Sport.pl

T-Mobile Ekstraklasa. Widzew - Polonia 1:0. Problem nie napastnika, ale rozgrywającego

 - To nie będzie ani Keżman, ani Micanski. Może się tak też wydarzyć, że nie przyjdzie do nas żaden nowy napastnik, bo czy tylko oni zawodzą? - mówi dyrektor sportowy Polonii Tadeusz Fajfer. - W meczu, w którym było półtora strzału w światło bramki, przegraliśmy 0:1 - skomentował trener Polonii, Jacek Zieliński.
Polonia przegrała z Widzewem w Łodzi pierwszy mecz w sezonie. Również pierwszy raz nie zdobyła gola, co potwierdziło tylko słabość warszawskiej drużyny w ataku. Wyrwa w tej formacji po odejściu Adriana Mierzejewskiego, Euzebiusza Smolarka, Artura Sobiecha nie została zasypana.

Z Widzewem Jacek Zieliński wypróbował kolejny wariant ofensywny. Wystawił od pierwszej minuty 20-letniego Łukasza Teodorczyka. Król strzelców Młodej Ekstraklasy poprzedniego sezonu był trzecim napastnikiem wypróbowanym przez szkoleniowca "Czarnych Koszul" w czwartym spotkaniu ligowym. Bramki nie strzelił. Czy zawiódł, jak wcześniej Daniel Sikorski i Edgar Çani?

- A co ma zrobić napastnik, który nie dostaje dobrych piłek? Oddał jeden strzał, ale nie po podaniu, tylko po strzale Jeża, a wiadomo, że w takiej sytuacji napastnik reaguje inaczej, bo idzie na bramkę na dobitkę, a nie po to, by wykończyć akcję - ocenia Fajfer.

W sztabie trenerskim Polonii nastąpiła lekka zmiana frontu. Porażka, mecz bez gola nie obciąża zdaniem trenera i dyrektora, tylko napastników. Jeżeli ktoś w Łodzi zawiódł najbardziej, to Robert Jeż. Jeżeli kogoś brakowało w meczu z Widzewem z piłkarzy, którzy odeszli, to przede wszystkim piłkarza formatu Mierzejewskiego, kreatywnego pomocnika właściwie odczytującego intencje napastników, rozumiejącego się z nimi. Taki miał być słowacki rozgrywający, ale z Widzewem (wcześniej z Lechią na inaugurację ligi) nawet nie podjął próby rozruszania ataku Polonii, irytujące były jego podania do tyłu.

- Znamy go jako bardzo dobrego pomocnika. Nie wiem, co się z nim stało - mówi Fajfer o Jeżu. - Ale nie dyskwalifikuje go to. To tylko jeden przegrany mecz, po którym wszyscy musimy uderzyć się w pierś - dodał dyrektor sportowy Polonii.

Wściekły Zieliński w następnym meczu - na Konwiktorskiej z GKS Bełchatów (sobota, godz. 15.45) - zamierza zrobić porządek w drugiej linii. Pozycja Jeża jest (jeszcze?) niezagrożona, ale miejsca w jedenastce nie może być już pewien prawoskrzydłowy Grzegorz Bonin.

A co z napastnikami? - Na tę chwilę nie ma żadnego nowego piłkarza na tę pozycję - mówi Fajfer. Wyklucza transfer Matei Kezmana, serbskiego napastnika, byłego zawodnika PSV Eindhoven, Atletico Madryt, Fenerbahce Stambuł, Paris Saint-Germain. 32-letni zawodnik negocjował z Polonią, miał oglądać jej mecz w Łodzi, gdzie były zarezerwowane dla niego dwie wejściówki, ale nie przyjechał na stadion Widzewa. Kolejnym poważnym kandydatem do wspomożenia nieudolnej w ofensywie Polonii był Iljan Micanski. Bułgar, który w Polsce grał w Amice Wronki i Zagłębiu Lubin, dziś jest rezerwowym w FC Kaiserslautern i miałby zostać wypożyczony do drużyny "Czarnych Koszul". Ale chyba jeszcze nie przed meczem z Bełchatowem.

Telefon w przerwie meczu

- Co to za piknik? - miał powiedzieć pełen pretensji w przerwie meczu z Widzewem w rozmowie telefonicznej właściciel Polonii Józef Wojciechowski do dyrektora sportowego Tadeusza Fajfera. Tak relacjonował podczas transmisji telewizyjnej reporter Canal+.

- Nie wiem, skąd dziennikarz mógł usłyszeć słowa prezesa w słuchawce mojego telefonu - tłumaczy Fajfer. - Nie wiem też, skąd wie, że był to akurat prezes Wojciechowski, a jeżeli był, to chyba jest dobrą rzeczą, że właściciel klubu kontaktuje się z dyrektorem. Robi to kilka razy dziennie, bo dobro klubu leży mu na sercu.

Startuje Ekstraklasa! Sprawdź 10 największych hitów transferowych lata »




Więcej o: