żadnych atutach ani naszych problemach. Graliśmy o mistrzostwo w poprzednim sezonie, a potem nastąpił zjazd w dół. Czego bym teraz nie powiedział, wszystko wyjdzie w praniu.

Nawet zwycięstwo z Borussią nie nastraja was optymistycznie?

- Przed rokiem mieliśmy dobre wyniki z fajnymi firmami i w lidze nic to nam nie pomogło. Dobrze, że gramy takie mecze, dobrze, że je wygrywamy, na pewno się trochę podbudowaliśmy, ale taki wynik nie wygra za nas meczów w lidze.

Co się dzieje z Polonią w trakcie sezonu. Podczas przygotowań wszystko wygląda idealnie, wygrywacie z mistrzem Niemiec, na poprzednim z mistrzem Rosji, a potem wszystko się wali. Zżera was stres?

- Mogę mówić tylko o sobie - stres mnie nie dotyczy. Rok temu trzy pierwsze mecze wygraliśmy, powinno być łatwiej, nie mieliśmy się prawa denerwować, a potem przez kilka kolejek nie mogliśmy wygrać. Nie wiąże tego ze stresem i prawdę mówiąc, nie wiem, co wtedy się z nami dzieje.

Nowe, motywujące kontrakty zmobilizują was i pozwolą zwalczyć stres?

- Same kontrakty punktów nam nie dadzą. Nie ma większej, dodatkowej mobilizacji przynajmniej w moim przypadku. Każdy wiedział już przedtem, o co gramy, ale te umowy szkody nie wyrządzą.

Pan nie miał wątpliwości, aby podpisać nową umowę.

- Rozmawiałem z prezesem Wojciechowskim kwadrans. Szybko doszliśmy do porozumienia. Kto podpisał to dobrze, kto nie - to jego sprawa. Ja tam zresztą nie zaglądam nikomu do kieszeni.

Jakiś cel minimum sobie założyliście?

- Tu nie ma celu minimum, tu jest zawsze tylko maks. Gramy o mistrzostwo Polski.

Więcej o: